Szukaj

Robert Konieczny: „Zieleń w mieście jest święta”.

„Musimy budować coraz mądrzej. Nikt już nie zdecyduje się na mieszkanie bez skrawka przestrzeni, bez balkonu, ogródka, jakiejkolwiek zieleni, by nie zwariować” – mówi Robert Konieczny, najbardziej utytułowany polski architekt.

Bez niego trudno wyobrazić sobie współczesną polską architekturę. Wspólnie ze współpracownikami z biura KWK Promes zaprojektował jedne z najciekawszych budynków, które powstały w Polsce w ostatnich latach. Większość z nich zdobyła prestiżowe nagrody.

Od zawsze słynie z tego, że mówi to, co myśli, a właśnie na szczerości i otwartości w tej rozmowie zależało mi najbardziej. Powód jest oczywisty, ostatnie tygodnie wywróciły świat do góry nogami i musimy go od nowa poskładać. To dotyczy też urbanistyki i architektury.

Co zmieni się w architekturze po pandemii?

Roberty Konieczny: Cztery miesiące temu brałem udział w dyskusji, w której zadawaliśmy sobie pytanie, jak zmienić architekturę ze względu na zagrożenie klimatyczne.

Mówiło się o konieczności zagęszczenia miast, a niektórzy pisali nawet, że projektowanie domów jest czymś złym.

Obecna sytuacja pokazuje, że nie ma jednej prostej recepty na wszystko, bo w tym konkretnym momencie najlepszym rozwiązaniem jest akurat izolacja, a co za tym idzie rozrzedzenie skupisk ludzkich.

Dochodzimy tu do pewnych sprzeczności, bo to co niedawno było ganione, teraz staje się pożądane.

Projektowanie to dość skomplikowana dziedzina, w której trzeba brać pod uwagę wiele czynników. To pewnie nie ostatnia pandemia, bo zmiany klimatu zrobią swoje, więc trzeba szybko wyciągnąć wnioski z tego co się dzieje.

Co trzeba zrobić?

Na pewno wiele można udoskonalić czy nawet zmienić – od najdrobniejszych elementów, jak bezdotykowa obsługa urządzeń oparta na ruchu czy mowie, po sprawy tak ogólne, jak przestrzeń publiczna.

Weźmy na przykład centra handlowe i wszelkie miejsca pozbawione światła dziennego, zieleni i możliwości przewietrzenia, oparte na regeneracji starego powietrza. Przecież i bez pandemii brzmi to jak absurd.

Unikato KWK Promes
Budynek Unikato w Katowicach. Forma to nawiązanie do katowickiej moderny, kolor – do fasad śląskich kamienic zabrudzonych przez smog. Unikato wygrało w konkursie German Design Award 2020. Fot: KWK Promes

Możliwe, że nowe obiekty tego typu będą budowane tak, by bardziej otwierać się na przestrzeń wokół. Albo w ogóle przyjdzie ich kres. Pragnąłbym bowiem, by życie wróciło do miast. Póki co centra handlowe całkowicie je wyssały.

Właściciele sklepów twierdzą, że ich klienci lubią centra i powrót do deptaków handlowych jest niemożliwy, bo nie sposób tam zarobić.

Tym gorzej będzie to o nas świadczyło, bo z takich sytuacji powinniśmy wychodzić mądrzejsi. Wierzę jednak, że zwiększy się świadomość ekologiczna, że nikt już nie zdecyduje się na mieszkanie bez skrawka przestrzeni, bez balkonu, ogródka, jakiejkolwiek zieleni by nie zwariować.

Wierzę też w presję społeczną. Przestaniemy się godzić na bezsensowne dogęszczanie osiedli, na stawianie budynku w miejscu skweru, na wycinkę drzew pod parking. Zieleń w mieście powinna być święta.

Warto byłoby zadbać o to, by w sąsiedztwie nowobudowanych mieszkaniówek było odpowiednio dużo parków i boisk. Dopilnowanie tego jest zadaniem włodarzy. A my jako środowisko powinniśmy lobbować, by pewne oczywistości stały się zapisami prawa.

A czy w tej sytuacji ludzie nie będą chcieli mieszkać w miastach, które
rozleją się na bezkresne przedmieścia?

Przestrzegałbym przed tym, bo to do niczego nie prowadzi. Pamiętajmy, że pandemia wcześniej czy później się skończy a trzeba myśleć o logistyce życia. Jeżeli pracuje się w mieście to dobrze teżw tym mieście mieszkać, żeby nie tracić czasu na dojazdy czy stanie w korkach.

Mieszkam w centrum Katowic, przy Dolinie Trzech Stawów i żyje się tu fantastycznie. Wszystko mamy pod ręką. Niestety pojawiają się już zakusy deweloperów, żeby obecną tu zieleń wycinać i stawiać w jej miejscu osiedla.

