Szukaj

Joanna Przetakiewicz: Mam ciąg na bramkę!

„Kocham pracować, tworzyć, wypuszczać nowe projekty w świat. Dwa miesiące na Malediwach nie dają takiej euforii” – mówi Joanna Przetakiewicz, właścicielka La Manii i inicjatorka Ery Nowych Kobiet.

Marylin Monroe mawiała: „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy”. Miała rację?

Pieniądze pomagają być szczęśliwym, ale gwarancji szczęścia nie dają. Znam bardzo wielu ludzi, którzy są bajecznie bogaci, a mimo to zagubieni i samotni. Najsmutniejsze zdanie, jakie usłyszałam w życiu to „Wszystko mogę sobie kupić, ale niczego nie pragnę”.

A ty uważasz siebie za bajecznie bogatą?

Nie, no coś Ty!

Naprawdę?

Mówiąc o bajecznym bogactwie miałam na myśli osoby, które posiadają wiele domów na całym świecie – w Kapsztadzie, Nowym Yorku, Los Angeles, Paryżu i Wenecji – własne samoloty i gigantyczną liczbę osób do obsługi tego wszystkiego…

Brzmi wspaniale. I twierdzisz, że to wcale nie jest gwarancją szczęścia?

Ostatnio czytałam bardzo ciekawe wyniki badań, z których wynika, że jeśli chodzi o pieniądze, to w Ameryce szczęście zaczyna się od przychodu pomiędzy 60 a 100 tys. dolarów rocznie. Widełki biorą się z tego, że to się różnie kształtuje w poszczególnych stanach – inaczej jest w Arizonie, inaczej w Nowym Yorku. Takie pieniądze pomagają w realizacji marzeń. Dają poczucie bezpieczeństwa. Potem, im tych pieniędzy jest więcej, tym człowiek czuje się bardziej szczęśliwy, ale tylko do pewnego poziomu! Po jego przekroczeniu nasze ego i oczekiwania rosną tak nieprzeciętnie, że stajemy się ofiarami tej pogoni za bogactwem.

Wtedy ani pieniądze, ani nawet zakupy, nie dają już szczęścia?

Co z tego, że na trzy dni w roku ktoś jedzie do swojego domu do Paryża, skoro okazuje się, że wszyscy ludzie, którzy obsługują ten dom są obcy, a ten ktoś nie wie, jak tam się włącza telewizor i gdzie w ogóle jest kuchnia? Na takim etapie bogactwa posiada się też już kilka kub kilkadziesiąt firm, a utrzymanie ich na topie wymaga ogromnej pracy. Coraz trudniej te wszystkie sznurki połapać…

Mając tyle spraw na głowie łatwo też chyba przeoczyć, że mąż lub żona od dawna ma kochankę?

Bywa tak, że utrzymujący takie imperium małżonkowie spotykają się w jednej ze swoich rezydencji i omawiają w niej wyłącznie korporacyjne problemy: w domu w Kapsztadzie przecieka dach, pilot samolotu zachorował etc. Problemy się piętrzą, a radość zanika.

Zrobiło się bardzo smutno, a przecież ty powtarzasz, że kochasz luksus z wzajemnością.

O tak! I nie krępuję się tego.

Dwa miesiące na Malediwach. To jest luksus?

Dla mnie nie. Po dziesięciu dniach już na pewno odliczałabym czas, jaki pozostał do powrotu do pracy. Ja kocham pracować, tworzyć, wypuszczać nowe projekty w świat. Moja przyjaciółka, która stworzyła ogromne imperium powiedziała mi tak: „Wiesz, ja wciąż pamiętam te ciarki na plecach, ten entuzjazm, kiedy dopiero zaczynaliśmy. Siedzieliśmy w kucki, na podłodze, przy laptopach i jedlismy kanapki owinięte w papier”. Jak ja doskonale znam to uczucie! Dwa miesiące na Malediwach nie dadzą takiej euforii. Dlatego ja w tym roku miałam dwa tygodnie wakacji, a z trzeciego zrezygnowałam. Stwierdziłam, że absolutnie nigdzie już nie pojadę, bo nie czerpałabym z tego radości. Kocham mieć wakacje, kiedy czuję, że na nie zasłużyłam. Że odpoczywam po czymś, co zdobyłam, osiągnęłam, stworzyłam.

