Monika Walecka zaczęła swoją przygodę z pieczywem od produkcji i sprzedaży własnych wypieków w warszawskiej Fortecy Kręgliccy, gdzie doskonaliła swoje umiejętności. Otwarcie Piekarni Cała w Mące na Żoliborzu w 2019 r. było pierwszym przełomem w jej karierze. – Mimo że miałam wtedy jeszcze więcej pracy niż dotychczas, uregulowało mi to rytm życia, pozwoliło też w pełni rozwinąć skrzydła – wspomina.

Wypieki z Całej w Mące zrobiły furorę w Warszawie, o ich fenomenie pisał też m.in. brytyjski „Guardian”, którego redaktorzy okrzyknęli jagodzianki Moniki Waleckiej jednymi z najlepszych, jakie zjedli.

Monika Walecka: Cały czas do przodu

Biznesowy model działania Całej w Mące przykuł z kolei uwagę jednego z czołowych polskich ekonomistów prof. Krzysztofa Obłója, który opisał go studentom kursu MBA (Master of Business Administration) na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. – Studenci wyciągnęli bardzo ciekawe wnioski. Rzucili nowe światło na biznesową część prowadzenia piekarni. To był ciekawy impuls do przyjrzenia się przedsiębiorczości samej w sobie – mówi Walecka.

Czytaj więcej

Stworzył wielką polską firmę, a potem niszowe wydawnictwo. „Powstało dla jednej książki”

Jak przyznaje, to wszystko pokazuje, ile udało jej się osiągnąć. Jednak właścicielka Całej w Mące nie skupia się zbyt długo na tych przyjemnych momentach. – Staram się cały czas iść do przodu, rozwijać się, eksplorować nowe możliwości. Głównie na polu merytorycznym, czyli stricte piekarskim, bo ten biznesowy mam już w miarę ustabilizowany. Cieszę się, że mogę poświęcać się już tylko tym rzeczom, które mnie pasjonują.

Zbudowanie biznesu to jedno, rozkręcenie to drugie

Z czasem do Całej w Mące dołączyły kawiarnio-piekarnia Tonka (którą później założycielka przemianowała na Cała w Mące Cafe & Breakfast, i Piekarnia Focca (obecnie: Cała w Mące Kiosk). Otwieranie dwóch miejsc naraz było dla Waleckiej bardzo trudnym przedsięwzięciem. – Zbudowanie nowych miejsc to jedno, ale ich rozkręcenie i utrzymanie to drugie. Zwłaszcza że działalność obydwu lokali opiera się na zupełnie innym stylu zarządzania – opowiada piekarka i dodaje, że nie lubi mówić o problemach – raczej o przejściowych trudnościach.

Foto: Monika Walecka

Sama przyznaje, że cechy jej charakteru nadają ton codziennej pracy jej zespołu. – Mam bardzo wolnościową naturę. Często robię rzeczy na ostatnią chwilę, co dla niektórych moich współpracowników może nie być łatwe. Zwłaszcza dla tych, którzy wolą bardziej usystematyzowaną rutynę. Ale kiedy jakiś projekt trwa, robię bardzo dużo i doprowadzam go do końca. Dopiero wtedy rozpoczynam coś nowego. Myślę, że ma to swoje dobre strony, bo jestem wydajna i potrafię podejmować szybkie i odpowiedzialne decyzje. Jednocześnie chleb ciągle mnie uczy, podobnie jak inni ludzie – mówi.

Monika Walecka: Młyn to moja perła w koronie

Przydaje się też obserwacja doświadczeń przedsiębiorców reprezentujących inne gałęzie biznesu, a także praca z mentorami i trenerami, którzy często podsuwają nowe perspektywy patrzenia na to, co się robi. Za jeden ze swoich największych sukcesów Walecka uważa 
– a jakże – posiadanie własnego młyna. – To perła w koronie mojego biznesu. Co prawda to młyn z drugiej ręki, ale bardzo się cieszę, że go mam, bo mogłam sobie na niego pozwolić 
właśnie ze względu na fakt, że był tańszy. Teraz mielimy mąkę tak, 
jak potrzebujemy, śmiało eksperymentujemy, a jednocześnie uczymy się nowych rzeczy.

Foto: Monika Walecka

Zwykłe piekarnie, zakłady produkcyjne, bistra śniadaniowe

Zdaniem Moniki Waleckiej polska gastronomia rozwija się w bardzo ciekawym kierunku, podobnie jak jej piekarnicza odnoga. Siłą rodzimej branży są ambitni ludzie, którzy mają energię i odwagę do tego, aby się rozwijać. – Oczywiście zawsze będą zarówno miejsca reprezentujące doskonałą jakość, jak i te zupełnie przeciętne, które podszywają się pod jakieś trendy, ale które nie oferują odpowiedniej jakości – uważa.

Właścicielka Całej w Mące zauważa też, że kierunek przepływu wiedzy nie prowadzi jedynie od starszych i bardziej doświadczonych kucharzy i piekarzy do młodszych adeptów – ale też odwrotnie. – Widzę wpływ przedstawicieli młodszych pokoleń na starszych kolegów i koleżanki. To dotyczy zwłaszcza zwracania większej uwagi na samego siebie. Coraz częściej bierze się pod uwagę własne możliwości i zdrowie. To bardzo istotne.

Foto: Monika Walecka

Walecka z zadowoleniem obserwuje kolejne otwarcia różnego rodzaju konceptów piekarniczych w naszym kraju. – To są zarówno „zwykłe” piekarnie, jak i zakłady stricte produkcyjne czy bistra serwujące śniadania. Jestem ciekawa, co przyniesie ten trend. Mam nadzieję, że coraz więcej ludzi będzie piekło chleby z mąką z pełnego przemiału, że będzie więcej młynów w piekarniach, w których wypiek powstaje od zera, i że na polskim rynku będzie więcej różnego rodzaju ziaren wysokiej jakości.

Dobrze jest przez chwilę stać w miejscu

Monika Walecka przyznaje, że znajduje się właśnie w momencie, w którym okres najbardziej dynamicznego wzrostu ma już za sobą. – Wybudowałam nową przestrzeń produkcyjną, złapałam równowagę na wielu frontach, pewne rzeczy udało mi się doprecyzować i dopracować. Na razie skupiam się na tym, czym jesteśmy jako zespół piekarni.

Jednak w jej głowie kiełkują już pomysły na nowe przedsięwzięcia. – Takim pomysłem na rozwój biznesu mogłoby być na przykład posiadanie pizzerii – mówi. Przedsiębiorczyni nie śpieszy się jednak z uruchomieniem nowego projektu. – Pewne rzeczy czekają sobie w szufladach i kiedy przychodzi odpowiednia pora i okoliczności sprzyjają, to po nie sięgam.

Walecka przyznaje, że nie lubi stagnacji. – Mimo to 
dobrze jest przez chwilę postać w miejscu, przyjrzeć się sobie i temu, co jest do poprawy, ale też po prostu nacieszyć się tym, 
co tu i teraz. A ja pewien etap mojej kariery mam już domknięty. Dobrze to docenić.