Chińskie marki odzieżowe zadomowiły się w Europie. Przybywa sklepów stacjonarnych, należących do chińskich koncernów odzieżowych, które chcą funkcjonować na takich samych zasadach jak Zara czy H&M.
Ofensywa chińskich marek odzieżowych w Europie
W ubiegłym roku pisaliśmy o marce fast fashion Urban Revivo, której właścicielem jest chiński koncern Fashion Momentum Group. Ta i coraz więcej innych marek odzieżowych z Państwa Środka sukcesywnie wzmacnia swoją obecność w krajach Zachodu, aby rzucić wyzwanie firmom z Europy czy Stanów Zjednoczonych.
Czytaj więcej
Marka odzieżowa Edikted zapowiada globalną ekspansję. Dotąd była obecna przede wszystkim na rynku amerykańskim, na którym święci triumfy. Nowe skle...
Jeżeli chodzi o Urban Revivo, to pod względem liczby sklepów w Chinach, swoim „domowym rynku” pozostawiło ono w tyle takich gigantów jak Zara czy H&M. Teraz chińska marka, w której większość sprzedaży odbywa się w sklepach stacjonarnych, chce powtórzyć swój sukces na rynkach europejskich.
Co ciekawe, Leo Li, chiński przedsiębiorca, który założył Urban Revivo w 2006 r., inspirował się ówczesnym wyglądem sklepów Zary. To tylko jeden z wielu przykładów chińskich marek odzieżowych, które bacznie przyglądają się trendom w modzie i naśladują modele biznesowe swoich konkurentów z Zachodu – aby przyciągnąć klientów w Europie i za oceanem.
Oprócz Urban Revivo w Europie sieć swoich sklepów powiększają takie marki z Chin jak chociażby Vivaia, Icicle, Neiwai czy działająca od pół wieku, specjalizująca się w produkcji odzieży wierzchniej luksusowa marka Bosideng. Sklepy tych firm można znaleźć w Paryżu, Londynie, Dublinie, Mediolanie czy Rzymie, zwłaszcza ta ostatnia marka buduje swoją silną pozycję w segmencie premium, konkurując między innymi z włoskim Monclerem czy kanadyjskim Canada Goose.
Chińczycy na tym nie poprzestaną, bo otwarcie informują o swoich strategiach ekspansji na zachodnich rynkach. Kieruje nimi ambicja, ale też kryzys ekonomiczny w Chinach, który spowalnia popyt wewnętrzny, a co za tym idzie – możliwości rozwoju. By się rozwijać, chińskie marki odzieżowe, muszą szukać rynków poza ChRL.
Mamy do czynienia ze swego rodzaju modowo-biznesowym obiegiem zamkniętym. Chińscy konsumenci silnie inspirują się trendami w modzie, które napływają do nich z Zachodu. Teraz marki odzieżowe z tego kraju starają się dopasować swoje oferty do gustów europejskich i amerykańskich klientów.
Jak Chińczycy chcą zdobyć serca europejskich klientów?
Chińskie marki mają na celowniku przede wszystkim przedstawicieli pokolenia Z. Młodzi ludzie lubią spotykać się i spędzać wolny czas w centrach handlowych, bo w jednym miejscu mają praktycznie wszystkie rozrywki, jakie ich interesują. To bezpieczna i pełna atrakcji przestrzeń.
Ekspansja chińskich produktów tradycyjnie kojarzy się z platformami Shein i Temu. Obie oferują tanie ubrania i dodatki, na które skusiły się miliony Europejczyków. Fizyczna obecność w przestrzeni miast tych marek jest sporadyczna, zazwyczaj ogranicza się do tymczasowych sklepów typu pop-up. Wielkim skandalem okazało się np. otwarcie sklepu Shein w jednym z prestiżowych paryskich centrów handlowych. W geście protestu, znane europejskie marki pozamykały tam swoje butiki.
Inne marki z Chin umacniają swoją obecność na zachodnich rynkach na różne sposoby – poczynając od używania nazw, które rzadko kojarzą się z językiem chińskim, aż po wystrój wnętrz sklepów stacjonarnych, Chińczycy starają się wtopić w tkankę zachodnich miast i na równych zasadach konkurować z tamtejszymi markami. Chcą przyciągnąć klientów nie tylko ofertą modnych ubrań, ale także wyrafinowanym designem sklepów oraz nowoczesnymi technologiami ułatwiającymi przeglądanie produktów i wspierającymi płynność procesu zakupowego.