Anja Rubik, Linda Evangelista, Claudia Schiffer. To zestawienie nikogo nie dziwi, bo Polka od lat jest na szczycie świata mody. Tyle że jej zawsze chodziło o „coś jeszcze”. Dlatego powstała
 fundacja SEXEDPL, która od lat zmienia system edukacji zdrowotnej i seksualnej w Polsce. – Dotarło do mnie, 
że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Nie można udawać, 
że problemu nie ma – mówi Anja, wspominając wydarzenia, 
które sprawiły, że postanowiła działać.

W tym roku przez Instagram przetoczyła się moda na „2016 Challenge”. Spróbujmy i my – co pamiętasz z 2016 roku?

„Czarne protesty” w Polsce, w których brałam udział. Ale rok 2016 był dla mnie ważny także z innego powodu, bo wtedy 
narodził się SEXEDPL.

W jaki sposób te wydarzenia były ze sobą powiązane?

Prawo kobiet do wyboru jest testem dla zdrowego, nowoczesnego społeczeństwa. Będąc na marszach, zrozumiałam, że osoby przeciwne aborcji sprzeciwiają się też edukacji seksualnej w szkołach, która jest jednym z najskuteczniejszych sposobów zapobiegania niechcianym ciążom. Zaczęłam sprawdzać, jak edukacja wygląda w Polsce. Rozmawiałam z psychologami, seksuologami, robiłam research i okazało się, że sytuacja jest zła.

Edukacja seksualna w Polsce właściwie nie istniała. Był wprawdzie przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, ale przekazywano na nim wiele błędnych informacji. Statystyki były druzgocące: Polska była na szarym końcu Europy pod względem wiedzy i dostępu do antykoncepcji, ponad połowa 18-latków nie potrafiła poprawnie odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące własnego ciała, a liczba zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową rosła. Te liczby mnie przygniotły.

W rozmowach ze specjalistami zrozumiałam też, jak fundamentalny jest to temat i jak bardzo wpływa na nasz rozwój 
fizyczny, emocjonalny i społeczny, na pewność siebie, na to, 
jakie budujemy relacje i jakimi jesteśmy rodzicami. Nie mogłam pojąć, dlaczego nie ma edukacji seksualnej w szkołach. To tak, jakbyśmy wręczali nastolatkom kluczyki do Porsche, nie ucząc ich wcześniej, jak prowadzić samochód. Do tego mieliśmy 
w Polsce sytuację polityczną, w której edukacja seksualna była wręcz demonizowana. Do dzisiaj bywa używana jako amunicja polityczna. Mimo wszystko wierzę, być może naiwnie, że gdyby Polacy mieli rzetelne informacje o tym, czym jest edukacja seksualna, chcieliby jej dla swoich dzieci. Kiedy tej edukacji brakuje, pojawia się wstyd, lęk i wykluczenie. W pewnym momencie zaczęło się we mnie gotować. Czułam, że muszę coś zrobić. Tak jestem zbudowana: jeśli wiem, że mogę zająć się jakimś problemem, czuję potrzebę działania. W głowie zaczął mi kiełkować pomysł na pierwszą kampanię SEXEDPL. Akcja zatytułowana „Cała Polska zacznie mówić o seksie” wystartowała rok później.

Myślałaś: jedna dobra kampania rozwiąże problem?

Wtedy naiwnie zakładałam, że jeśli zwrócę uwagę na dany problem, każdy spojrzy na niego tak jak ja i dzięki temu sytuacja ulegnie zmianie. Mimo wielkiego sukcesu kampanii zorientowałam się, że tak się nie stanie. Docierało do mnie, że trzeba zakasać rękawy i wziąć sprawy w swoje ręce. Zobaczyłam lukę w systemie i pomyślałam: nie można dłużej udawać, że problemu nie ma. Trzeba zacząć oferować rozwiązania.

Czytaj więcej

Stworzył wielką polską firmę, a potem niszowe wydawnictwo. „Powstało dla jednej książki”

Często powtarzasz: „Nadzieja nie jest strategią”. Jaką strategię miałaś, gdy startowała fundacja?

