– Miałam świadomość, że mogę zostać odebrana jako osoba, która chce zburzyć spokój tego miasteczka – przyznaje Grażyna Kulczyk, twórczyni i fundatorka Muzeum Susch. Trudno się dziwić. Szwajcarskie Susch to osada tak mała, że spokój może tu zburzyć nawet zbyt głośny dźwięk dzwonków krów wylegujących się na okolicznych alpejskich łąkach.

To miejsce stanowi urzeczywistnienie marzeń o górskiej wiosce ukrytej w alpejskiej dolinie. Na wysokim brzegu nad rzeką Inn w słońcu lśnią białe ściany średniowiecznych budynków. Nic nie zdradza, co kryje się wewnątrz tych zabytkowych budowli.

Muzeum Susch: Między Davos a St. Moritz

Davos to jeden z najbardziej znanych kurortów w Szwajcarii. Nie chodzi zresztą jedynie o sporty zimowe – jeszcze większą sławę zapewniły Davos coroczne spotkania ludzi polityki i biznesu. Podczas Światowego Forum Ekonomicznego 
padają deklaracje, o których mówi się potem przez cały rok. 
Na parę dni to niepozorne miasteczko w Alpach staje się sercem światowej gospodarki i polityki.

Czytaj więcej

Polka kupiła dom słynnego polskiego poety we Lwowie. „Zobaczyłam go i przepadłam”

Kilkanaście kilometrów dalej, za przełęczą Flüela, nad rwącą rzeką Inn leży wieś Susch. W odróżnieniu od sławnego sąsiada tu nie ma eleganckich hoteli czy okazałych sal konferencyjnych. Susch funkcjonuje w cieniu Davos, ale wcale 
nie ma ochoty, by z niego wychodzić. To sielska, kameralna, 
cicha i tradycyjna wieś – i taką pragnie pozostać.

Niedaleko jest też St. Moritz, inny ze słynnych kurortów 
alpejskich, miejsce tętniące życiem, ściągające zamożnych 
ludzi z całego świata żyjących w zgodzie z zasadą, że ze swoimi pieniędzmi należy rozstawać się w sposób możliwie 
najbardziej stylowy.

Na tle takich sąsiadów Susch wypada niepozornie. Życie mniej więcej 200 mieszkańców wsi toczy się w tempie, które gości odwiedzających Davos czy St. Moritz wprawiłoby w osłupienie. Dodajmy też, że dotrzeć tu niełatwo. Do najbliższego lotniska – ponad dwie godziny drogi samochodem. Podobnie mają się sprawy z podróżą koleją. Podróż tutaj to wyzwanie. 
Do Susch trzeba chcieć dotrzeć.

Grażyna Kulczyk i walka z alpejską skałą

Zabytkowe budynki górują nad miasteczkiem ze względu
na lokalizację. W dolinie rzeki Inn historyczne zabudowania zajmują wschodni brzeg. Gdy schodzi się z gór, widać je doskonale – kompleks białych zabudowań w sąsiedztwie kościoła ze strzelistą wieżą jest jednym z charakterystycznych punktów wioski. Część budynków to obiekty XIX-wieczne, ale niektóre pamiętają czasy średniowiecza, gdy przez Susch wiódł szlak pielgrzymkowy do Santiago de Compostela, a nad rzeką Inn stał klasztor. Właśnie te budynki stały się domem dla Muzeum Susch.

Czytaj więcej

Zbił majątek na ropie, kochał sztukę. Muzeum Gulbekiana w Lizbonie znów otwarte

Zanim jednak do tego doszło, potrzebna była ich całkowita transformacja, by wiekowe obiekty mogły spełnić wymagania stawiane muzeom w XXI wieku. Ta transformacja oznaczała konieczność wykreowania przestrzeni wystawienniczej przy zachowaniu dotychczasowego charakteru obiektów. Dlatego 
ta historia to nie opowieść o remoncie zabytku w alpejskiej dolinie. To dowód, że odważne wizje młodych architektów czasem udaje się zrealizować, a także – że można wygrać walkę z twardą alpejską skałą.