Czuję tu protestancki kult pracy.

Tak, ale u mnie on jest silnie zmieszany z hedonizmem (śmiech).

Pamiętasz, kiedy na swoim koncie pierwszy raz w życiu zobaczyłaś ten mityczny milion?

Oczywiście.

Stworzyłaś sieć prywatnych klinik dentystycznych mając 23 lata. To było wtedy?

Wtedy wyraźnie poczułam smak niezależności finansowej. I już wiedziałam, że on jest tak…

Słodki?

Słodki i ciekawy.

A czy pamiętasz, jaka była pierwsza, taka naprawdę luksusowa rzecz, którą sobie wtedy kupiłaś?

Sportowy samochód. Co prawda używany, ale piękny. I pamiętam doskonale, jak z moim ówczesnym mężem poszliśmy na kolację ze znajomymi i ten nasz znajomy powiedział mi tak: „Jaką ty musisz być fantastyczną żoną, że mąż cię tak rozpieszcza”. Mój mąż był ode mnie starszy, więc dla wszystkich było oczywiste, że samochód, to prezent od niego. Jaką ja wtedy czułam satysfakcje, że kupiłam go sobie sama!

To musiało być piękne uczucie.

Ogromnie mi się to podobało.

Fascynuje mnie fakt, że osiągnęłaś ten sukces tak szybko, w dodatku będąc młodą matką. Na pierwszym roku studiów urodziłaś pierwsze dziecko, kończąc studia prawnicze miałaś już trzech synów, sieć klinik dentystycznych, pieniądze…

Bylam pracującą mamą trójki chłopców, więc musiałam się dobrze zorganizować, żeby móc o nich i o siebie dbać. Zrezygnowałam z dużej części życia towarzyskiego, charakterystycznego dla dwudziestoparolatki. Inwestowałam, rozwijałam i uczyłam się.

Tak naprawdę mogłaś wtedy się zatrzymać na tych klinikach stomatologicznych.

Jest takie powiedzenie, że ktoś ma ciąg na bramkę. I ja go mam. Mam ciąg na bramkę! Cieszę się bardzo z tego, co mam, ale nieustannie chcę więcej. W życiu chodzi o to, by ten ciąg na bramkę mieć!

Mówisz to z taką pasją. A kiedy już osiągasz kolejne sukcesy, które dają duże pieniądze, to?

Dla mnie najpiękniejszy powód posiadania pieniędzy i sposób czerpania z nich radości, to rozpieszczanie nimi ludzi. Dziel się z ludźmi, bo pieniądze trzeba też oddawać”. Tak mnie kiedyś ktoś mądry nauczył. Pierwszym cudownym sposobem, jest na pewno działalność charytatywna. I tysiące innych. Choćby taki: moi bardzo zamożni znajomi wybrali się w egzotyczną podróż. Zaprosili na tę wycieczkę kilkunastu przyjaciół, których nie byłoby na taką wyprawę stać. To jest dla mnie najwspanialszy sposób korzystania z pieniędzy. Kiedy możesz się dzielić z innymi, wspólnie coś wspaniałego przeżywać.

Czy ty zawsze wiesz, ile aktualnie wynosi twój majątek?

Tak.

A kiedy kupujesz torebkę Dior czy szpilki Chanel to jest dla ciebie wciąż luksus?

Jest. W momencie kiedy przestałabym to uważać za luksus, to byłby sygnał, że muszę sobą potrząsnąć.

Większą radość czerpiesz z odkrywania nowych miejsc na świecie, czy odwiedzania „swoich” ulubionych?

Nie mam w sobie faktora odkrywcy świata. Moim ukochanym miejscem jest Londyn, w którym mieszkam. Uwielbiam wracać w szwajcarskie góry, na południe Francji, do Włoch, Kalifornii i Nowego Yorku.

I to ci się nie nudzi?

Nigdy. W każdym z tych miejsc czuję się szczęśliwa.

Co to znaczy?

Są trzy faktory szczęścia: 1. bliskie relacje z ludźmi 2. nieustanny rozwój oraz 3. szeroko pojęte dbanie o siebie – o swoje zdrowie i ciało. Dla mnie ten drugi element – uczenie się nowych rzeczy, rozwój, który daje satysfakcję – to jest coś, bez czego nie wyobrażam sobie życia. Część kobiet wybiera inaczej, czerpie satysfakcję z zajmowania się domem i wychowywania dzieci i to jest piękne. Ja jednak gorąco je namawiam, by dały sobie równoległą drogę. Rozwijały swoje talenty, pasje i umiejętności. By czuły się bardziej spełnione i dowartościowane.

