Bertrand Piccard: zbyt długo jestem na lądzie. Nowy projekt słynnego odkrywcy

Jako odkrywca, zapisał się już w historii. Dwukrotnie okrążył Ziemię – najpierw na pokładzie balonu, następnie – jako pilot samolotu napędzanego energią słoneczną. Teraz jednak Bertrand Piccard chce się podjąć nieporównanie trudniejszego zadania – ma zamiar zmienić myślenie ludzi.

Publikacja: 01.09.2023 13:34

Betrand Piccard dwukrotnie okrążył ziemię – najpierw na pokładzie balonu, następnie – jako pilot

Betrand Piccard dwukrotnie okrążył ziemię – najpierw na pokładzie balonu, następnie – jako pilot samolotu napędzanego energią słoneczną.

Foto: Fot: SolarImpulse, Jean Revillard, Rezo.ch

Piccard. To nazwisko znaczy bardzo dużo. Trudno znaleźć drugą dynastię, która mogłaby pochwalić się tak znaczącymi dokonaniami, trzy pokolenia Piccardów zapisały się w historii nauki i eksploracji.

Tym trzecim, być może wcale nie ostatnim, jest Bertrand. Możliwe, że to on wziął na swoje barki największy ciężar. Bertrand Piccard ma bowiem nadzieję, że uda mu się zmienić świat. Auguste Piccard, dziadek Bertranda, był jedną z najbardziej wyjątkowych i ekscentrycznych postaci świata nauki pierwszej połowy XX wieku. Jako profesor fizyki brał udział w sympozjach z udziałem takich gigantów, jak Max Planck, Niels Bohr czy Maria Skłodowska-Curie. Jego mentorem (i promotorem pracy doktorskiej) był Albert Einstein.

Jako zapalony baloniarz i posiadacz licencji balonowej Auguste w 1931 roku wykonał przełomowe badanie: wzniósł się na rekordową wysokość 15 785 metrów, by badać promieniowanie kosmiczne. Jemu i jego asystentowi, 25-letniemu fizykowi Paulowi Kipferowi, jako pierwszym ludziom w historii dane było ujrzenie krzywizny kuli ziemskiej. Auguste Piccard wykonał potem drugi lot stratosferyczny, osiągając wysokość 16 240 metrów.

Syn Auguste’a i ojciec Bertranda, Jacques, zamiast przestworzy wybrał oceaniczne głębiny. Wraz z Donem Walshem, oficerem amerykańskiej marynarki wojennej, jako pierwszy człowiek dotarł w 1960 roku na dno Rowu Mariańskiego (uznana głębokość eksploracji to 10 918 metrów). Obaj dokonali tego na pokładzie batyskafu Trieste, zaprojektowane- go zresztą przez Auguste’a Piccarda (to jemu zawdzięczamy pojawienie się określenia „batyskaf ”). Badania Jacquesa in- teresowały i US Navy, i NASA. On zaś całe życie poświęcił badaniu mórz i oceanów, a także walce z ich zanieczyszczaniem. Bertrand poszedł drogą dziadka i wybrał przestworza. W 1999 roku jako pierwszy człowiek w historii wspólnie z brytyjskim pilotem Brianem Jonesem obleciał Ziemię bez międzylądowania na pokładzie balonu Breitling Orbiter 3.

17 lat później ponownie okrążył Ziemię, tyle że na pokładzie samolotu napędzanego wyłącznie energią słoneczną. Został odkrywcą, tak jak jego przodkowie. Kontynuuje rodzinne tradycje.

Bertrand Piccard: odkrywca na własnych zasadach

Kim jest Bertrand Piccard? Zadaję mu to pytanie na początku naszej rozmowy. – Jestem odkrywcą nowych sposobów myślenia i działania – odpowiada bez wahania. Ma stalowe, przeszywające spojrzenie, starannie dobiera słowa, mówi niesłychanie precyzyjnie. – Zawsze staram się wywracać rzeczy do góry nogami, zmieniać je i sprawiać, by stawały się lepsze – dodaje.

Czytaj więcej

Polska artystka „zamieszka” w centrali firmy SpaceX. „To uczy skromności”

Bertrand z zawodu jest psychiatrą, lekarzem z wieloletnią praktyką w Szwajcarii. Zaskakujący wybór drogi zawodowej dla kogoś, kto od dziecka wzrastał w rodzinie bada- czy i odkrywców – oprócz ojca i dziadka, także brat dziadka Jean Felix Piccard. Dlaczego w takim razie medycyna? – Z moją mamą często rozmawiałem o filozofii, psychologii czy duchowości. Była kimś, kogo nazywam „odkrywczynią duszy”. Interesowała ją filozofia Wschodu i psychologia. To mnie wciągnęło – wspomina Bertrand. – Spędziliśmy mnóstwo czasu na rozmowach o życiu i Bogu, o tym, kim jesteśmy i dlaczego istniejemy.