Przestrzeń ukryta przed oczami przechodniów

Muzea poświęcone sztuce bywają czymś, co Anglosasi nazywają „statement” – mocna wypowiedź. Takim „statementem” jest choćby Guggenheim Museum w Bilbao, paryskie Fondation 
Louis Vuitton czy nawet warszawski MSN. W przypadku Muzeum Susch jest inaczej. To obiekt stworzony na podstawie zupełnie innj idei, mówiący spokojnym głosem, szanujący kontekst, który w tym przypadku jest unikatowy – niewielka, spokojna osada w alpejskiej dolinie, w której dominuje tradycyjna zabudowa. Szczególnie istotne w Susch są średniowieczne budynki, w których przed wiekami mieściły się klasztor, browar czy hospicjum.

Foto: Courtesy: Studio Mirko Baselgia. Photo by Stefan Altenburger.

Te obiekty, niegdyś służące pielgrzymom, od 2019 roku są sercem przestrzeni, która w większości jest ukryta przed oczami przechodniów – sale muzealne mieszczące wystawę stałą i wystawy czasowe rozmieszczono na kilku poziomach, część z nich wykuto w alpejskiej skale. Gigantyczne wyzwanie dla architektów i budowniczych, wymagające usunięcia, a nawet wysadzenia tysięcy ton skał, zaowocowało powstaniem unikatowej przestrzeni wystawienniczej, w której Grażyna Kulczyk, pomysłodawczyni i fundatorka Muzeum Susch, gości prace artystek i artystów z całego świata.

Czytaj więcej

Władca światła: W Europie rusza spektakularna instalacja Jamesa Turrella

To pierwsza prywatna polska instytucja kultury za granicami naszego kraju, która obecnie, po zaledwie kilku latach od otwarcia, funkcjonuje w światowym systemie czołowych placówek kulturalnych. Do Muzeum Susch przyjeżdżają kuratorzy z Europy i USA, zaglądają tu znani kolekcjonerzy i wielkie gwiazdy – a także wielu miłośników sztuki.

Muzeum, które stało się dziełem sztuki

By Muzeum Susch mogło powstać w takiej formie, potrzebna była idea i tytaniczna praca. Koncepcja zakładała zachowanie w całości historycznego układu budynków, stąd pomysł, 
by iść w głąb i drążyć zbocza Alp. Górom wydarto tysiące ton materiału, dzięki temu zabiegowi Muzeum Susch to dzisiaj unikat. Projekt młodych szwajcarskich architektów, Chaspera Schmidlina oraz Lukasa Voellmy’ego, zachwyca. Muzeum, „pudełko na sztukę”, samo stało się dziełem sztuki – rozłożoną na kilku poziomach przestrzenią, której eksploracja to 
wyjątkowe doświadczenie.

Niekiedy zaskakuje sposób prezentacji sztuki, jak w przypadku pracy Moniki Sosnowskiej zatytułowanej „Stairs”, dla której niezbędne okazało się podwyższenie historycznego budynku klasztornego. Potrzebne było również wykucie w skale pomieszczenia, które stało się 
domem dla pracy Mirosława Bałki „Narcissussusch” stworzonej specjalnie z myślą o Muzeum Susch. Niekiedy zaskakujące są same wnętrza, jak sala, w której nie ma żadnego dzieła sztuki, 
jest za to imponująca skalna ściana, po której spływa woda z gór.

Foto: Muzeum Susch, Art Stations Foundation CH. Fot: Andrea Badrutt

Miejsc, na które warto zwrócić uwagę w Muzeum Susch, jest więcej: to także sala w najstarszej części kompleksu, pamiętającej XII wiek, w której umieszczono rzeźbę brytyjskiej artystki Tracey Emin, a także sąsiadująca z nią, przygotowana na zamówienie Grażyny Kulczyk, gigantyczna rzeźba argentyńskiego artysty Adriána Villara Rojasa – konia z rzędem temu, kto będzie w stanie odgadnąć, jak udało się wprowadzić ten kolosalny obiekt do tak ciasnej przestrzeni. Nad wszystkimi budynkami góruje wieża wykonana z jednego kawałka marmuru, to dzieło szwajcarskiego artysty Nota Vitala stworzone, a raczej ręcznie wykute, specjalnie dla Muzeum Susch.

Tracey Emin, You Heard Me Scream, 2022 There Was So Much More of Me, 2019 – część ekspozycji stałej

Tracey Emin, You Heard Me Scream, 2022 There Was So Much More of Me, 2019 – część ekspozycji stałej muzeum.

Foto: Art Stations Foundation/Muzeum Susch

Projekt szwajcarskich architektów i odwaga inwestorki zostały docenione. Muzeum Susch znalazło się między innymi na liście magazynu „Time” wśród najciekawszych miejsc na świecie, wartych odwiedzenia, zdobyło także nominację w prestiżowym europejskim konkursie na Muzeum Roku.