Namawiasz w ramach swojego projektu społecznego Era Nowych Kobiet. On jest teraz twoją misją?

Tak.

Najważniejszą?

Tak.

Era Nowych Kobiet jest ci teraz bliższa, niż La Mania?

To się wszystko łączy. La Mania od zawsze, w stu procentach, to była marka dla kobiet, praca z kobietami, która polega też na obserwowaniu kobiet. Ja też zawsze fascynowałam się psychologią. I tak fascynacja kobiecością doprowadziła mnie do Ery Nowych Kobiet.

Gdzie spotykasz się z kobietami i powtarzasz, że mają kochać siebie, wierzyć w siebie, sięgać po swoje.

Ja sama, mając 34 lata, byłam świeżo po rozwodzie i zostałam z trójką dzieci. Kilkukrotnie musiałam budować życie na nowo i wiem, że wiara w siebie i własne możliwości i umiejętność sięgania po swoje – dają nam absolutną siłę do budowania życia i kariery. Popełniłam też wiele błędów, wyniosłam z nich cenne lekcje i chętnie o tym mówię.

Skąd przekonanie, że Polkom brakuje wiary w siebie?

Badania WHO wykazały, że Polki zajmują 42 czyli ostatnie miejsce w Europie jeśli chodzi o samoakceptacje swojej fizyczności, co przekłada się na niskie poczucie wartości. Ja się z tym nie pogodzę nigdy, że tak piękne, pełne gracji i klasy, ambitne i pracowite kobiety nie wierzą w siebie. Chcę im pomóc budować się na nowo. To się da zrobić. Tylko trzeba wiedzieć, jak.

Jak?

Polki słyną ze stawiania siebie na ostatnim miejscu w społeczno – rodzinnej hierarchii. Wciąż wierzą w te brednie, totalne bzdury, które słyszały od swoich mam i babć: „Nie pchaj się do pierwszego rzędu”, „Poczekaj, aż cię zauważą”. Otóż nie! Nikt cię sam nie zauważy! Sama musisz usiąść w pierwszym rzędzie! Te idiotyczne lekcje fałszywej, głupio pojętej skromności z dzieciństwa, podcinają Polkom skrzydła.

A ty im teraz te skrzydła chcesz skleić z powrotem?

Tak. Chcę je przede wszystkim najpierw połączyć, bo przynależność do grupy to najsilniejszy faktor poczucia bezpieczeństwa i szczęścia. Wtedy o wiele łatwiej się wspierać, inspirować, rozwijać. Razem możemy wszystko!

Mówisz to z taką pasją. Może ty – amerykańskim wzorem – zamierzasz wejść w politykę? Tam ludzie, którzy w biznesie osiągnęli już wszystko, próbują sił w Kongresie.

Absolutnie nie. Ja zostaję przy Erze Nowych Kobiet. Żadnej polityki.

Realizując Erę Nowych Kobiet, masz ciąg na bramkę?

Tak! I czy nas jest pół miliona, czy będzie dziesięć, to wciąż będę chciała, żeby nas było więcej.

Pasjonuje Cię to teraz bardziej, niż biznes?

(śmiech) Tak, bo kiedy widzę setki ich uśmiechów na spotkaniach, to jest bezcenne uczucie. Kiedy mówią mi, że czekały na taki pomysł. Razem jesteśmy o wiele szczęśliwsze. Ale to nie znaczy, że zrezygnowałam z biznesu. Za chwilę ruszy mój kolejny projekt, nowa firma, która jest odzwierciedleniem mojej kolejnej pasji.

Jaka?!

Na razie trzymam to w tajemnicy, ale cieszę się z tego bardzo.

To jest teraz największe szczęście?

Największe szczęście będzie za chwilę, bo kiedy skończymy tę rozmowę, usiądę z Rinke i naszymi przyjaciółmi (Rinke Rooyens, partner życiowy Joanny Przetakiewicz – dop.red.) w domu, na kanapie i obejrzymy wspólnie serial. Czas dla siebie i siebie nawzajem. To jest największy luksus.

Zamknij
Zamknij