Miłośnikom dobrego jedzenia, a także turystom podróżującym solo, którzy chcieliby wyjść do restauracji w pojedynkę, rezerwacja stolika dla jednej osoby stanowi coraz większe wyzwanie. Restauracje w dużych europejskich metropoliach coraz częściej jasno komunikują, że wolą gości, którzy przychodzą w grupach, a tym samotnym odmawiają rezerwacji, dają gorsze miejsca lub wymagają dodatkowej opłaty.
Single niemile widziani. Restauracje wolą grupowe rezerwacje
W ostatnich kilku latach przybyło osób, które preferują podróżowanie w pojedynkę. W podróżach solo doceniają wolność, którą dzięki temu zyskują, nieśpieszne tempo zwiedzania i brak konieczności chodzenia na kompromisy.
Czytaj więcej
Może gwiazdki sprawią, że młodzi ludzie zainteresują się pracą w gastronomii – mówi Przemysław Klima, szef kuchni i współwłaściciel restauracji Bot...
Popularność zyskał ostatnio również trend, który Anglosasi nazwali „solo sining” – czyli odwiedzanie restauracji w pojedynkę. Powody, dla których ludzie decydują się na samotne wizyty w restauracjach, są różne: chodzi na przykład o zwykłą chęć miłego spędzenia czasu we własnym towarzystwie lub przeżycia doświadczenia kulinarnego w większym skupieniu.
Single pojawiają się w restauracjach między innymi również dlatego, że są po prostu turystami podróżującymi solo. Zarówno trend „solo travel”, jaki „solo dining” nasiliły się na fali postpandemicznych powrotów do w miarę normalnego życia. Niestety, sytuacja podróżujących w pojedynkę zaczyna coraz bardziej odbiegać od tej normalności.
Dziennikarka Noelia Ramírez na łamach hiszpańskiego dziennika „El País” opisała zjawisko, które można zaobserwować w Barcelonie, jednym z najpopularniejszych europejskich kierunków turystycznych. Okazuje się, że w tamtejszych restauracjach znalezienie stolika dla jednej osoby graniczy z cudem. Problem dotyczy zwłaszcza lokali znajdujących się przy turystycznej ulicy Carrer de Blai.
Powołując się na wypowiedzi przyjezdnych i mieszkańców Barcelony, Ramírez informuje, że w barcelońskich restauracjach często odmawia się miejsca pojedynczym gościom lub daje się im najgorsze stoliki. Dla odmiany rezerwacja grupowa stanowi znacznie mniejszy problem.
Praktyka w barcelońskich restauracjach doskwiera nie tylko podróżującym w pojedynkę turystom, ale również samym mieszkańcom stolicy Katalonii. Niegdyś mogli oni bez problemu wyjść wczesnym popołudniem na drinka czy kawę. Teraz coraz częściej muszą dopasowywać się do tego, jak obsługuje się turystów – i na przykład napojowi musi towarzyszyć cały obiad lub kolacja. Oczywiście o ile znajdzie się jakiś stolik.
Restauracje
Sytuacja w Barcelonie jedynie potwierdza coraz szersze zjawisko, którego inny przykład niedawno odbił się głośnym echem w europejskich mediach. Na wyróżnioną dwiema gwiazdkami Michelin londyńską restaurację „Alex Dilling” w Londynie spłynęła fala krytyki w związku z polityką cenową, którą właściciele lokalu stosują wobec samotnych gości.
Restauracja co prawda chętnie zaprasza osoby solo, jednak wymaga od nich zapłacenia kwoty za dwuosobowe menu degustacyjne. Przy czym gość za podwójną opłatę otrzymuje dania nie dla dwóch, ale dla jednej osoby.
Zarówno w przypadku tańszych barów i restauracji, jak i tych ekskluzywnych, powód odmawiania stolika pojedynczym gościom jest ten sam – chodzi o pieniądze. Rezerwując stoliki dla grup zamiast dla singli, restauratorzy starają się zmaksymalizować swoje przychody.
Kierują się przy tym słusznym założeniem, że najwięcej zarobią na tych, którzy są w stanie wydać na jedzenie najwięcej – czyli na turystach. Nie bez znaczenia jest też fakt, że im większa grupa gości przy stoliku, tym na większy napiwek będzie mogła liczyć obsługa lokalu.