Surowe, industrialne wnętrza dawnej hurtowni farmaceutycznej w centrum Warszawy, a w nich - rzeźby i obiekty Marka Bimera, jednego z najważniejszych polskich twórców działających na styku rzeźby i designu kolekcjonerskiego. Wystawa „Oświecenie” to projekt stworzony przez niego wspólnie z córką, Natalią Bimer. Wspólnie udało im się stworzyć niezwykłe wydarzenie, w którym światło odgrywa kluczową rolę.
„Oświecenie” to duża wystawa, zajęła aż cztery piętra budynku. Jak narodził się ten pomysł?
Jestem dość płodnym artystą. Od dawna byłem gotowy, by zorganizować tę wystawę, na dobrą sprawę mogła odbyć się już w zeszłym roku. Bardzo zależało nam jednak na tym, żeby znaleźć stosowną i odpowiednią dużą przestrzeń, ze względu na liczbę obiektów. Poszukiwaliśmy wnętrz, które mają charakter postindustrialny. Zależało nam też na tym, żeby była to „dziewicza” miejscówka – a więc taka, w której przede mną jeszcze nikt nie prezentował sztuki. Te trzy punkty spełniał obiekt przy ulicy Barskiej w Warszawie.
Czytaj więcej
Światowej sławy polska malarka Ewa Juszkiewicz zawita do Europy z wyjątkową wystawą. To będzie świetna okazja, by podziwiać prace Polki, do tego w...
Na wystawie znalazły się prace najnowsze, ale też starsze, z różnych lat, z różnych dekad.
Rzeczywiście, na „Oświecenie” składają się prace z różnych lat. Taki pomysł na wystawę miała moja córka, która jest jej kuratorką. Na co dzień nie ze wszystkimi pomysłami Natalii się zgadzam, ale ponieważ zgodziła się objąć opieką kuratorską moją wystawę, uznałem, że nie powinienem zbyt mocno ingerować w jej pracę. Kiedy przeczytałem napisany przez nią piękny tekst na temat wystawy, zrozumiałem, że za wszystkim stoi głęboko przemyślana idea.
Marek Bimer z córką Natalią. „
Jak wygląda dialog między ojcem a córką w waszej codziennej pracy?
Na ten temat można napisać książkę, ale spróbuję opowiedzieć w kilku zdaniach. Z jednej strony to bliska więź między córką a ojcem, bo bardzo się kochamy. Oboje jesteśmy przy tym artystami, a także – bardzo silnymi indywidualnościami. Jest to więc relacja, w której trafiają się i straszliwe burze, i lazur nieba z cudownym słońcem, które nas ogrzewa. Moja córka, która jest niebywale wrażliwą osobą, doskonale sprawdza się w swojej roli. Przygotowanie wystawy było ogromnym przedsięwzięciem. Lokal, który z takim trudem znaleźliśmy, to nie hotel Bristol oferujący wszelkie wygody. Budynek mieliśmy częściowo wyremontować, do tego zadbać o hydraulikę, elektrykę, wprowadzić różnego rodzaju udoskonalenia, żeby goście, którzy do nas przyjdą, czuli się tam przyzwoicie. Tym wszystkim zajmowała się moja córka. Były oczywiście momenty kryzysowe, wtedy pojawiały się myśli, że może jednak się nie uda, albo że nie będziemy w stanie zrealizować tego, co zamierzaliśmy. Na szczęście teraz, gdy wystawa jest gotowa, przechodzimy ten wspomniany okres nieba i słońca.
Czego się pan dowiedział, co odkrył i przypomniał przygotowując „Oświecenie”?
Mam głębokie przekonanie, że pewne etapy mojej twórczości nie są zamknięte. Czasami zastanawiam się, czy nie wrócić do tego, co robiłem kilka lub kilkanaście lat temu. Przygotowując wystawę, obcowałem z przedmiotami z przeszłości, więc siłą rzeczy takie odczucia były jeszcze silniejsze. To zresztą stanowiło dodatkową zachętę do tego, żeby spojrzeć wstecz i pomyśleć o powrocie do jakiegoś wcześniejszego etapu.
Jakie materiały możemy zobaczyć na wystawie?
Jestem rzeźbiarzem, robię aktualnie dwa rodzaje obiektów. Po pierwsze – rzeźby, finalnie odlewane z aluminium, lub z brązu i następnie patynowane. Po drugie – obiekty, które wykorzystują światło, w tym wypadku stosuję żywicę epoksydową oraz włókno szklane i najróżniejsze techniki eksperymentalne. Przedmioty, które mają w sobie światło, dzielą się na dwa rodzaje na obiekty użytkowe, przy których faktycznie można zjeść kolację czy czytać, i takie, które stanowią pomost między czystymi rzeźbami a obiektami świecącymi. One z kolei dają niewiele światła, nazwałbym je raczej obiektami ambientowymi – światło stanowi ich integralną część, kręgosłup, sedno. Jednak nie jest już funkcjonalne.
Światło to kolejny „materiał”, który pan wykorzystuje w swoich pracach. Jaką pełni rolę?
W rzeźbie światło odgrywa rolę podstawową. Dzięki niemu moim zdaniem ten gatunek sztuki jest bogatszy niż inne. Rzeźba żyje, gdy pada na nią światło, wtedy rzuca cień. Jeśli stoi na zewnątrz i jest pochmurno, daje inną odpowiedź w postaci cienia niż w słoneczny dzień. Wszystko, co dzieje się wokół rzeźby i na niej ożywa dzięki światłu. Postanowiłem dać moim nowym pracom także światło wewnętrzne. Ono buduje formę, albo w całości, albo konturowo. Dzięki światłu wewnętrznemu forma zyskuje przestrzeń.
Powiada pan: absolutnie niczego nie podsumowuję. Czym w takim razie jest dla pana „Oświecenie”?
Jestem dość późnym twórcą. Skończyłem Akademię Sztuk Pięknych, ale potem, na blisko 30 lat, zająłem się reklamą. Ta praca przez długi czas dawała mi satysfakcję i spełnienie kreatywne, aż do momentu, gdy badania zaczęły ograniczać wolność kreatywną. Na dobrą sprawę rzeźbą zacząłem się zajmować mniej więcej w 2015 roku. Dopiero dekada za mną. To nie jest wystawa, która cokolwiek podsumowuje. Nie staram się zamykać żadnego rozdziału, pokazuję po prostu to, co robiłem w ostatnich latach, a także to, co powstaje obecnie. Prezentujemy rzeczy, których publiczność jeszcze nie poznała – i idziemy dalej.