To bardzo dobry moment do rozmowy z Michałem. Firma, którą współtworzył przez lata, CD Projekt, szturmuje globalny rynek nową grą, „Cyberpunk 2077”. W ostatnich dniach ten produkt generuje w sieci niebywałe wręcz zainteresowanie, na poziomie jaki do tej pory zarezerwowany był tylko dla premier samochodów Tesla czy nowych telefonów Apple’a.

Michał Kiciński tymczasem rozpoczął nowy rozdział w życiu: tworzy firmę technologiczną Mudita – i chce, by stała się globalną marką zmieniającą relację człowieka z technologią. Zmienił też swoje życiowe priorytety. „Sukces czy porażka nie warunkują już mojego poczucia szczęścia” – stwierdza w naszej rozmowie.

(Wywiad pierwotnie ukazał się w papierowym wydaniu magazynu „Sukces”, które otrzymali prenumeratorzy dziennika „Rzeczpospolita”)

Sukces: Jedna z twoich znajomych powiedziała mi: Michał wyłącza telefon i jest wtedy szczęśliwy. To zupełnie inaczej niż większość ludzi, zazwyczaj czujemy się nieswojo, gdy nie możemy przez chwilę spojrzeć na telefon. Jak do tego doszedłeś?

Michał Kiciński: Jestem specyficzną osobą, cały czas pozostaję trochę na świeczniku, więc wiele osób ma do mnie różne sprawy. Odcięcie od telefonu to też odcięcie się od interesantów. Żyjemy w czasach natłoku informacji. Telefon jest jednym z kanałów, którymi one do nas docierają. wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że tkwimy w schemacie nieustannego poszukiwania bodźców. w takim trybie życia dramatycznie brakuje mi przestrzeni do refleksji.

Niestety, otacza nas morze głupoty, być może właśnie przebodźcowanie, brak przestrzeni do głębszej refleksji jest jednym z tego powodów. w przestrzeni, w której nie jesteś atakowany bodźcami, jest znacznie więcej spokoju. wtedy łatwiej mieć pełniejszy ogląd sytuacji i samego siebie. Swoich motywacji i wszystkich innych sił, które w sobie nosimy, a które popychają nas do takiego, a nie innego sposobu myślenia czy działania. w natłoku informacji tracimy klarowność i jasność widzenia. wkradają się automatyczne reakcje i spłycone spojrzenie na świat. w natłoku informacji i w pośpiechu zdecydowanie trudniej podejmuje się właściwe decyzje. znam to z autopsji. Dlatego staram się dbać, aby taka przestrzeń w moim życiu istniała. Ona po prostu pomaga w życiu.

Uważasz, że powinniśmy zwolnić w życiu, a tymczasem świat przyspiesza. Biznesowe „FOMO”, czyli lęk przed tym, że coś zostanie przegapione, staje się coraz większe. Okazje są tu i teraz, za chwilę znikną.

MK: Pytanie, czym jest to przyspieszenie. Dla mnie wygląda to na zawody chomików w kołowrotku. Do czego to prowadzi – czy dzięki temu jesteśmy szczęśliwsi? czy jesteśmy spokojniejsi? Czy mamy dzięki temu więcej czasu dla bliskich? chyba nie. Ludzie to dość kruche istoty, a ścigamy się, jakbyśmy byli niezniszczalni. Uważam, że to bez sensu.

Michał Kiciński: CD Projekt traktuję jak odchowane dziecko

Fajnie opisałeś to zjawisko „mijających okazji”. w ogóle nie wierzę w coś takiego jak okazja. wierzę w pracę u podstaw i wykuwanie swojego sukcesu, a nie w łapanie okazji. W CD Projekcie pojawiało się ich bardzo wiele. Parę razy się na nich sparzyliśmy i to nauczyło mnie, żeby je omijać.