Adrian Villar Rojas, „From the Series The Theater of Disappearance XXXI (2018)”

Adrian Villar Rojas, „From the Series The Theater of Disappearance XXXI (2018)”

Foto: Studio Stefano Graziani & Art Stations Foundation CH / Muzeum Susch

W najbliższych latach kompleks Muzeum Susch powiększy się o kolejny obiekt – jeden z sąsiadujących budynków stanie się domem dla prywatnej kolekcji sztuki Grażyny Kulczyk. To bardzo oczekiwane wydarzenie i zarazem klamra, która ma 
domknąć etap rozwoju muzeum.

Grażyna Kulczyk: Weszłam i pomyślałam: Fajnie tu i klimatycznie

Grażyna Kulczyk w rozmowie chętnie przywołuje wspomnienia z budowy muzeum. – Nie należę do inwestorów, którzy podpisują umowę, zlecają prace, a następnie przyjeżdżają, żeby jedynie przeciąć wstęgę. Uczestniczę we wszystkich etapach prac i jestem na placu budowy prawie codziennie. Podobnie było w Susch. Uczestniczyłam w tworzeniu tego muzeum, więc znałam każdy fragment obiektu. Kiedy prace były ukończone, 
weszłam do pustych przestrzeni i pomyślałam: jest tu fajnie i klimatycznie. Co wyjdzie ze zderzenia architektury i sztuki? To siły, które mogą być skierowane w przeciwnych kierunkach – i takie miałam wtedy wrażenie. Dlatego sztukę wprowadzam tu z wielką pieczołowitością i małymi krokami.

Magdalena Abakanowicz, Flock I (1990)

Magdalena Abakanowicz, Flock I (1990)

Foto: Studio Stefano Graziani & Art Stations Foundation CH / Muzeum Susch

Powstało miejsce stawiające na sztukę kobiecą, ale też 
– na artystów odważnych, nonkonformistów. To nie jest przepis na sukces w konserwatywnej Szwajcarii. – Gdy rodziła się filozofia Muzeum Susch, nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, jak funkcjonuje szwajcarskie społeczeństwo. Dzisiaj to miejsce pełni w pewnym sensie rolę polityczno-społeczną, ale ta rola narodziła się niejako przy okazji. Myślę jednak, że dobrze się stało – dodaje Grażyna Kulczyk.

Muzeum Susch: Trudny start w czasach pandemii

Ten projekt narodził się w najgorszym z możliwych momentów. Muzeum otwarto w 2019 roku., rok później świat sparaliżowała pandemia. Ukryta w alpejskiej dolinie placówka to jednak nie Luwr, nie może liczyć na tłumy odwiedzających. A jednak – po pandemii do Susch wrócili turyści, których jest tu całkiem sporo. Bywa, że w tygodniu zagląda do muzeum nawet kilkaset osób, co jest dobrym wynikiem, jeśli wziąć pod uwagę, 
że w wiosce mieszka ok. 200 mieszkańców. Ci, którzy przyjeżdżają, to goście świadomi tego, dlaczego chcą odwiedzić właśnie to miejsce. 

Foto: Studio Stefano Graziani & Art Stations Foundation CH / Muzeum Susch

Muzeum stało się częścią Susch. Mieszkańcy oswoili się z nim, traktują je jak „swoje”. – Nie wkroczyłam do tego miasteczka jako osoba z pieniędzmi, która może zrobić wszystko, na co ma ochotę. Nie mam takiej natury. To był płynny proces, którego początkiem była moja prośba, by miejscowa 
społeczność przyjęła mnie do siebie. Pomyślałam: wy mieszkacie tu od zawsze, a ja jestem nowa. Wysłuchajcie, co mam 
do powiedzenia. Udało się. Mieszkańcy Susch jako pierwsi odwiedzili muzeum w przeddzień jego oficjalnego otwarcia. Myślę, że dzięki temu poczuli, że zostało ono stworzone także dla nich. Do dzisiaj to się nie zmieniło – miejscowi przychodzą do nas i chwalą się tym muzeum. Gdy zaczynaliśmy pracę, nie było to wcale oczywiste – przekonuje Grażyna Kulczyk.

Foto: Muzeum Susch, Art Stations Foundation CH. Fot: Andrea Badrutt