Te rozmowy pomogły mu, gdy musiał zdecydować, kim chce zostać. – Mój ojciec dał mi radę: cokolwiek wybierzesz, rób to dobrze i z mentalnością pioniera. Możesz być odkrywcą na własnych zasadach – opowiada. Bertrand został lekarzem, ale nie zapomina o radzie ojca. – Zawsze kwestionowałem założenia i utarte przekonania – tłumaczy.

Dlatego, jak mówi, zainteresował się chińską medycyną czy hipnozą. O tych tematach nie uczono na uniwersytetach w Europie. – Traktowano je jak herezję. Kiedyś podczas wykładu zapytałem profesora, jak pomagać ludziom, którzy nie rozumieją sensu życia. Odpowiedział: jesteś tu po to, by zostać psychiatrą, a nie księdzem. To był dla mnie szok – wspomina. Bertrand skończył studia i został cenionym lekarzem. – To, czego nauczyłem się na studiach, absolutnie nie wystar-czało do tego, by leczyć ludzi. Zacząłem więc odkrywać inne obszary wiedzy i uczyć się od innych mistrzów. To pozwoliło mi stać się lepszym psychiatrą – wspomina. Czy jednak jako jeden z Piccardów mógł zagłuszyć swój gen odkrywcy?

Dwie porażki i jeden sukces Bertranda Piccarda

1 marca 1999 roku ze szwajcarskiej miejscowości Chateau d’Oex, położonej na wysokości około 1000 m n.p.m., wzniósł się w powietrze srebrzysty balon przypominający jajko. Niósł kapsułę, w której podróżowało dwóch śmiałków. Jednym z nich był Bertrand Piccard, drugim – Brytyjczyk Brian Jones. Celem było okrążenie Ziemi bez międzylądowania. Udało się – po blisko 20 dobach niekiedy dramatycznej walki w powietrzu Breitling Orbiter 3 wylądował na pustyni w Egipcie. To było historyczne dokonanie. Droga do tego sukcesu nie była usłana różami.

– Balon nosił nazwę Breitling Orbiter 3 dlatego, że przed nim były też balony 1 i 2. Pierwszy lot był kompletną porażką, wodowaliśmy w Morzu Śródziemnym sześć godzin po starcie – wspomina Piccard. – Breitling Orbiter 2 okazał się trochę lepszy – wylądowaliśmy w Birmie po dziewięciu dniach lotu.

Raimond Spekking, Wikimedia Commons

– Gdy zaczynałem ten projekt, podobne prowadziło kilku miliarderów, między innymi Amerykanin Steve Fossett i Brytyjczyk Richard Branson. Pomyślałem wtedy: być może nie będę pierwszy w tej rywalizacji, ale jeśli nie spróbuję, mogę mieć pewność, że na pewno nie będę pierwszy. Moi rywale ponosili porażki. Ja też zacząłem od niepowodzenia. Niezmiernie chciałem odnieść sukces, ale każda porażka była zarazem bezcenną lekcją. Najważniejsza zasada brzmi: jeśli ponosisz porażkę, musisz zmienić sposób myślenia i działania. Nie wolno ponosić porażek w taki sam sposób i z tego samego powodu. Moi rywale popełniali w kółko te same błędy. Ja robiłem postępy, a oni nie. Odniosłem sukces w tej rywalizacji, bo zmieniłem strategię.

Dzień, w którym runęły bariery

Bertrand Piccard miał 11 lat, gdy w lipcu 1969 roku z przylądka Canaveral na Florydzie obserwował start programu Apollo 11. Jego ojciec został zaproszony na Florydę przez słynnego Wernhera von Brauna, niemieckiego naukowca, współtwórcę amerykańskiego programu lotów załogowych na Księżyc.

