Nie mamy w Polsce zbyt wielu ludzi, którzy stworzyli marki zegarkowe. Jeszcze mniej jest w tym gronie cudzoziemek. Właściwie jest tylko ona. Betina Menescal, właścicielka marki zegarkowej Möels & Co., która zyskała popularność dzięki charakterystycznym niesymetrycznym tarczom oraz kopertom zegarkowym w stylu vintage.
Ten pomysł pozwolił Betinie, 26-latce z Brazylii/Portugalii/Włoch/Wielkiej Brytanii/Polski (każda opcja prawidłowa) zdobyć klientów i klientki niemal na całym świecie. Początek tej historii dało pudełko, w którym ojciec Betiny trzymał swoje ulubione stare zegarki.
Möels & Co: Z Brazylii do Polski
– Urodziłam się w Sao Paulo, moi rodzice są Brazylijczykami – wyjaśnia Betina Menescal na początku naszej rozmowy. Dzisiaj mieszka w Gdańsku. Zanim trafiła do Polski, po drodze była też Wielka Brytania, Portugalia, a także Włochy. – Przodkowie mojej mamy pochodzili z Włoch. Przez wiele lat próbowała zdobyć włoskie obywatelstwo dla naszej rodziny. Gdy się udało, wyjechaliśmy do tego kraju. Był jednak problem, nikt z nas nie mówił po włosku, dlatego rodzice postanowili, że zamieszkamy w Portugalii. Rodzice kupili dom, a ja trafiłam do międzynarodowej szkoły. Tam nauczyłam się angielskiego i dzięki temu mogłam potem wyjechać na studia w Wielkiej Brytanii. 4 lata temu trafiłam do Polski – wyjaśnia Betina.
– W 2019 roku zaczęłam architekturę na University of Westminster – mówi Betina. Kilka miesięcy później rozpoczęła się pandemia. Świat zamarł, wszystko trzeba było wymyślić od nowa, wykłady na uczelniach także. – Mój uniwersytet nie był gotowy do tego, żeby prowadzić studia architektoniczne w trybie online – wspomina Betina. – Niczego się nie uczyłam, to powodowało frustrację. Konkurencja na roku była spora, a ja chciałam się rozwijać. Pomyślałam, że nie będę czekać z założonymi rękami, po prostu zacznę się uczyć sama. Chciałam poznać tajniki programów niezbędnych w pracy architekta. Był jednak problem, nie miałam pojęcia, jak rysować budynki. Mój tata powiedział: »Weź przedmioty, które masz w domu i rysuj je na komputerze«. Uznałam, że to dobry pomysł – mówi.
Jak wejść na rynek zegarkowy?
Möels & Co. to przykład tego, jak dynamicznie w ostatnich latach na świecie rozwijają się tak zwane mikrobrandy zegarkowe. Ten model działania to szansa dla małych przedsiębiorców. Dawniej próg wejścia do świata zegarków mechanicznych był bardzo wysoki. Dzisiaj, dzięki globalizacji i możliwości zamawiania komponentów u dostawców, a nawet zlecenia montażu całego zegarka w oparciu o przygotowany projekt, stworzenie własnej marki zegarkowej stało się znacznie prostsze. Mikrobrandy nie rywalizują z Roleksem czy Omegą, to zupełnie inne półki cenowe, ich siłą jest natomiast ciekawy design oraz konsekwentna budowa społeczności osób ceniących pomysł będący charakterystyczną cechą danej marki. W przypadku Möels & Co. taką cechą stały się niesymetryczne tarcze i vintage'owe koperty – ale do tego wątku za moment dojdziemy.
Möels & Co.: Projekt nr 528
Jak tworzy się markę zegarkową? W przypadku Betiny niezbędne były studia architektoniczne, rozczarowanie poziomem edukacji i pragnienie rozwoju, a także pudełko pełne starych zegarków należących do jej ojca. – Znalazłam tam jakąś Omegę, ale przeważały produkty z ZSRR, które mój ojciec bardzo lubił. Zaczęłam się bawić tą kolekcją. Oglądałam zegarki, robiłam pomiary, a następnie przerysowywałam je w programie CAD. W ten sposób rozpoczęła się moja nauka – mówi.
Model 528, pierwszy zegarek w ofercie firmy, z charakterystyczną niesymetryczną tarczą.
Po pewnym czasie pojawiły się pierwsze autorskie projekty. – Postanowiłam, że nauczę się projektować koperty zegarkowe. Na początku była to zabawa, ale na drugim roku studiów miałam już wiele projektów, głównie nieudanych, czasem wręcz fatalnych. To był jednak moment, gdy powstał szkic modelu 528, pierwszego zegarka w ofercie Möels & Co. Mój tata, który ciągle pokazywał mi różne marki zegarkowe, spojrzał i powiedział: »Jeśli podoba ci się taka praca, to może jest to dobra ścieżka kariery?« – mówi Betina.
