Mogą odetchnąć z ulga osoby, które z lekkim przestrachem i poczuciem wstydu oglądały poradniki Marie Kondo, japońskiej mistrzyni minimalistycznego porządku w mieszkaniach, która w programach telewizyjnych oraz w swoich książkach przekonywała do zalet nieustannego sprzątania i ograniczania liczby posiadanych rzeczy. Najmodniejszy jest teraz artystyczny nieład w domu – trochę jak w pokoju roztrzepanej, sentymentalnej nastolatki.

Cluttercore: moda na przytulny nieład

W kontrze do modernistycznego i, trzeba przyznać, nieco nudnawego minimalizmu w stylu Ikei, wyłonił się niezwykle barwny i fantazyjny trend. Bibeloty, pamiątki, książki, płyty, zabawki z dzieciństwa, plakaty i obrazki w ramkach, a do tego eklektyczne meble i dowolność w doborze kolorów we wnętrzu. To wszystko – i jeszcze więcej – składa się na trend cluttercore.

Jego nazwa wzięła się od angielskiego słowa „clutter”, oznaczającego ni mniej, ni więcej, co „nieład”. To całkowite przeciwieństwo skandynawskiego czy japońskiego minimalizmu, z ich harmonią, prostymi formami i neutralną kolorystyką.

W estetyce cluttercore chodzi o ów artystyczny nieład, który tworzy niezliczona ilość przeróżnych przedmiotów we wnętrzu: książek, ozdób, płyt, kwiatów i wszystkiego, co może mieć sentymentalną wartość dla właściciela. Dobór tych przedmiotów wydaje się być przypadkowy i chaotyczny, ale nie dla osoby, do której należą.

Swoimi wnętrzami w stylu cluttercore dzieli się coraz więcej użytkowników, zwłaszcza płci żeńskiej. Na TikToku hasztag #cluttercore zaliczył już ponad 51 milionów odsłon.

Czytaj więcej

„Oscary designu” dla polskich architektów. 2 domy z Polski z prestiżową nagrodą

Wnętrza w stylu cluttercore przypominają trochę romantyczne pokoje bujających w obłokach nastolatek. I rzeczywiście – to właśnie młode dziewczyny i kobiety najczęściej dzielą się ze światem swoimi aranżacjami, opatrując swoje posty hasztagiem #cluttercore.

„Dorosłą” wersją tego trendu są nieco bardziej uładzone i spójne wnętrza w stylu vintage. Pełno w nich książek, płyt, plakatów i obrazów ulubionych artystów, a z „młodzieżowym” cluttercore dzielą osobisty charakter przedmiotów, indywidualny sznyt i potężną dawkę sentymentalizmu.

„More is More”, czyli minimalizm idzie w odstawkę

Obserwatorzy trendów wnętrzarskich już na początku 2021 roku zapowiadali nadejście maksymalizmu jako jednego z najważniejszych kierunków w urządzaniu mieszkań. Trend cluttercore zdecydowanie wpisuje się w tę stylistykę.

Można się domyślić, że moda na maksymalizm w aranżacjach wnętrz jest konsekwencją i odzwierciedleniem tego, co dzieje się teraz w modzie. A tam na czasie jest wszystko, co wyraziste, oryginalne, a także komfortowe.

Modny jest też vintage, a zwłaszcza nawiązania do stylistyki lat 90. i wczesnych dwutysięcznych. Co ciekawe, nostalgiczne powroty do przeszłości są szczególnie modne wśród osób, których nie było jeszcze wtedy na świecie. Modę na stylistykę Y2K szybko podchwyciło jednak też nieco starsze pokolenie, które dobrze pamięta tamte czasy i kojarzy je z beztroskim dzieciństwem.

W podobny sposób chęć stworzenia równie beztroskiego, bezpiecznego i komfortowego mieszkania przyświeca fanom trendu cluttercore – nawet jeżeli nie będzie ono wysmakowane i spójne stylistycznie. Obserwując to, co od dłuższego czasu dzieje się na świecie, nietrudno się temu dziwić.