Szczerze? Na początku żadnej strategii nie było. Miałam w sobie jedynie entuzjazm i potrzebę działania. Naszą pierwszą kampanię obejrzało ponad 10 milionów osób i zrobiło się o niej bardzo głośno. Wiedziałam jednak, że choć zwróciliśmy uwagę na istotny problem, nikt nic z tym nie zrobi. Dlatego pomyślałam: pora na kolejny krok. Tym krokiem była książka dla nastolatków, dzięki której mogliśmy dotrzeć do nich z wiarygodnymi informacjami. Tu przydało się moje doświadczenie ze świata mody. Wiedziałam, 
że musi powstać książka, która stanie się „cool” gadżetem, takim, który każdy nastolatek będzie chciał mieć w plecaku. Ważne było też, żeby była dostępna. Dlatego kosztowała 15 zł, 
co z trudem pokrywało koszty druku. Książka stała się bestsellerem w Polsce. Promując ją, zrozumiałam, że muszę zbudować coś, co będzie działać na co dzień i oferować cały szereg rozwiązań. Tak powstała fundacja SEXEDPL.

W 2016 roku nie zdawałam sobie sprawy, w co się pakuję, jak to wszystko będzie funkcjonowało ani jak będę finansować 
te działania. Przez lata w pojedynkę wspierałam finansowo cały projekt, więc na początku było pod górkę. Nie obyło się też bez rozmaitych ataków, bo temat edukacji seksualnej był bardzo 
polaryzujący. Jednak się tym nie przejmowałam. Pomagało mi to, że wpadałam do Polski i zaraz z niej wyjeżdżałam. Wierzyłam, że to, co robię, jest właściwe i potrzebne, więc miałam 
poczucie, że nikt nie jest w stanie stanąć mi na drodze. Dzisiaj jesteśmy dużą fundacją, wręcz instytucją, która ma strategię i jasno określone cele, które konsekwentnie realizujemy.

Jak byś opisała swoją obecną relację z fundacją?

Fundacja jest częścią mnie i mojej codzienności, czymś, z czego jestem chyba najbardziej dumna w życiu. Cały czas pracuję nad jej rozwojem, codziennie zajmuję się naszymi projektami. Szczególnie dumna jestem z ludzi, którzy tworzą fundację. 
Zawsze się rozklejam, kiedy zaczynam o nich mówić. Bez nich nie moglibyśmy działać tak prężnie.

Nie lubisz, kiedy mówi się o tobie „aktywistka”.

Żeby była jasność, nie mam nic przeciwko aktywistom. 
Są społeczeństwu niezwykle potrzebni. Wolę jednak określenie „działaczka”. Zależy mi nie tylko na nagłaśnianiu problemów, 
ale przede wszystkim na proponowaniu rozwiązań. Tak właśnie działa SEXEDPL. Kiedy widzimy problem, zaczynamy od raportu, szukamy jego przyczyn, opracowujemy systemowe odpowiedzi i tworzymy kampanię. Ustalamy język, grupę docelową, 
stawiamy sobie ambitne cele. Jeden post i tysiące odsłon nas 
nie satysfakcjonują. Chcemy mieć gotowe rozwiązanie.

Sporo czasu spędzasz poza Polską. Znajomi zapewne pytają, czym się zajmujesz. Co odpowiadasz?

Że mam w Polsce fundację, która zapewnia młodym ludziom, rodzicom i dorosłym kompleksową edukację w zakresie praw człowieka, praw reprodukcyjnych i seksualności. I wtedy zaczynam opowiadać, jak wygląda sytuacja w Polsce. Opowiadam też o konkretnych projektach.

Niedawno zrealizowaliśmy kampanię dotyczącą profilaktyki raka piersi. We współpracy z Ministerstwem Zdrowia stworzyliśmy link, przez który kobiety mogły zapisać się na mammografię. Skorzystało z niego 25 tysięcy kobiet. To jest dla mnie 
gigantyczny sukces. Kiedy zaczynam rzucać liczbami, że w Polsce siedem kobiet dziennie dowiaduje się, że ma raka szyjki macicy, a cztery dziennie umierają, ludziom włosy stają dęba.

Czytaj więcej

Natalia Hatalska: Nie lubię, gdy ktoś mówi o mnie „wróżka patrząca w szklaną kulę”

Ludzie kojarzą cię ze światem mody, ale realizujesz też inne projekty. Jak dzisiaj definiujesz priorytety?

Chcę się rozwijać i uczyć nowych rzeczy. Lubię wchodzić w zagadnienia, o których z początku nic nie wiem. To zmusza mnie do zdobycia wiedzy. Bardzo ważne jest dla mnie to, by projekty, które realizuję, przynosiły określone rezultaty. Nie zależy mi na akcjach, które miałyby zadowalać moje ego. Moja strategia to: mobilizować się, nie osiadać na laurach, żeby pozostać osobą ciekawą świata.

Karl Lagerfeld powtarzał, że starość zaczyna się, gdy tracisz ciekawość świata. Dlatego do końca swoich dni pozostawał otwarty na zmiany, otaczał się młodymi ludźmi. Moja strategia zakłada rozwój, ale coraz częściej podświadomie szukam też równowagi. Bardzo lubię pracę, lubię też, gdy dużo się dzieje. Czasem muszę wręcz się zmuszać, żeby odpocząć.

Świat mody, w którym funkcjonujesz na co dzień, 
jest poukładany czy chaotyczny?

To chaos. Świat, w którym projekty bardzo często powstają z minimalnym wyprzedzeniem, nic nigdy nie jest do końca precyzyjnie zaplanowane, a jednocześnie trzeba zostawiać dużo przestrzeni na kreatywność i intuicję. Wszystko jest płynne. Jedyną pewną rzeczą bywa to, że pokaz jest zaplanowany na konkretny dzień. Ten chaos nauczył mnie elastyczności, szybkiego reagowania i odnajdywania się w nieprzewidywalnych sytuacjach. W takim świecie trzeba umieć funkcjonować pod presją, podejmować szybkie decyzje i zachować spokój. Trzeba też dodać, że ta branża bardzo się zmieniła. Kiedyś była jeszcze bardziej chaotyczna i dzika, ale też dawała więcej czasu na budowanie wizji, relacji i pewnej tajemnicy. Dziś, paradoksalnie, jest pod wieloma względami bardziej poukładana organizacyjnie, ale tempo pracy stało się dużo bardziej 
intensywne. Jest wręcz mordercze. Kolekcje, kampanie, 
media społecznościowe, nieustanna potrzeba produkowania treści sprawiają, że wszystko dzieje się coraz szybciej. Dlatego tak ważne jest, żeby w tym świecie nie zgubić siebie. Moda dała mi bardzo dużo, ale nauczyła też, że w chaosie trzeba mieć kręgosłup, umieć stawiać granice i wiedzieć, kim się jest. 
Myślę, że dlatego dziś tak doceniam projekty, które mają sens, głębię i realny wpływ.

Czytaj więcej

Grażyna Kulczyk i muzeum wykute w skale. Trafiło nawet na listę magazynu „Time'a”

Jaką byłaś osobą, gdy trafiłaś do świata mody?

Zaczęłam pracę jako 14-latka. Byłam w tak młodym wieku, 
że nie wiedziałam jeszcze, kim jestem. Jako dziecko byłam 
bardzo ruchliwa i miałam tysiące pomysłów. Gdy mieszkaliśmy w Republice Południowej Afryki, rodzice nie chcieli kupić mi 
roweru, bo bali się, że dojadę nim na drugi koniec kraju (śmiech). Niczego się nie bałam i wszędzie mnie było pełno. Paradoksalnie przy tym byłam całkiem poważną, pracowitą i grzeczną nastolatką. Czułam wielką odpowiedzialność spoczywającą na moich barkach. Chciałam osiągnąć sukces, 
więc rozumiałam, że muszę ciężko pracować. Sama na siebie wywierałam bardzo dużą presję. Gdy dobiłam do trzydziestki, zaczęłam sobie odbijać ten mój „poważny” nastoletni okres. 
Robiłam wówczas bardziej szalone rzeczy, na które wcześniej sobie nie pozwalałam.

Jak przekonałaś rodziców, że powinnaś zacząć pracę w tak młodym wieku? 14-latka na drugim końcu świata, w branży pełnej pułapek?