Dlatego władze miasta powinny trzymać nad tym pieczę. Miejskie parki czy okoliczne lasy to dobro wspólne, które tworzy jakość życia w mieście, nie można tego oddawać jakiejś uprzywilejowanej grupie.

Ale jak w tym momencie przekonać ludzi, że blok w mieście będzie lepszy od domu? I jak teraz projektować te bloki?

Wystarczy trochę pomyśleć i odejść od sztampy. Niedawno zaprojektowaliśmy osiedle BailDomb, w dzielnicy Dąb – specyficznym miejscu, na granicy Katowic z Chorzowem. Okolica do niedawna była mocno szemrana, nie pomagał w tym też pobliski stadion GKS, który czeka właśnie przeprowadzka.

Osiedle BailDomb KWK Promes
Osiedle BailDomb. Fot: KWK Promes

Jednocześnie jednak Dąb miał swoje atuty: ciekawą, bardzo zróżnicowaną starą architekturę i dużo zieleni. Deweloperzy nie bardzo wiedzieli, co z tym zrobić. Dwóch chciało postawić zwykłe bloki jeden koło drugiego, gdzie na tej ciasnej przestrzeni stłoczeni mieszkańcy patrzyliby sobie w okna. Ale się wycofali.

Dopiero trzeci zwrócił się do nas o pomoc. Wymyśliliśmy, że zastosujemy tam różne typy zabudowy w nawiązaniu do okolicy, ale poukładamy je wzajemnie na sobie, by każdemu zapewnić widok na park.

W tej wertykalnej strukturze domy na parterze mają ogródki, w bloku powyżej każdy ma swój balkon a na jego dachu ułożyliśmy wille z tarasami. BailDomb był projektowany jeszcze przed pandemią, ale jeśli jest dobrze wymyślony to sprawdzi się również podczas pandemii.

Brzmi przyjemniej niż kilkudziesięciopiętrowe „prestiżowe” wieżowce
mieszkalne.

Dla mnie mieszkanie w takim wieżowcu to abstrakcja, ale to tylko moje osobiste odczucie. Ja nie dałbym się zamknąć w apartamencie, w którym nie mogę nawet otworzyć okna, o braku tarasu nie wspominając, a takie są przecież przepisy dotyczące najwyższych kondygnacji drapaczy chmur.

Nie chciałbym w czymś takim mieszkać, ale rozumiem że innym może to odpowiadać i dlatego to się sprzedaje.

Zaczynam coraz bardziej interesować się architekturą o ludzkiej skali i dla ludzi, jak na przykład rozsądna mieszkaniówka, która daje impuls do zmian. W BailDomb postawiliśmy na miks architektury, by przeciętnie zarabiający Kowalscy i ci zamożni zamieszkali w jednej przestrzeni. Mam nadzieję, że takie działania spowodują, ze wkrótce Dąb stanie się jedną z najbardziej pożądanych dzielnic Katowic.

Sądzi pan, że także takie warunki zaczną być zapisywane w warunkach zabudowy?

Mam nadzieję. Dzieje się tak, na przykład, w Wielkiej Brytanii. Jeszcze przed pandemią przyjechali do nas architekci z londyńskiego biura Foster and Partners. Rozmawialiśmy o Unikato (wielokrotnie nagradzanym, budżetowym budynku mieszkalnym autorstwa Roberta Koniecznego w centrum Katowic – przyp. aut.): że niedrogie, że pobudziło miasto.

Oni, którzy projektowali już chyba wszystko, z wieżowcami, muzeami i lotniskami włącznie, opowiadali mi, jak ekscytowali się projektem mieszkaniówki nad Tamizą. Obok tej luksusowej musieli bowiem zaprojektować też niedrogi budynek, odpowiednik naszych TBS-ów. Dla nich było to ożywcze wyzwanie.

Na Zachodzie w taki sposób działa miasto – wymaga, by bogaci i niezamożni mieszkali obok siebie, nie tworzyli gett.

W ten sposób stymuluje się miasta a nie zostawia w rękach deweloperów, których podstawowym celem – i trudno im się dziwić – jest zysk.

Pandemia zmieni sposób myślenia o architekturze?

Tego uczy nas historia. Epidemie i kwestie zdrowotne wpływały przecież na architekturę. Weźmy choćby ideę miast-ogrodów czy w ogóle modernizm, który za cel stawiał sobie, by miasta były lepiej przewietrzane, luźniej zabudowane, a przestrzenie mieszkalne – większe.

Moderniści byli za to przeklinani, oskarżano ich o odhumanizowywanie miast, ale teraz widać, że to wcale nie jest złe. Pandemia w końcu minie, ale nie możemy zapomnieć, że jest jedynie przygrywką do coraz gwałtowniej postępujących zmian klimatycznych.

Budownictwo jako takie także przyczynia się do zmian.