Okazja to dla mnie taka sztuczka szatana. To taki podszept w stylu „zobacz, teraz załatwisz coś na skróty, mniej się namęczysz, a więcej dostaniesz, no to co, nie skorzystasz?”.

Okazja to droga na skróty do sukcesu.

MK: Dotykasz tematu: po co robimy to, co robimy. Skąd bierze się to ciśnienie na pieniądze? najbardziej patologiczne jest ono na styku polityki i biznesu, tam często pojawiają się próby zarabiania w nieetyczny sposób. Dlaczego ludzie to robią? czym innym jest zapewnienie bytu sobie i rodzinie, a czym innym czysta chciwość, która prowadzi do tego, że ludzie wchodzą w szare i czarne strefy, żeby zarobić jeszcze więcej. Może zarobią, a może nie, ale na pewno kosztować ich to będzie wiele napięcia, stresu, czyli stanów raczej przeciwnych poczuciu szczęścia i spełnienia.

Jesteś usatysfakcjonowany? Bardzo wiele osób wciąż mówi o tobie: Michał Kiciński, ten od CD Projektu. Pogodziłeś się z tym?

MK: W ogóle o tym nie myślę. CD Projekt traktuję jak odchowane dziecko, które jest pełnoletnie i odnosi sukcesy. jestem z tego bardzo dumny, obserwuję to, co ta firma robi. cieszę się, bo sztuka usamodzielnienia firmy od założycieli to zawsze trudny moment w biznesie, więc czuję radość, że to się udało. Oczywiście było to możliwe dzięki pracy pozostałych kluczowych osób pracujących w CD Projekcie.

Czytaj też: Paulina Pyszkiewicz, twórczyni marki LeBrand, o walce o obecność na globalnym rynku mody: „Rozmowy z e-butikami to gra o wszystko”

Jeśli chodzi o percepcję mojej osoby – to efekt prawie 20 lat pracy i spektakularnego sukcesu, więc łatwo mnie kojarzyć w ten sposób. Myślę, że postrzeganie mojej osoby będzie się zmieniało, w miarę jak moje obecne i przyszłe plany będą nabierały wagi, ale nie wiem, czy to się gruntownie zmieni, bo nie mam już tak intensywnych planów biznesowych jak w czasach CD Projektu.

Jak byś dzisiaj opisał siebie?

MK: Jestem nieporównanie spokojniejszy, nieporównanie bardziej ukontentowany i dużo mniej głodny.

Gdy budowaliśmy CD Projekt, byliśmy bardzo głodni sukcesu. Teraz wewnętrznie jestem dużo bardziej wyważony. To powoduje, że mam znacznie mniejsze ciśnienie na odnoszenie sukcesów.

Ktoś może powiedzieć: gość się zestarzał, już mu się nie chce. z drugiej strony – jestem dużo spokojniejszy, dużo bardziej zadowolony, moje życie nigdy nie wyglądało lepiej. Nie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy cały czas, ale jest we mnie bardzo dużo spokoju, mało rzeczy wytrąca mnie z tego stanu. coraz częściej pozostaję w harmonii z samym sobą, choć nauka tego to chyba proces na całe życie.

Czego dzisiejszy Michał Kiciński ma mniej niż kiedyś? Z czym było ci trudno się rozstać?

MK: Najprościej zacząć od sfery fizycznej. Gdy masz dużo środków, możesz kupić sobie to, na co masz ochotę. Bardzo łatwo jest namnożyć domy, samochody, jachty czy samoloty. Gdy masz ograniczenia, wydaje ci się, że posiadanie dużej liczby rzeczy jest fajne. ja nigdy nie poszedłem w maksymalizm, ale trochę rzeczy pojawiło się w moim życiu. Okazało się jednak, że każda z nich pochłania moją energię, dlatego staram się unikać mnożenia rzeczy wokół mnie, a tam, gdzie to możliwe, próbuję je eliminować.