Jacques Piccard był wtedy osobą bardzo ważną dla Stanów Zjednoczonych – od lat współpracował z US Navy, także przy tajnym projekcie Nekton, dotyczącym eksploracji głębin oceanów. Z kolei dla NASA wiedza Piccarda była bezcen- na w związku z planowaną budową stacji orbitalnej Skylab. – Zaczytywałem się historiami o astronautach. Byłem zafascynowany tym, co robią. W końcu nadszedł dzień, gdy mogłem poznać tych niesamowitych ludzi – wspomina w rozmowie ze mną. – Marzyłem o tym spotkaniu i wydarzyło się ono w sposób zupełnie niespodziewany. To całkowicie zburzyło w mojej głowie barierę między marzeniem a rzeczywistością – wspomina.

Bertrand Piccard: jak przezwyciężyć lęk wysokości?

Spotkanie z legendarnymi astronautami okazało się wielkim przeżyciem, ale przyniosło też rozczarowanie. – Patrzyłem na start rakiety z Armstrongiem, Aldrinem i Collinsem ze świadomością, że wszystkie marzenia mogą się spełnić. Z drugiej strony – czułem zawód. Gdy Neil i Buzz stanęli na Księżycu, pomyślałem, że nie zostało tam już nic do odkrycia. Jako nastolatek byłem tym nieco przybity. Od tego momentu postanowiłem sięgać po wszystkie możliwości, które się przede mną otworzą. Na początku nie były one szczególnie imponujące – dodaje.

Bertrand Piccard.

Bertrand Piccard.

Solar Impulse Foundation

Jednak gdy Bertrand miał 16 lat, wydarzyło się coś, co zmieniło jego życie. – Zobaczyłem w powietrzu lotnię i pomyślałem, że chcę tego spróbować – opowiada. Był jeden kłopot. Bertrand miał lęk wysokości. – Jako dziecko nie wchodziłem na drzewa, bo bałem się, że spadnę. Próbowałem przezwyciężyć lęk wysokości, chodząc po górach, ale to nie pomagało – mówi. Lotnia okazała się przełomem. – Pomyślałem: to coś dla mnie. Muszę postawić sobie wyzwanie, muszę wyzwolić się z myślenia o eksploracji bez działania – a lotniarstwo było impulsem do działania. Gdy po raz pierwszy poczułem, jak moje ciało unosi wiatr i pozwala mi szybować w powietrzu – w mojej głowie nastąpiła fundamentalna zmiana – wspomina.

Szybowanie zmieniło Piccarda. Jak mówi, w powietrzu czuł się całkowicie wolny. Lęk wysokości ustąpił, jego miejsce zajęła fascynacja lataniem. Bertrand stał się jednym z pionierów europejskiego lotniarstwa. W 1985 roku został mistrzem Europy w akrobacjach na lotni. Powietrze stało się jego żywiołem.

Dwa razy dookoła świata

Rekordowy lot balonem Breitling Orbiter 3 był nie tylko historycznym wydarzeniem. Był także ogromnym przeżyciem dla Bertranda i jego towarzysza. – Przelecieliśmy 45 tysięcy kilometrów – wspomina. – W pewnym momencie, pokonując Atlantyk, lecieliśmy z prędkością 231 kilometrów na godzinę. Gdy o tym myślę dzisiaj, mam poczucie, że była to wspaniała przygoda, być może nieco naiwna i romantyczna. Zarazem Bertrand miał świadomość ograniczeń, którym był poddany. By dokonać rekordowego przelotu balonem, musiał spalić kilka ton propanu. Zrozumiał, że „ekologiczność” tej wyprawy była iluzoryczna. Dlatego przyrzekł sobie, że kolejnego wyczynu tego typu dokona na zupełnie innych zasadach.

Bertrand Piccard za sterami samolotu Solar Impulse napędzanego energią słoneczną.

Bertrand Piccard za sterami samolotu Solar Impulse napędzanego energią słoneczną.

Milko Vuille, CC BY-SA 4.0, Wikimedia Commons

Jego następny pomysł to okrążenie kuli ziemskiej eksperymentalnym samolotem Solar Impulse napędzanym energią słoneczną. – Ten projekt był niesłychanie technologiczny. W jego powodzenie zaangażowanych było bardzo wielu ludzi, nie było miejsca na błędy. Czułem ten ciężar na moich barkach od początku i cieszyłem się, gdy się skończyło.

9 marca 2015 roku samolot Solar Impulse, pilotowany na zmianę przez Bertranda i Andre Borschberga, szwajcarskiego przedsiębiorcę i pilota, wyruszył z Abu Zabi w wieloetapową podróż dookoła świata. Zakończył ją 16 miesięcy później także w Abu Zabi. Kolejne historyczne dokonanie stało się faktem.