Dlatego musimy budować coraz mądrzej, czerpać z tego, co daje nam natura. Musimy – na przykład – nauczyć się magazynować wodę na wszelkie sposoby: czy to budując wielkie kompleksy, czy maleńkie domki.

Gdy budowaliśmy Arkę (dom wypoczynkowy Koniecznego w Brennej) tej wody w okolicach było jeszcze mnóstwo. Wiosną – jak teraz – chodziłem po glinie, pełno było stawów, drogę co rusz przecinały strumyki. Teraz – mimo że sporo ostatnio padało – wszystko wyschnięte jest na pieprz.

Arka, dom Roberta Koniecznego
Arka, dom Roberta Koniecznego w Brennej. Fot: archiwum prywatne

W Arce zrobiłem zbiornik na wodę do podlewania ogrodu, a teraz chciałbym mieć drugi taki system, który pozwoli mi choćby używać jej w toalecie. Nie pomyślałem o tym, bo zabrakło mi wyobraźni. A woda, jeśli nie zostaje przechwycona, to spływa do rzek przez jakieś rowy i za chwilę znika.

Co innego, jeśli wsiąknie w zielone dachy, rozmaite zbiorniki i studnie ją magazynujące, dzięki którym też zapobiegniemy gwałtownym powodziom.

Skoro nie możemy zahamować procesów, to przynajmniej powinniśmy zrobić wszystko, by je spowolnić?

Tak, dlatego – być może – nikt nie powinien już otrzymywać pozwolenia na budowę, jeśli nie zadba o alternatywne źródła energii i wszelkie proekologiczne rozwiązania. Nie możemy dziś po prostu stawiać budynków, wychodząc z założenia że mamy tylko brać. Budynki powinny same energię wytwarzać i coś od siebie dawać.

W Polsce gdzie stawia się na węgiel brzmi to egzotycznie. Tym bardziej w pana rodzinnych Katowicach.

To mnie boli; także ze względu na tutejszą sytuację epidemiologiczną. Irytuje mnie naiwność górników, którzy ufają rządowi, że jest bezpiecznie, choć sama jazda w upale, braku powietrza i tłumie kilkudziesięciu osób windą pod ziemię, o fedrowaniu nawet nie wspominając, stanowi ekstremalne zagrożenie. Ojca mojego kolegi dopiero co wybudzili ze śpiączki, a to pięćdziesięciolatek, młody facet. Oczywiście, cała jego rodzina jest chora.

W Rybniku, a dziś dowiedziałem się że także tutaj w górach w Brennej, co trzeci dom przechodzi kwarantannę. Mimo takiej sytuacji nadal wysyła się pod ziemię ludzi.

To przykład ogólnego braku rozsądku. Ciągle tkwimy w głębokiej przeszłości. Tymczasem węgiel to nie przyszłość, jak słyszymy od rządzących, tylko śmierć planety. A my i tak murem za niedochodowym i trującym węglem… Tymczasem wystarczy spojrzeć co robią inni, zagranicą.

Tyle że w Polsce „nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali”…

Co tu odpowiedzieć.. chyba tylko, że podróże kształcą, czy w tym wypadku raczej obserwacje, bo nie możemy się przecież przemieszczać. Ale nawet w takiej sytuacji staram się szukać jakichś pozytywów.

Robert Konieczny
Robert Konieczny. Fot: Golman/CC BY-SA 3.0

Dużo ich pan znajduje?

Plusem całej sytuacji jest z pewnością możliwość niemal całkowitego skupienia się na projektowaniu. Odwołane wyjazdy na konferencje czy wykłady bardzo w tym pomogły.

Lubię robić wykłady, ale to zjadało gros mojego czasu i nerwów. Teraz gdy robię je online, docieram nie do setek lecz do tysięcy odbiorców, w dodatku w sposób komfortowy dla wszystkich.

Podobnie spotkania na Skypie, kiedy przedyskutować czy wspólnie obejrzeć można mnóstwo rzeczy bez potrzeby spędzania w samochodzie w drodze na spotkanie wielu godzin, co niepotrzebne jest planecie i niepotrzebnym okazało się i mnie.

Z tego pewnie wyciągnę wnioski na przyszłość. Natomiast zawsze będziemy potrzebować światła, powietrza i zieleni. I zdrowego rozsądku, który sprawdza się w każdej – nie tylko tej krytycznej – sytuacji.

Robert Konieczny – najbardziej utytułowany i znany za granicą polski architekt. Twórca katowickiego studia architektonicznego KWK Promes. Zdobywca nagród World Architecture Festival dla najlepszego budynku świata za Centrum Przełomy w Szczecinie, najlepszego domu świata magazynu Wallpaper za Arkę w Brennej i House of The Year serwisu World Architecture News za dom Aatrialny w Opolu. Dwunastokrotnie nominowany do nagrody Miesa van der Rohe. Obecnie pracuje m.in. nad galerią sztuki Plato w Ostrawie.

Zamknij
Zamknij