Ojciec ma w historii firmy Betiny bardzo ważne miejsce. – Na początku moim zadaniem było projektowanie. Wiedziałam, że tata pomoże mi znaleźć producentów podzespołów niezbędnych do produkcji zegarków. Jest w tym świetny, w Brazylii miał firmę, produkował filmy. Jego praca to pisanie maili i znajdywanie ludzi, którzy dostarczą mu to, czego potrzebuje. To on pomógł mi znaleźć odpowiednich dostawców, dlatego na początku to na niego spadł obowiązek prowadzenia rozmów. Miał doświadczenie biznesowe, więc było mu łatwiej niż mnie, studentce. Od dwóch lat z producentami rozmawiam już tylko ja, prowadzę też komunikację i PR – tłumaczy Betina. Dodaje jednak od razu, że Möels & Co. pozostaje firma rodzinną. – W każdej sytuacji, gdy potrzebuję pomocy, moi rodzice wspierają mnie bez względu na wszystko – podkreśla.
Historia marki zegarkowej Möels & Co.
Pierwsze premiery zegarków Möels & Co. miały miejsce na Kickstarterze, popularnej w USA platformie crowdfundingowej. – To bardzo pomogło, bo moi rodzice nie byliby w stanie finansować mojej działalności, zwłaszcza, że nie mieli przekonania, że naprawdę chcę się zajmować zegarkami. Początki były ciężkie. Sprzedaż rozkręcała się bardzo powoli, a zapanowanie nad wszystkimi procesami nie było łatwe. Ani ja, ani nikt w mojej rodzinie, nie mieliśmy doświadczenia w sprzedaży.
Model 369: Zintegrowana bransoleta w stylu zegarków z lat 70.
Postawiłam na budowę społeczności i wtedy sytuacja zaczęła się zmieniać. Klienci, którzy otrzymywali swoje zegarki kupione w przedsprzedaży, zaczęli publikować na ten temat posty na platformach społecznościowych. To przełożyło się na dużo większy ruch. Sprzedaż ruszyła, nagle wszyscy zaczęli widzieć potencjał w tym, co robię. Wtedy podjęłam decyzję, że chcę zawiesić studia – mówi Betina. Dzisiaj Möels & Co. ma własne kanały sprzedaży oparte na rosnącej społeczności fanów marki. – Wsparcie rodziców nie jest mi już potrzebne – podkreśla. – Wręcz przeciwnie, to ja zaczęłam im pomagać. To bardzo miłe uczucie móc zabrać rodziców w podróż. Niedawno polecieliśmy do Japonii. Parę lat temu nie mogłabym sobie na to pozwolić.
Jeśli nie Gdańsk, to co?
– To, że mieszkam i pracuję w Gdańsku, to głównie zasługa mojego partnera. Nigdy nie czułam się nigdzie mocno zakotwiczona, bo moja rodzina dość często się przeprowadzała. Gdybym miała gdzieś osiąść na stałe, zapewne wybrałabym Wielką Brytanię, bo tam jest zarejestrowana moja firma. Podatki płacę na Wyspach i tam też załatwiam wszystkie formalności. Dlatego gdybym miała wybrać inne miejsce do życia niż Gdańsk, to właśnie tam.
Mój partner pracuje w biznesie, jego żywioł to Excel. To on nauczył mnie, jak szacować koszty oraz jak prowadzić właściwą politykę cenową. Dzięki temu już dzisiaj wiem, że najnowsza kolekcja powinna pozwolić mi sfinansować trzy nowe projekty – zapowiada.
– Polska stała się moim domem. Uczę się języka, ale idzie mi to bardzo powoli. Ciężko się skupić, bo robię jednocześnie tyle innych rzeczy. Mimo to – nie odpuszczam, uczę się – podkreśla.
Rynek się zmienił
– Kiedy pracowałam nad modelem 528 z asymetryczną tarczą, szef firmy będącej naszym partnerem w Szwajcarii powiedział: »Być może zdobędziecie jakieś nagrody za design, ale moim zdaniem taki zegarek się nie sprzeda«. Nie posłuchaliśmy go, choć mówił to człowiek z ogromnym doświadczeniem, więc rozsądek podpowiadał, by nie lekceważyć tego, co mówi. Na szczęście okazało się, że nie miał racji. Ludziom podobają się nasze niesymetryczne zegarki, popyt nie słabnie. Nasi szwajcarscy partnerzy są tym zaskoczeni – śmieje się Betina.
– Sukces modelu 528 wynika w dużej mierze z tego, że w ciągu ostatnich kilku lat rynek zegarków bardzo się zmienił. Pojawiło się wiele unikatowych, nietypowych, asymetrycznych form i zaskakujących projektów. To otworzyło przede mną nowe możliwości – mówi. – Bardzo się cieszę, że wprowadziłam do sprzedaży nową wersję modelu 528. Uwzględniłam w nim pewne zmiany w stosunku do pierwotnego projektu. Nie nazwałabym swoich wcześniejszych decyzji błędami, ale uważam, że te zmiany były potrzebne.
Frajda z projektowania zegarków
– Nie sądzę, żebym wróciła na studia i dokończyła architekturę. Był moment, kiedy poważnie to rozważałam, ale dzisiaj mam przekonanie, żę jeśli miałabym wrócić do nauki, to raczej wybrałabym wzornictwo niż architekturę. Jestem dzisiaj w zupełnie innym miejscu niż parę lat temu. Uwielbiam to, co robię, moja praca sprawia mi ogromną przyjemność. Pomagam też innym markom w projektowaniu zegarków i mam z tego dużą frajdę, znacznie większą niż z projektowania budynków. Nie wyobrażam sobie powrotu na studia architektoniczne. I szczerze mówiąc, bardzo się cieszę, że nie zostałam architektem – śmieje się.