Staliśmy się „zakupowymi pustelnikami”. Nowe dane pokazują niepokojącą zmianę

„Nadeszła era konsumentów-pustelników” – o nowym, niepokojącym zjawisku pisze tygodnik „The Economist”. Na czym polega ta globalna zmiana, której początek dała pandemia i która nie ustępuje mimo że sytuacja pandemiczna na świecie wróciła do normy?

Publikacja: 23.10.2023 12:38

W świecie po pandemii świecie wydatki na usługi „poza domem” nadal spadają. „The Economist” szacuje,

W świecie po pandemii świecie wydatki na usługi „poza domem” nadal spadają. „The Economist” szacuje, że globalnie spadek ten wynosi aż 600 miliardów dolarów rocznie i dotyczy przede wszystkim takich branż jak gastronomia, hotelarstwo i rekreacja.

Foto: Bench Accounting/Unsplash

Mogło się wydawać, że po pandemii wrócimy do dawnego trybu życia i wróci też chęć korzystania z różnego rodzaju usług, które oferują duże miasta. I rzeczywiście, przez jakiś czas tak było, teraz jednak wiele wskazuje na to, że coraz częściej zamykamy się w domach, rezygnując z wielu miejskich przyjemności. Dlaczego? Bo tak jest bezpieczniej i taniej – pisze „The Economist”.

Coraz rzadziej korzystamy z usług „na mieście”. Kim jest konsument-pustelnik?

Zjawisko, które jest widoczne przede wszystkim w zamożnych krajach rozwiniętych (w tym także w Polsce), jako pierwszy opisał tygodnik „The Economist”. Autor artykułu zauważa, że zmiana, która dotyczy mieszkańców wielu państw Europy, a której początki sięgają jeszcze 2020 roku, wydaje się bardziej trwała niż zakładano.

Czytaj więcej

Oto pierwszy w Europie ośrodek narciarski bez wyciągów. Wstęp jest za darmo

Rok 2020 był czasem tąpnięcia w takich branżach jak gastronomia, hotelarstwo czy usługi kosmetyczne. Zamiast na wyjścia do restauracji, podróże czy na wizyty u fryzjera, pieniądze wydawaliśmy na produkty, z których korzystaliśmy w domu — na przykład na urządzenia RTV i AGD, meble, gry planszowe, produkty kosmetyczne, jedzenie, wino, ubrania czy sprzęt sportowy.

Trzy lata później, w postpandemicznym świecie wydatki na usługi poza domem nadal spadają. „The Economist” szacuje, że globalnie spadek ten wynosi aż 600 miliardów dolarów rocznie i dotyczy przede wszystkim takich branż jak gastronomia, hotelarstwo i rekreacja. Z drugiej strony, na zjawisku zarabiają producenci wymienionych wyżej produktów, a także dostawcy usług do domu.

Salon piękności i restauracja we własnym domu

Z czego wynika nasz pustelniczy tryb życia i konsumowania? Autor artykułu na łamach „The Economist” ma na to trzy wyjaśnienia.

Pierwszy powód to nasz niesłabnący strach przed złapaniem infekcji — i nie chodzi jedynie o koronawirusa. W dalszym ciągu unikamy zatłoczonych miejsc, z komunikacji publicznej w miarę możliwości przesiadamy się do własnych samochodów, a zamiast wybrać się do fryzjera czy kosmetyczki, inwestujemy kosmetyki i akcesoria pielęgnacyjne.

Druga przyczyna to rosnąca popularność pracy zdalnej i hybrydowej, wciąż funkcjonującej w wielu krajach Zachodu. Pracując w domu, nie wychodzimy na lunch, a zamiast tego – sami gotujemy.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że po prostu przyzwyczailiśmy się do „pustelniczego” stylu życia, bo doceniliśmy jego walory. Zamiast wydawać na różnego rodzaju rozrywki poza domem, organizujemy je sobie sami.

Autor artykułu zauważa też, że całe zjawisko wygląda nieco inaczej w różnych krajach. Tam, gdzie pandemiczne obostrzenia nie były tak dotkliwe — na przykład w Nowej Zelandii czy Korei Południowej — życie toczy się podobnie jak przed pandemią. Konsumentów-pustelników przybywa natomiast w USA, Japonii czy w Europie.

Obserwując sytuację w Polsce, można odnieść złudne wrażenie, że miasta tętnią życiem: restauracje i hotele pękają w szwach, również inne punkty usługowe działają jak dawniej. Warto jednak zauważyć, że wiele miejsc się zamknęło i nie wznowiło działalności po lockdownach. Te zaś, które przetrwały pandemię, przejęły klientów i gości. Liczby świadczą jednak o tym, że tych ostatnich nie jest aż tak wielu jak kiedyś.

Mogło się wydawać, że po pandemii wrócimy do dawnego trybu życia i wróci też chęć korzystania z różnego rodzaju usług, które oferują duże miasta. I rzeczywiście, przez jakiś czas tak było, teraz jednak wiele wskazuje na to, że coraz częściej zamykamy się w domach, rezygnując z wielu miejskich przyjemności. Dlaczego? Bo tak jest bezpieczniej i taniej – pisze „The Economist”.

Coraz rzadziej korzystamy z usług „na mieście”. Kim jest konsument-pustelnik?

Pozostało 87% artykułu
Społeczeństwo
Koniec ery przyjaźni w pracy? Dlaczego nie chcemy już bliskich relacji w biurze
Społeczeństwo
Kolejna branża odczuła „efekt Ozempicu”. Chce na tym zarobić miliony
Społeczeństwo
„Urlop dla nieszczęśliwych”. Pomysł milionera na toksyczną atmosferę w pracy
Społeczeństwo
„Hollyweird” to nowy fenomen: rośnie wiara w wielki spisek gwiazd szołbiznesu
Społeczeństwo
Czy warto być lojalnym pracownikiem? Szef to wykorzysta – ostrzegają badacze
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy