Badanie przeprowadziło dwoje naukowców: profesor ekonomii behawioralnej Robert Hoffmann z Uniwersytety Tasmańskiego i Bronwyn Coate, ekonomistka z Królewskiego Instytutu Technologicznego Melbourne. Badaczy interesowało, czy wiedza na temat płci autora danego obrazu w jakikolwiek sposób wpływa na jego odbiór i wycenę. Wyniki badania opisał niemiecki „Der Spiegel”.

Płeć w sztuce ma znaczenie

Historia dyskryminacji kobiet w dziedzinie sztuki jest tak długa jak historia samej sztuki, a spektakularne kariery takich artystek jak Tamara Łempicka, Magdalena Abakanowicz czy Frida Kahlo są tylko anegdotycznymi przykładami potwierdzającymi tę regułę.

Choć to się powoli zmienia, w muzeach sztuki i galeriach prace kobiecych artystek nadal są mocno niedoreprezentowane. Autorstwa kobiet nie stanowią tam nawet połowy, a często nawet jednej czwartej ekspozycji.

Tymczasem to właśnie obrazy kobiecych artystek ludzie woleliby widzieć na ścianach galerii. Hoffmann i Coate pokazywali uczestnikom badania po dwa obrazy, podobne do siebie pod względem stylu i tematu, przy czym jeden namalowała kobieta, a drugi – mężczyzna. Prezentowano prace z lat 1625-1979 rokiem.

Czytaj więcej

„Francuski Banksy”. Tajemniczy artysta wypełnia dziury uliczne mozaikami

Uczestników podzielono na dwie grupy. W pierwszej nie zdradzono im, kto namalował obrazy. W drugiej – odwrotnie – uczestnicy znali tożsamość, a więc również i płeć autora/autorki danej pracy. Okazało się, że w grupie, w której nie znano autora lub autorki, 54% badanych bardziej podobały się prace kobiet. Proporcje preferencji układają się więc mniej więcej pół na pół, co oznacza, że to nie płeć artysty, ale osobiste wrażenia odbiorcy decydują o tym, który obraz chciałby widzieć na swojej ścianie.

Obrazy artystów płci męskiej są bardziej cenione

W kolejnej części badania uczestników poproszono o wskazanie, który obraz jest więcej wart na rynku sztuki: ten autorstwa kobiety czy mężczyzny, przy czym mieli oni świadomość płci autora. Prawie 65 procent badanych wskazało na obrazy, które namalowali mężczyźni.

Tezę badaczy, że odbiorcami sztuki kierują stereotypy i dyskryminacja płci, a także jak spekulatywny jest rynek sztuki, potwierdził końcowy eksperyment. Dwie grupy badanych zapytano, który obraz ich zdaniem będą preferować inni oglądający, przy czym tylko jedną grupę poinformowano, który z dwojga autorów cieszy się większą sławą na rynku sztuki.

W grupie osób świadomych sławy danego artysty 14 procent więcej badanych stwierdziło, że ludzie wybiorą właśnie jego pracę. Warto dodać, że aż 90 procent tych słynniejszych autorów stanowili mężczyźni.

Utalentowane kobiety od wieków miały „pod górkę”. Nawet w naszych czasach wciąż pokutuje przeświadczenie, że kunszt kobiecych artystek nie dorównuje ich męskim kolegom. Jeszcze w 2013 roku niemiecki malarz Georg Baselitz w wywiadzie dla magazynu „Der Spiegel” powiedział: „Kobiety nie malują wystarczająco dobrze. To jest fakt. Rynek nie kłamie.”

Dekadę później faktem jest jednak również to, że obrazy kobiet są na tym rynku coraz bardziej obecne, a nawet robią prawdziwą furorę. Miał rację Baselitz, że rynek nie kłamie, bo z jakiegoś powodu (może to talent?) ludzie chcą inwestować w prace artystek. Przykładem są chociażby obrazy zaledwie 27-letniej kanadyjskiej malarki Anny Weyant – jednego z najgorętszych nazwisk w świecie sztuki współczesnej.

Jakiś czas temu Weyant trafiła pod egidę renomowanej nowojorskiej galerii Larry’ego Gagosiana, gdzie jej obrazy osiągają sześciocyfrowe ceny. Furora, jaką robi młoda Kanadyjka, być może tym razem nie będzie kolejnym anegdotycznym przykładem potwierdzającym męską dominację na rynku sztuki, ale dowodem pozytywnych zmian.