"Magazyn Sukces okładka"

Okładka magazynu „Sukces”. Zdjęcie na okładce: Radek Polak

sukces.rp.pl

Zauważyłem, że im mniej rzeczy mnie otacza, tym łatwiej jest mi się skoncentrować. To dotyczy również świata elektronicznego. im mniej mam aplikacji w telefonie, tablecie czy komputerze, tym jestem bardziej skoncentrowany, spokojniejszy i łatwiej mi funkcjonować. czuję determinację, by iść dalej tą drogą – nigdy w życiu nie miałem tak mało ubrań. Cały czas się minimalizuję, wciąż jeszcze mam za dużo sprzętu elektronicznego, bo na przykład ciężko mi się rozstać ze starym komputerem, gdy kupuję nowy.

Staram się jednak wprowadzać minimalizm w życie i widzę to też bardziej jako proces niż jako jednorazowe akcje czy osiąganie konkretnych celów. na poziomie wewnętrznym liczba rzeczy, których potrzebuję do tego, by czuć się ukontentowanym, stale się zmniejsza. nadal mam cele, ambicje i marzenia, które chciałbym zrealizować. Zmieniło się jednak to, że, inaczej niż kiedyś, ich realizacja prawie w ogóle nie wpływa na moje samopoczucie. Wcześniej bywało tak, że potrafiłem się mocno spiąć, żeby osiągnąć jakiś cel, i bardzo przeżywałem porażki. Teraz jestem dużo bardziej pogodzony z rzeczywistością.

Możesz, ale już nie musisz.

MK: To fajne, że z jednej strony możesz mieć cel i może zależeć ci na tym, by go osiągnąć, ale z drugiej strony sukces lub porażka nie warunkuje twojego poczucia szczęścia. Często odwołuję się do buddyzmu: działasz z pozycji, w której nie masz przywiązania do efektów twojej pracy. coś się uda? Świetnie. Nie uda się? To też jest okej.

Czytaj też: Piotr Ciski, prezes zarządu firmy informatycznej Sage: jak przygotować firmę na zmianę?

To nie znaczy, że nie wyciąga się wniosków i nie koryguje swojego zachowania, by dojść do wybranego miejsca, ale mój stan wewnętrzny jest coraz mniej uzależniony od zewnętrznych okoliczności. z dość dużym spokojem przechodzę przez różne perypetie życiowe czy biznesowe. Tego nauczyłem się dzięki medytacji. zacząłem dostrzegać, że na poczucie szczęścia ma wpływ moje wewnętrzne nastawienie, a nie okoliczności zewnętrzne, i że te dwie sfery wcale nie są tak nierozerwalnie połączone, jak się na pierwszy rzut oka wydaje.

Dobrze ilustruje to zdanie, które powiedział jeden z nauczycieli medytacji: „80% negatywnych myśli czy trosk tworzymy sami w reakcji na własne myśli, a nie w reakcji na obiektywne okoliczności zewnętrzne”.

Nie dość, że często nie jesteśmy tego w ogóle świadomi, to nie mamy wiedzy, jak sobie z tym poradzić. często w ogóle nie mamy świadomości, że pielęgnujemy w sobie te wszystkie negatywności, które oddalają nas od życia z lekkością i radością. A jeśli coś pielęgnuje się długo, to nie jest łatwo się tego oduczyć. Znam to z autopsji.

Przy czym ciekawym fenomenem, który pokazuje wielkie nierównomierności w naszym rozwoju, jest to, że można być osobą z rozległą wiedzą czy osobą wybitnie inteligentną, a jednocześnie kompletnie nie ogarniać sfery świadomości siebie samego i tego, co się dzieje wewnątrz. Stąd już bardzo blisko do przeżycia życia w poczuciu swojej wyjątkowości i wybitności, a jednocześnie w poczuciu frustracji, niezadowolenia i kompletnego braku zrozumienia, dlaczego nie jest się szczęśliwym.