Siedem lat na lądzie

Odkrywca nie może tak po prostu przejść na emeryturę. Dlatego Bertrand chce niebawem wrócić do latania. – Zbyt długo jestem na lądzie, to już siedem lat. Chcę ponownie obudzić w sobie ducha eksploracji i wielkiej przygody. Pracuję nad dwoma projektami. Pierwszy to sterowiec napędzany energią słoneczną. Drugi – samolot na wodór, którym chcę oblecieć świat – za- powiada Piccard. – Jeśli wszystko pójdzie dobrze, sterowiec powinien wzbić się w powietrze za trzy lata, a samolot – za cztery. Na co dzień pochłania go inny projekt, znacznie większy i istotniejszy.

Powołana przez Piccarda w 2003 roku Solar Impulse Foundation postawiła sobie za cel upowszechnienie technologii umożliwiających ekologiczną rewolucję w gospodarce. – Obecnie rzeczywistość wygląda tak: produkujemy coraz więcej i coraz taniej. To oznacza, że zwiększamy konsumpcję, rośnie zanieczyszczenie środowiska i wyczerpują się zasoby naturalne. Ludzie wierzą, że tego modelu nie można zmienić, bo gospodarka światowa się zawali. To błędne przekonanie. Musimy skupić się nie na ilości produkcji, ale na jej efektywności. To pozwoli oszczędzić energię i surowce, a także uzyskać większe zyski – tłumaczy Piccard.

– Chcę ułatwić firmom dostęp do rozwiązań, które pozwolą im zwiększyć wydajność, emitować mniej zanieczyszczeń, przeciwdziałać zmianom klimatu, a zarazem rozwijać gospodarkę, zwiększać zatrudnienie i podnosić poziom życia ludzi – deklaruje Bertrand. – To dla mnie działalność charytatywna. Zarabiam na życie wystąpieniami publicznymi i sprzedażą książek.

Precz ze status quo

Gdy fundacja powstawała, Piccard zapowiedział, że jego celem jest zebranie 1000 technologii i rozwiązań, które są jednocześnie zyskowne i korzystne dla środowiska. Cel udało się zrealizować – projektów w bazie Solar Impulse Foundation jest blisko 1500.

W takim razie co dalej? – Chcę doprowadzić do tego, by powszechnie wykorzystywana była maksymalnie duża liczba tych innowacji – wyjaśnia Bertrand. – Mamy dużo bardzo dobrych rozwiązań, opłacalnych i pomagających chronić środowisko, ale wciąż zbyt mało znanych i zbyt rzadko wykorzystywanych. – Musimy zmienić narrację – przekonuje. – Trzeba odejść od myślenia o ochronie środowiska jako o czymś kosztownym, nudnym i groźnym i zacząć postrzegać je jako coś ekscytującego, przynoszącego zyski i tworzącego nowe miejsca pracy – wyjaśnia. – Status quo mnie frustruje. Gdy widzę, co ludzie robią i jak myślą, czuję frustrację. Jako ludzkość możemy osiągnąć więcej. Chcę pomóc w odkrywaniu nowych sposobów myśle- nia, działania i życia – podkreśla.

Piccard. To nazwisko znaczy bardzo dużo. Trudno znaleźć drugą dynastię, która mogłaby pochwalić się tak znaczącymi dokonaniami, trzy pokolenia Piccardów zapisały się w historii nauki i eksploracji.

Tym trzecim, być może wcale nie ostatnim, jest Bertrand. Możliwe, że to on wziął na swoje barki największy ciężar. Bertrand Piccard ma bowiem nadzieję, że uda mu się zmienić świat. Auguste Piccard, dziadek Bertranda, był jedną z najbardziej wyjątkowych i ekscentrycznych postaci świata nauki pierwszej połowy XX wieku. Jako profesor fizyki brał udział w sympozjach z udziałem takich gigantów, jak Max Planck, Niels Bohr czy Maria Skłodowska-Curie. Jego mentorem (i promotorem pracy doktorskiej) był Albert Einstein.

Pozostało 94% artykułu
Sukces Story
Najbardziej pożądane miejsce pracy w świecie mody wciąż puste. Kto je zajmie?
Materiał Promocyjny
Zaskocz na plaży — najnowsze trendy w bikini, które warto znać
Matriał Promocyjny
Jaki iPhone kupić w 2024 roku?
Sukces Story
Powrót na szczyt światowej „stolicy miliarderów”. Najbogatsi zagłosowali nogami
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Sukces Story
Rafał Olbiński: nie boję się ryzyka. Dobrze na tym wyszedłem
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą