Tekst pierwotnie ukazał się w papierowym wydaniu magazynu „Sukces”, dodatku dla prenumeratorów „Rzeczpospolitej”.

Ciałopozytywność: prawie każdy słyszał to hasło i zna kogoś, kto jest z nim zaprzyjaźniony. Może nawet stara się być ciałopozytywny albo ma własną opinię na ten temat. Ruch ten dotyczy wszystkich, bo każdy ma ciało.

Biali zawsze byli uprzywilejowani, ale na pewno nie biali plus size. Dlatego w 1969 roku w Nowym Jorku młody inżynier zły na to, jak świat traktuje jego grubą żonę, zakłada NAAFA (National Association to Advance Fat Acceptance). Nieco później po drugiej stronie kraju, w Kalifornii, feministki powołują Fat Underground. Oba zrzeszenia miały walczyć o równe prawa dla grubych ludzi we wszystkich dziedzinach życia.

Czytaj więcej

„Każda skóra jest normalna”. Rośnie trend skóropozytywności

Gdy na początku lat 2000 internet staje się popularny, a później pojawiają się media społecznościowe, ludzie szukający akceptacji i wsparcia, znaleźli tam miejsce dla siebie aktywności i ludzi z podobnymi potrzebami. Wtedy to organizacje walczące o „równouprawnienie” dla grubszych przeobrażają się w ruch, który nazywany jest body positivity.

Sprowokowani do działania

„Już w latach 60. i 70. część myślicieli zwracała uwagę na to, jak bardzo ekspansja fotografii przesuwa naszą kultu- rę w kierunku narcyzmu” – opowiada Tomasz Stawiszyń- ski, filozof i publicysta, autor książek „Co robić przed końcem świata” i „Ucieczka od bezradności”, twórca podcastu „Skądinąd”. Kolejny czynnik prowadzący do skupienia na obrazie jako podstawowym nośniku przekazu to rozprzestrzenianie się technologii informacyjnych. „Jesteśmy właściwie zanurzeni w świecie obrazów w stu procentach” – mówi Stawiszyński.

A jakim przekazem karmiły nas przez ostatnie dekady media i popkultura? Wizerunkami szczupłych, ładnych (najczęściej białych), młodych ludzi. Ten kulturowy kanon, obecnie interpretowany jako toksyczny, na jednych odcisnął piętno, wzmacniając ich ograniczenia i przekonania o niedoskonałości własnego ciała (potwierdzało to wiele badań na nastolatkach, studentkach, ale też starszych kobietach, które miały negatywne odczucia dotyczące swoich ciał w konfrontacji ze standardami promującymi szczupłość jako ideał), innych sprowokował do działania.

Bez sztabu ekspertów

Ruch ciałopozytywności miał m.in. wprowadzić do masowej kultury różnorodne sylwetki kobiece. Okładka „Sports Illustrated” z 2016 roku z Ashley Graham, supermodelką plus size, była przełomem dla pokazywania ciał plus size w luksusowych mediach. Szybko jednak się okazało, że ruch wpadł w pułapkę – modelki body positive miały figurę klep- sydry i klasycznie piękne rysy twarzy. Dopiero amerykańska piosenkarka i aktorka Lizzo i modelka La’Shaunae Steward (obie ciemnoskóre i o krągłych kształtach) pokazały, o co naprawdę chodzi w różnorodności ciał plus size.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Od tamtej pory w przekazie kulturowym zaczęły się też pojawiać inne wykluczane wcześniej grupy. Niepełnosprawna modelka Paola Antonini, która w wieku dwudziestu lat straciła w wypadku samochodowym nogę; chorująca na bielactwo czarnoskóra modelka Chantelle Brown; Iris Apfel – stuletnia ikona mody. Z kolei australijska pisarka i aktorka Celeste Barber odczarowywała idealne obrazy np. reklam, pokazując, jak w realu wygląda w nich „zwyczajna” kobieta – bez sztabu ekspertów od wizerunku. To właśnie dzięki tym paniom reprezentacja kobiet w masowej kulturze i mediach zaczęła się zmieniać.