Jak udało ci się wpleść medytację w swoje życie?

MK: Szukałem czegoś, co mi pomoże w życiu zawodowym, bo bardzo się wyeksploatowałem. Gdybym miał wskazać jedno wydarzenie w moim życiu, które wpłynęło na mnie w największym stopniu, byłoby to dziesięciodniowe odosobnienie medytacyjne w Indiach, w tradycji Vipassany. Wtedy przekonałem się, że medytacja działa i ma na mnie dobry wpływ. Poszedłem za tym impulsem i w ten sposób medytacja stała się częścią mojego życia.

Nie chodzi jednak o to, że siada się po turecku i zamyka oczy, bardziej istotna jest pewna zmiana paradygmatu, w którym się żyje, że wprowadza się w życie skierowywanie uwagi do wewnątrz. To chwile obserwacji samego siebie, nawet gdy chodzi o krótkie momenty w przerwach między codziennymi czynnościami.

Michał Kiciński: firmy technologiczne traktują nas jak chodzące portmonetki

Żyjemy w świecie, w którym cała nasza uwaga skierowana jest na obiekty zmysłów, na to co na zewnątrz. Dramatycznie mało uwagi kierujemy do wewnątrz. Ja zawsze byłem ciekawski, interesowało mnie, dlaczego zachowuję się w taki, a nie inny sposób, dlaczego mam skłonność do podejmowania takich, a nie innych decyzji. Dopiero wejście w siebie i obserwacja swojego świata wewnętrznego dały mi odpowiedzi na te pytania.

Przy czym często to nie jest to miły proces. Przyglądasz się sobie i zaczynasz zauważać wiele niefajnych rzeczy. ja wciąż odkrywam różne swoje ciemne strony. Dlatego lepiej nie przywiązywać się do wizerunku siebie w swoich własnych oczach. jest on mniej lub bardziej nieprawdziwy, zazwyczaj bardziej.

Dzięki medytacji można dostrzec w sobie wiele motywacji, ale też łatwiej jest dostrzegać motywacje u innych.

Gdy zgłaszają się do mnie osoby z propozycjami biznesowymi, łatwiej na przykład potrafię dostrzec, że komuś schlebia prowadzenie biznesu z kimś, kto, tak jak ja, odniósł sukces, i w ten sposób chce się dowartościować. Dla mnie to ważne, w co dana osoba inwestuje energię – w rozwój projektu czy w dowartościowywanie się poprzez otaczanie się ludźmi o określonej pozycji społecznej? Gdy oceniam projekty biznesowe, ważne dla mnie jest dotarcie do najgłębszych intencji, które kierują ludźmi, z którymi mam robić interesy. zrozumienie motywacji własnych i cudzych pomaga mi funkcjonować w relacjach z innymi ludźmi.

Twoja nowa firma będzie produkować minimalistyczne telefony tylko do rozmowy.
Na stronie firmy znalazłem takie zdanie: „Technologia skoncentrowana na człowieku”.
W 2020 roku technologia koncentruje się na nas, ale w coraz gorszym sensie: dużo nam zabiera, dając w zamian jedynie błyskotkę, która ma cieszyć oko i sprawić, że będziemy zadowoleni.

MK: Mam takie same odczucia. Firmy technologiczne traktują nas jak chodzące portmonetki. Płacimy za używanie technologii albo swoją uwagą, albo wykupując subskrypcje usług, albo kupując po raz kolejny odświeżony produkt. Problem świata kapitalistycznego polega na tym, że obowiązuje model „money first”, a to, co nam zostaje, gdy system nas przemieli, to ogryzek w postaci błyskotki. Moim zdaniem to błędne podejście, na dłuższą metę system nie powinien tak wyglądać. nie ma znaczenia, w jakiej branży działasz, istotne są priorytety.