Nie pamiętam konkretnej rozmowy, ale gdy ostatnio zapytałam ich, dlaczego zgodzili się na mój wyjazd, odpowiedzieli, że nie mają pojęcia, jak zdołałam ich przekonać (śmiech).

Zaczarowałaś ich?

To były inne czasy i inny sposób wychowywania. Rodzice mieli większe zaufanie do dzieci. Moi zdawali też sobie sprawę z tego, że mam pasję. W świecie mody zaczęłam pracować jako 
nastolatka, choć ogromnym utrudnieniem było to, że mieszkałam w Polsce. Wówczas nie można było tak po prostu wskoczyć do samolotu i polecieć do Paryża. Świat wyglądał inaczej. Gdy mieszkałam w Paryżu, wysyłaliśmy do siebie faksy, bo połączenia telefoniczne były za drogie.

Jak znalazłaś się w Paryżu?

Zaczęło się od tego, że wygrałam stypendium do szkoły brytyjskiej, ale miesiąc przed wyjazdem mój tata zachorował, więc postanowiliśmy, że zostaję w Polsce. Później przyszła myśl, 
że będąc w Polsce, dużo tracę. Postanowiłam, że spróbuję skończyć liceum we Francji. Skontaktowałam się z „moją” brytyjską szkołą, okazało się, że współpracowała z liceum w Paryżu, udało się tam przenieść moje stypendium. Przed wyjazdem do Francji napisałam list do taty, w którym wyjaśniałam powody swojej decyzji. Podarował mi go po latach na moje 30. urodziny.

Co napisałaś?

Byłam pełna wątpliwości, czy to dobra decyzja, ale jednocześnie wierzyłam, że mi się uda. Czułam, że mogę osiągnąć sukces w świecie mody. Było w tym sporo naiwności: córka lekarzy weterynarii, bez kontaktów w branży, marzy o karierze w Paryżu.

Kiedy po raz pierwszy wyjechałam do Francji w czasie wakacji, zaczęłam pracować z Karlem Lagerfeldem. Potem jednak wróciłam do Polski, żeby skończyć szkołę, i w efekcie zniknęłam z radarów. Stąd wziął się pomysł, żeby pójść do liceum 
w Paryżu, aby być w stolicy mody. Kiedy w końcu się tam przeprowadziłam, pewna wpływowa osoba zajmująca się castingami 
powiedziała mi: „Dałam ci szansę rok temu, ale wybrałaś szkołę, więc teraz musisz poczekać, aż ktoś inny da ci kolejną szansę”. To była kobieta, która miała wtedy niemal monopol w branży.

Czekałaś cierpliwie?

Absolutnie nie. Zostałam w Paryżu, skończyłam szkołę i zaczęłam walczyć o to, żeby się wybić. Dużo pracowałam, ale nie były to jeszcze projekty, o których marzyłam. Później, gdy znalazłam się w Nowym Jorku, postanowiłam, że daję sobie rok na osiągnięcie tego, o czym marzę. Jeśli by się nie udało, poszłabym na studia. To był mój plan B, choć nie wierzyłam, że będę musiała go realizować.

Jak się pracuje w Nowym Jorku?

To niesamowite miejsce. Gdy tam jesteś, nieustannie masz 
poczucie, że znalazłeś się na planie filmu. To mi zawsze dawało dużo energii. Czułam, że jestem częścią jakiegoś scenariusza, że to mój moment, że wszystko może się wydarzyć. Pomagała mi polska mentalność, głos z tyłu głowy cały czas podpowiadał: nie narzekaj, podwiń rękawy i bierz się do pracy. Jak sama nie stworzysz sobie możliwości, nic się nie wydarzy. Wychodzę z założenia, że nikomu nigdy nie będzie zależało tak jak tobie, to zresztą nie dotyczy tylko pracy w świecie mody. Do nas należy dopilnowanie, żeby to, co planujemy, poszło jak najlepiej.

Elementem tej pracy było i chyba nadal jest ocenianie ludzi w oparciu o ich wygląd.