Manekiny też plus size

„Pogoń za idealnym pięknem i młodością z jednej strony jest objawem narcyzmu, z drugiej od lat podsyca ją eks- pansja kapitalizmu” – tłumaczy Stawiszyński. Taki nie do końca prawdziwy przekaz firm może wpędzać w poczucie winy, ale biznes poza nakręcaniem konsumpcji i podchwytywaniem nowych marketingowych trendów okazuje się też pomocny. Modowa marka Benetton promowała (i szokowała) różnorodnością w reklamach autorstwa Oliviero Toscaniego, jeszcze zanim powstało pojęcie body positive.

Koncern Unilever w kampaniach marki Dove od lat pokazuje kobiety o wszystkich kształtach, rozmiarach i różnym pochodzeniu etnicznym. Już prawie dwadzieścia lat prowadzi program Dove Self-Esteem, w którym pomaga nastolatkom budować pozytywną samoocenę. W tym roku rusza z akcją, której celem jest walka z wykluczeniem. Z opakowań produktów Dove usunięte zostanie słowo „normalny”, a reklamy marki nie będą poprawiane cyfrowo. Sephora w 2020 roku wystartowała z nowym przesłaniem „The Unlimited Power of Beauty”, wspierając mniejszości. Z kolei w kampanii polskiej marki kosmetyków Iossi pojawiły się kobiety, które na co dzień pracują nad produktami pomagającymi innym kobietom w pielęgnowaniu ciała.

Moda nie pozostaje w tyle. Na różnorodność w swoich kampaniach marketingowych stawiają platformy sprzedażowe, takie jak Zalando, a modelki o większych rozmiarach na stałe weszły do reklam mainstreamowych marek, takich jak Levi’s, H&M, Primark czy Mango. Nike wprowadziło w swoich sklepach manekiny plus size.

Pandemia rozwiała iluzje

Dziś ruch ciałopozytywności ma wiele odłamów. Możemy się spotkać z age positivity czy body neutral. Każdy z tych ruchów dotyczy szeroko rozumianej akceptacji swojego cia- ła, ma zrzeszać i pomagać tym, którzy codziennie mierzą się z jakąś formą dyskryminacji z powodu swojego wyglądu.

I tak mogło to trwać – body positive pod okiem dyrektorów artystycznych. Ale koronawirus zatrzymał świat. Zamknięci w domach, w wygodnych dresach i swetrach wypadliśmy z rutyny kultu ciała. Wiele osób poczuło się z tym dobrze i zaczęło się dzielić swoim komfortem. Na Instagramie wezbrała fala #bodypositivity. Zalew autentycznych zdjęć nie dla wszystkich był do zniesienia. W czerwcu aktorka Agnieszka Kaczorowska opublikowała na platformie wpis o „modzie na brzydotę” i promowaniu przeciętności.

Takie sytuacje, które coraz częściej mają miejsce w social mediach, zdaje się dobrze opisywać Stawiszyński. „Nasza epoka, wyposażona w turbodoładowanie związane z mediami społecznościowymi, w jakiś sposób całkowicie nie- realistycznymi i radykalnymi, odcina nas od rzeczywistości naszego ciała. Ciągle wytwarzamy wobec niego iluzje, któ- rych nie odróżniamy już od rzeczywistości”. W odpowiedzi na post Kaczorowskiej instagramerki i influencerki zaczęły masowo publikować obok zdjęć „instagramowych” te naturalne – niepozowane i bez Photoshopa.

Człowiek z perspektywy szaty

Gdy chwilę później, już w lipcu, aktorka Andie MacDowell pojawiła się z burzą naturalnych siwych loków na Festiwalu Filmowym w Cannes, w polskim internecie znów zawrza- ło. Jedne kobiety zachwycały się jej naturalnym wyglądem, inne zupełnie nie rozumiały, dlaczego przestała farbować włosy i „się oszpeca”. I o ile antagonistów pierwotnego ruchu body positive można próbować zrozumieć – nadwaga niesie ze sobą wiele zagrożeń dla zdrowia i koszty opieki zdrowotnej, które ponosi społeczeństwo, o tyle naturalny kolor włosów nie powinien być dla nikogo zagrożeniem.

