Szukaj

To będzie lato dziwnych trendów. Dowód? Crocsy jako szpilki

Crocsy jako szpilki – taka nowość pojawiła się w kolekcji Balenciagi. To kolejna odsłona trendu, który mimo wygaszania pandemii nigdzie się nie wybiera. Pokochaliśmy Crocsy.

Balenciaga zaprezentowała w tym tygodniu pokaz kolekcji na wiosnę 2022, odpowiadając na wcześniejszą prezentację Gucci, „hackującą” dokonania tej marki pod kreatywnym przywództwem Demny Gvasalii. Balenciaga również nawiązywała do dokonań Gucci, a pokaz był niezwykły: do jego przygotowania wykorzystano technologię „deep fake”, dzięki której twarze modeli i modelek „podmieniono” zastępując je twarzą Elizy Douglas związanej z marką Balenciaga od lat. Największą uwagę zwróciła jednak druga odsłona współpracy Balenciagi z producentami najmodniejszych butów roku – czyli firmą Crocs.

Czytaj też: Brąz wraca w wielkim stylu. To efekt pandemii i mody na eko

Już w ubiegłym roku, na samym początku pandemii, Crocsy stały się symbolem rozluźniania formalnego dress code’u i prymatu wygody. Buty, uznawane niegdyś za dalekie od spełniania współczesnych norm estetycznych, od tego czasu tylko umacniały swoją pozycję w pejzażu współczesnej mody. Sprzedaż w pierwszym kwartale 2021 roku wzrosła o 64% w porównaniu z rokiem ubiegłym, o 75% wzrosła również sprzedaż przez internet, która odpowiada dziś za 1/3 całej sprzedaży, a wartość akcji firmy od ubiegłego roku wzrosła o 300%.

Analitycy, których opinię przywołuje „Washington Post”, wskazują na najważniejsze czynniki wpływające na rekordy Crocs, takie jak nowy zespół zarządzający firmą oraz wielokanałową komunikację, obejmującą m.in. szum na Instagramie czy Tik Toku, który umożliwiły także liczne współprace z artystami, projektantami, a nawet sieciami fast foodowymi.

Na dodatek piankowe klapki mają potencjał polaryzujący, co w świecie mediów społecznościowych jest raczej zaletą. Kilka dni po tym, jak Questlove, perkusista zespołu The Roots, pojawił się na gali rozdania Oscarów w złotych Crocsach, Victoria Beckham ogłosiła, że „wolałaby umrzeć” niż założyć ich fioletowe klapki, przesłane jej przez Justina Biebera. Nawet bez wsparcia żony Davida Beckhama, marka Crocs może liczyć na gorące dyskusje w sieci na temat swojego najsłynniejszego produktu: plastikowej klapek.

Sukces ma jednak też ciemniejsze strony, takie jak globalny zalew podróbek Crocsów. Firma walczy z tym zjawiskiem od lat, najpierw skupiała się na ochronie patentów, a obecnie – na ochronie znaku towarowego. W tym tygodniu przedstawiciele marki Crocs zwrócili się do amerykańskiej Komisji Handlu Międzynarodowego, by zajęła się importowanymi zza granicy fałszywkami słynnych klapek. „Blokując import i sprzedaż obuwia naruszającego znaki towarowe, możemy mieć pewność, że nasze DNA produktu jest w pełni chronione, a jednocześnie zapewniamy autentyczne doświadczenie Crocs naszym klientom i konsumentom” – powiedział Andrew Rees, dyrektor generalny firmy.

Zamknij
Zamknij