Nigdy nie uważałam, że jestem najpiękniejszą osobą na castingu. Zdawałam sobie natomiast sprawę, że jestem pracowita, fotogeniczna, potrafię się zmieniać i bardzo dobrze rozumiem dynamikę pracy na planie. Wyczuwam też, czego oczekuje ode mnie fotograf czy fotografka, i dzięki temu potrafię stać się częścią ich wizji. Od początku czułam, że w tej pracy nie chodzi wyłącznie o wygląd. Oczywiście, jest on punktem wyjścia, 
ale potem liczy się coś dużo więcej: osobowość, inteligencja emocjonalna, intuicja, umiejętność współpracy i to, czy potrafisz wnieść coś własnego. Zawsze kochałam kreatywność, lubiłam być na planie, tworzyć zdjęcia i niczego się nie bałam. Siłę dawało mi to, że nigdy nie próbowałam być kopią kogoś innego. Bardziej interesowało mnie to, jak poprzez obraz opowiedzieć historię, wejść w rolę, zbudować nastrój i emocje. Bardziej 
od „bycia ładną” wolałam coś współtworzyć.

Kiedy zrozumiałaś, że trzeba umieć odmawiać?

Dość szybko. Chciałam uniknąć zaszufladkowania. Byłam 
wysoką blondynką z niebieskimi oczami. Gdy się przebiłam, 
nagle pojawiło się mnóstwo ofert komercyjnych. Wiedziałam jednak, że jeśli je przyjmę, zamkną się przede mną drzwi 
do projektów artystycznych i fotografów, na których mi zależało. Ludzie w agencji wyrywali sobie włosy z głowy, ale wiedziałam, czego chcę – wielkiej mody. Przełomem była współpraca z Inez & Vinoodh – parą słynnych fotografów, do której doszło dzięki mojej nieustępliwości. To był dla mnie przełom, który całkowicie odmienił moją karierę, ale to ja sama otworzyłam sobie te drzwi. Dzisiaj w pracy częściej mówię „nie” niż „tak”. Dzięki temu mogę budować karierę w oparciu o własną strategię.

Pamiętasz moment, gdy musiałaś się uszczypnąć, żeby upewnić się, że to, co się dzieje, to nie sen?

Było kilka takich sytuacji. Mniej więcej w 2011 roku, wychodząc z gali w Nowym Jorku, zauważyłam, że mój agent stoi razem 
z Lindą Evangelistą, która była dla mnie ikoną. Linda mnie 
zawołała, choć wówczas się nie znałyśmy. Podeszłam, 
wyciągnęłam rękę, żeby się przedstawić, a w odpowiedzi 
usłyszałam: „Przecież wiem, kim jesteś. Jesteś nową wersją mnie w dzisiejszym świecie mody, takim kameleonem”. 
Kolana się pode mną ugięły. To była abstrakcja. W głowie mi się nie mieściło, że Linda Evangelista wie, kim jestem, a do tego porównuje mnie do siebie.

Jak budujesz zaufanie z ludźmi?

Jestem osobą dość ufną, jeżeli chodzi o sprawy zawodowe. W świecie mody znam prawie wszystkich i wiem, czego mogę się spodziewać, dlatego wchodzę we współpracę dość świadomie. Najwięcej zaufania potrzebowałam, gdy powstawała fundacja SEXEDPL. Jestem typem zosi samosi, zawsze miałam przekonanie, że nikt nie wykona pracy tak dobrze jak ja. Okazało się jednak, że aby się rozwijać, potrzebuję zespołu, któremu trzeba powierzyć odpowiedzialność. Musiałam się tego nauczyć, choć nie było to proste. Fundacja szybko rosła, musiałam ekspresowo przyswoić sobie zasady zarządzania. Dużo zawdzięczam osobom z fundacji. Jest takie powiedzenie: idąc razem, zajdziemy dalej niż w pojedynkę.

SEXEDPL obrósł w piórka. Może pora na kolejny projekt, który zaspokoi twoje pragnienie angażowania się?

Czuję ten głód, o którym mówisz. W świecie mody mam wspaniałą sytuację. Zbudowałam mocną pozycję, muszę oczywiście dbać o to, by ją utrzymać, ale nie mogę narzekać. Praca przestała być dla mnie tak dużym wyzwaniem, nie odczuwam już takiej satysfakcji jak dawniej. Fundacją zarządza wspaniały zespół. Mam świadomość, że SEXEDPL staje się coraz bardziej samodzielny. Pojawia się we mnie pragnienie czegoś nowego.