W mojej nowej firmie zaczęliśmy od myślenia nad priorytetami. w naszym przypadku to dobrostan naszych klientów. Uważamy, że tego brakuje, to nie jest priorytet żadnej czołowej firmy technologicznej. nawet te, które kiedyś się do tego odwoływały, zgubiły to po drodze pod presją nieustającego poprawiania wyników. w Mudicie zyski mają się pojawić jako nagroda za dobrze wykonane zadanie. To niby tylko teoria, ale nie lekceważyłbym wpływu idei na nasz realny świat, włącznie z produktami na nim istniejącymi.

Nasz pierwszy telefon, Mudita Pure, to najbardziej ortodoksyjne spojrzenie na przebodźcowanie. To produkt, który zdecydowanie się od tego odcina, bez kompromisów. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że to urządzenie nie dla każdego.

W takim razie dla kogo?

MK: Rynek telefonów służących do powadzenia rozmów jest dość zapomniany. Duzi gracze porzucili ten segment. Mamy statystyki, wiemy, ile milionów osób wciąż używa tego typu urządzeń. Tworząc telefon, chcemy zadbać o tych, którzy potrzebują takiego urządzenia, a nie mogą go kupić, bo w zasadzie nie ma na rynku wysokiej jakości urządzeń tego typu. Dominują tanie urządzenia oparte na archaicznych systemach operacyjnych. na przekór temu chcieliśmy stworzyć produkt w tym segmencie i udowodnić, że można zrobić rzecz bardzo dobrej jakości.

Mam jednak świadomość, że to telefon niszowy. Przeznaczony jest dla osób, które nie chcą się „przesiąść” na smartfony. w skali globalnej takich użytkowników jest jednak całkiem sporo. zależy nam też na osobach, które są zmęczone smartfonami.

Bycie offline staje się dzisiaj luksusem. Większość ludzi nie może sobie na to pozwolić, taka możliwość zazwyczaj się pojawia, gdy człowiek osiąga pewien poziom życia. Ja mogę sobie pozwolić na luksus bycia offline, ale stworzyłem organizację, która działa nawet wtedy, gdy wyłączam telefon.

Kolejna grupa, aktywniejsza, niż początkowo sądziliśmy, to ci, którzy nie radzą sobie z nadmiarem informacji i potrzebują radykalnego rozwiązania, dzięki któremu zredukują liczbę bodźców. jestem dobrym przykładem: zamierzam przesiąść się na telefon Mudita Pure i zrezygnować z mojego smartfona, w którym i tak wyciąłem już niemal wszystkie możliwe funkcje. Są wreszcie tacy, którzy smartfon chcieliby zostawiać w pracy na biurku i mieć przy sobie prosty telefon do kontaktu z najbliższymi, aby w ten sposób wyraźnie oddzielać pracę od życia prywatnego, bo trendem ostatnich lat jest zacieranie granicy między tymi sferami życia.

Twoim ostatnim oficjalnym dniem pracy w CD Projekcie był dzień premiery zwiastuna gry „Cyberpunk 2077”. Co czujesz dzisiaj?

MK: Ekscytację, bo jestem ciekaw, co z tego wyjdzie, ale też dlatego, że gdy wypuszczaliśmy teaser, nic jeszcze nie było gotowe. Mieliśmy jedynie pomysł. Od tamtego czasu wykonano gigantyczną pracę, by ten pomysł przekuć na bardzo złożony produkt. Setki szalenie utalentowanych ludzi tworzą coś wielkiego z niemalże niczego. To fantastyczne uczucie, niemal mistyczne. Dochodzi do tego jeszcze inna rzecz: w ogóle nie musiałem pomagać w tym, by ten projekt się zmaterializował. wcześniej wkładałem mnóstwo energii w projekty CD Projektu. Teraz powstaje wielka rzecz, której w jakimś malutkim stopniu czuję się częścią, a nie kosztowało mnie to wiele energii.

Zdjęcie Michała Kicińskiego: Radek Polak