„Często to, co szokuje w Polsce, nie budzi szczególnych emocji we Francji czy Hiszpanii. Gdy spojrzymy na tę sytuację od strony międzykulturowej, zobaczymy, że problemy które mamy, są charakterystyczne dla całego bloku postsowieckiego: ciągła ocena człowieka, widzenie go z perspektywy szaty. To nadal wiąże się z konkretną wizją ko- biety oraz ustalaniem zasad, na co może sobie pozwolić dwudziestolatka czy trzydziestolatka, a co już niekoniecznie przystoi czterdziestolatce czy pięćdziesięciolatce” – komentuje dr Ewa Moroch, psycholog sportu, zdrowia i socjolog z SWPS. Cały ruch body positive w obecnej odsłonie jest sprzeciwem kobiet wobec narzucanych im standardów.

Body neutrality, czyli nic na siłę

„Ciało od zawsze było poddawane różnym praktykom, za- biegom. Ale obecnie jesteśmy w punkcie, w którym traktowane jest obsesyjnie. Do tego jest obiektem nieustannej obserwacji, zainteresowania, oceny” – mówi Stawiszyński. A gdyby tak zrobić dywersję i przestać skupiać się na ciele? Do tego zachęca ciałoneutralność.

Termin body neutrality zaczął się pojawiać już po 2010 roku, a za matkę tego ruchu uważa się trenerkę z USA Anne Poirier. To ona spopularyzowała nowe pojęcie dzięki orga- nizowanym przez siebie warsztatom. Jak różnią się te dwa ruchy? To najlepiej opisują zdania zaczerpnięte z instagramowego profilu książki Anuschki Rees „Beyond Beautiful” (@beyondbeautifulbook). Gdy osoba body positive myśli: „Czuję się dobrze ze sobą, bo wiem, że jestem piękna”, to stan umysłu kogoś body neutrality to: „To, jak czuję się ze sobą, nie ma nic wspólnego z moim wyglądem”.

W Polsce jedną z najbardziej znanych aktywistek body positivity, ale także body neutrality, jest Kaya Szulczewska. Na Instagramie prowadzi profil „Ciałopozytyw Polska”, na którym zachęca do akceptacji oraz szanowania różnorodności i wyborów innych związanych z ich ciałem. Niewtajemniczonym profil może wydawać się kontrowersyjny, ale gdy spojrzymy poza obrazy, niesie ze sobą wiele głęboko uwalniających treści. „To, co pomoże poczuć się lepiej, mniej spiętą, jest cenne. Jeżeli chciałybyśmy/chcielibyśmy uwolnić się od przymusu spełniania oczekiwań innych, a np. ze względów zawodowych nie możemy pozwolić sobie na rewolucję, zacznijmy od małych kroczków. Może to być na początek brak pełnego makijażu czy pozostawione jedno pasmo nieufarbowanych włosów. Najważniejsze, żeby nie robić nic na siłę w żadną stronę, żeby mieć poczucie, że poruszamy się w naszym bezpiecznym wymiarze” – tłumaczy dr Moroch.

Kłopotliwe pragnienie piękna

Gdy spojrzeć z perspektywy ewolucji, ruch body positive w swojej najbardziej ekstremalnej odsłonie nie miałby szans. Jego sukces jest możliwy tylko dzięki rozwojowi kultury. „Kultura jest sferą, w której poddajemy refleksji różne uwarunkowania ewolucyjne (jak np. ksenofobia czy naturalna niechęć wobec ludzi z fizycznymi ułomnościami). W życiu nieustannie negocjujemy pomiędzy różnymi impulsami własnymi, potrzebami wynikającymi z wyposażenia biologicznego a jakimiś wartościami” – tłumaczy Stawiszyński. „Naturalne dążenie do piękna, nie tylko w kwestiach związanych z urodą, zawsze miało swoje istotne miejsce”.

Potwierdza to dr Moroch. „Pozbycie się pragnienia piękna nie jest łatwe. Szukanie tego, co piękne, mamy zaprogramowane”. Dowodem na to są badania dr Judith Langlois z Louisiana State University, w których nawet dwumiesięczne niemowlęta (jednostki nieukształtowane kulturowo) ładnym twarzom przyglądały się dłużej niż tym uznanym za brzydsze.

Jak rozwijać relacje z własnym ciałem?

Znalezienie się na bankiecie z okazji urodzin kliniki medycyny estetycznej także potwierdza zamiłowanie do indywidualnie postrzeganego piękna. Ale może też dać do myślenia, że ciałopozytywność, a już na pewno ciałoneutralność, to jednak niszowa bańka. „Nadal jest dużo przerysowanych twarzy. Ale jest też drugi nurt, w którym wiele kobiet idzie w stronę naturalności i przede wszystkim zdrowia. Moje pacjentki chcą mieć jędrne, ale naturalne ciała, duża grupa chce tylko delikatnie podkreślać naturalne walory. Poza zabiegami pielęgnacyjnymi są aktywne fizycznie: tańczą, ćwiczą, pływają i odżywiają się zdrowo” – mówi dr Aleksandra Jagielska, lekarz dermatolog i lekarz medycyny estetycznej, właścicielka kliniki Sthetic.

Takie podejście potwierdza również Marta Mieloszyk-Pawelec, założycielka LifeStyle- Med i współautorka książki „Bądź najzdrowszą wersją sie- bie, czyli mikroodżywianie w praktyce”. „Pacjentom zależy, by w pełni wykorzystywać potencjał, które daje im ich ciało. A gdy ciało w środku jest zdrowe i mamy poukłada- ne emocje, widać to na zewnątrz” – tak definiuje ciałopozytywność.

Dyrektor artystyczny marki Sephora Sergiusz Osmański widzi, jaki wpływ ruch body positivity ma na promowane w perfumerii produkty. „Dążenie do nadnaturalnej piękności się skończyło. Również pandemia zmieniła postrzeganie tego, co w urodzie jest pożądane. Teraz większość produktów ma dawać naturalny efekt świetlistości i obowiązkowo ma składniki pielęgnacyjne”. Cieszy się też z tego, jak dobrze w Polsce została przyjęta nowa kategoria produktów do pielęgnacji seksualnej.

Ciałopozytywność: wspierać, a nie oceniać

Uczestniczenie w ruchu body positivity może być kwestią poczucia estetyki, integracji ze swoim ciałem, ale też kwestią życia i śmierci. Konsekwencje negatywnego obrazu własnego ciała obejmują zaburzenia odżywiania, depresję, lęki, nadużywanie substancji odurzających i inne problemy ze zdrowiem psychicznym. Każdy ma w swoim gronie lub na FB osoby, które z różnych przyczyn mogą mieć zaburzenia postrzegania swojego wyglądu.

Dlatego tak ważne jest, abyśmy widzieli w mediach i kul- turze realistyczne, reprezentatywne dla całego społeczeństwa osoby. Bo, jak pokazują badania, najlepiej uczymy się akceptacji przez obcowanie z różnorodnością. Zanim kogoś ocenimy (#bodyshaming), skorzystajmy z metody trzech sit Sokratesa: czy to, co chcemy powiedzieć, na pewno jest prawdą, czy jest dobre i czy jest konieczne. Niejednokrotnie za dodatkowymi kilogramami, siwymi włosami i rozstępami kryją się osobiste i bolesne historie.

Zamiast oceniać, możemy się wspierać, solidaryzować. Udostępniać treści, które pokazują inną perspektywę. Bo jak zapewnia dr Moroch, to wspólnoty, których jesteśmy częścią, są kluczowe dla nasze- go szeroko pojętego zdrowia. A czy gdy lubimy swój manicure, jesteśmy body positivity czy nie? „Nie popadajmy w skrajności i zachowajmy zdrowy rozsądek. Przecież to, że ktoś ma wycieniowane włosy, nie oznacza, że nie jest body positive!” – podsumowuje dr Jagielska