Szukaj

Gwiazdy z innej galaktyki: co się stało z supermodelkami?

Naomi Campbell, członkini słynnej wielkiej szóstki” supermodelek, skończyła 50 lat. To dobra okazja, by opowiedzieć o zjawisku megagwiazd modellingu lat 90. Coś takiego w świecie mody zapewne się nie powtórzy.

„Mamy z Christy (Turlington) takie powiedzenie… nie budzimy się za mniej niż 10 tysięcy dolarów dziennie” – to słynne słowa wypowiedziane przez Lindę Evangelistę, jedną z gwiazd modellingu lat 90.

Ten kontrowersyjny i trochę bezmyślnie rzucony żart, był wielokrotnie cytowany. Przeszedł do historii i używano go do opisu fenomenu świata supermodelek lat 90. Czy rzeczywiście było tak, jak opisywała to Linda Evangelista? Owszem, a może nawet lepiej. 

Minispódniczki i rzęsy do nieba

By dokładnie zrozumieć, co wydarzyło się w latach 90., trzeba przenieść się do czasów „swingującego Londynu” lat 60., kiedy świat kultury przejęli młodzi ludzie.

O tej epoce opowiada świetny film dokumentalny „My Generation„. Wtedy dokonała się rewolucja w staroświeckiej, zarezerwowanej dla elit i arystokracji kulturze.

Przewrót tyczył się wszystkiego – kina, muzyki, ale i mody, w której do głosu doszły młode kobiety, takie jak Mary Quant czy Barbara Hulanicki.

Dekonstrukcja skostniałego systemu klasowego unaoczniła coś, co dzisiaj wydaje się oczywiste – ludzie z ubogich rodzin też mają talent.

Szybko okazało się, że nowa wizja mody, którą rządzą młodzi i nieokiełznani, zmieni podejście do modelek i do ich pracy. Wcześniej były one jedynie bezimiennymi pięknościami, ale powoli stawały się współtwórczyniami świata mody.

Najbardziej wyrazistą osobowością w tej dziedzinie była angielska modelka Twiggy, która w kilkanaście miesięcy zyskała międzynarodową popularność.

Jak podkreśla aktor Michael Caine w filmie „My Generation”, Twiggy była pierwszą modelką, „która mówiła”, używała jednak „cockneya”, co wskazywało jednoznacznie, że pochodziła z robotniczej rodziny.

Angielka chętnie udzielała wywiadów (jeden z nich przeprowadził z nią Woody Allen), a gdy w 1967 roku wylądowała po drugiej stronie Atlantyku, w Nowym Jorku, witały ją tłumy, niczym gwiazdę.

Na polu kukurydzy i na lotnisku 

Rewolucja lata 60. sprawiła, że nowych twarzy zaczęto szukać w najrozmaitszych środowiskach. Właściciele agencji modelek zdawali sobie sprawę, że odpowiednia osoba może okazać się kopalnią złota. Szczególnie, gdyby przypadła do gustu czołowym projektantom. Nikt jednak nie przypuszczał, co może wydarzyć się w przyszłości. 

Nikt nie spodziewał się, że kilka dekad później grupa przypadkowo odkrytych nastolatek zyska tak znaczący wpływ na branżę. Cindy Crawford została dostrzeżona na farmie podczas zbiorów kukurydzy. Naomi Campbell ktoś wypatrzył, gdy spacerowała ze znajomymi niedaleko londyńskiego Covent Garden.

Kate Moss „odkryto” na lotnisku, a Christy Turlington – podczas z zajęć z jazdy konnej. Żadna z nich nie aspirowała do bycia modelką, to branża się o nie upomniała.

Wspaniała uroda, oryginalność, charyzma i naturalność czarowały fotografów. Wśród nich był człowiek, bez którego fenomen supermodelek lat 90. nigdy by się nie narodził – Peter Lindbergh. To on jest ojcem sukcesu . 

Okładka, która zmieniła wszystko

Wszystko zapewne potoczyłoby się inaczej, gdyby nie pewna sesja zdjęciowa, która w historii mody rozpoczęła lata 90. Wyznaczyła przy okazji to, jak bardzo ta dekada miała się różnić od poprzednich.

Na zdjęciu Petera Lindbergha, które trafiło na okładkę brytyjskigo „Vogue’a”, pięć modelek (Naomi Campbell, Linda Evangelista, Tatjana Patitz, Christy Turlington i Cindy Crawford) w dżinsach i prostych topach pozuje na ulicach Nowego Jorku.

Mają naturalnie ułożone włosy, są właściwie bez makijażu. Tak wyglądała pierwsza okładka brytyjskiego „Vogue’a” lat 90. Nie mogła się bardziej różnić od tego, co wówczas proponowały inne prestiżowe magazyny. 

W połowie lat 80. Lindbergh w rozmowie z Alexandrem Libermanem, legendarnych dyrektorem amerykańskiego wydawnictwa Condé Nast (wydawca „Vogue’a”), próbował wyjaśnić, jak bardzo prezentowana w magazynach wizja przestylizowanych kobiet jest daleka od jego estetyki.

Nie mogłem znieść tego, jak kobiety przedstawiane były w magazynach. Jakby każda była na utrzymaniu bogatego męża – mówił Lindbergh.

Kiedy Liberman poprosił go o zrealizowanie sesji zdjęciowej, która odpowiadałaby jego upodobaniom, fotograf zaplanował ją na plaży w Santa Monica w Los Angeles.

Na plan zaprosił debiutujące w branży modelki – Lindę Evangelistę, Karen Alexander, Christy Turlington, Estelle Lefébure, Tatjanę Patitz i Rachel Williams.

Zamiast wystylizować je w cekiny, błyszczącą satynę i odbijającą światło, bogatą biżuterię, Lindbergh poprosił, by miały na sobie jedynie męskie, oversize’owe koszule. Wystudiowane pozy zastąpił ujęciami uśmiechniętych dziewczyn. Bez retuszu, bez poprawek.

Peter Lindbergh
Peter Lindbergh w Nowym Jorku w 2016 roku. Fot: Stefan Rappo/CC BY-SA 4.0

Sesja Petera Lindbergha była zaprzeczeniem kanonów panujących w branży mody, więc została odrzucona przez Libermana i ówczesną redaktor naczelną amerykańskiego „Vogue’a„, Grace Mirabellę.

Sytuacja zmieniła się, gdy jej miejsce zajęła Anna Wintour. Kiedy znalazła odrzuconą przez poprzedniczkę sesję, zadzwoniła do Lindbergha, by ten przygotował jej pierwszą okładkę. Zdjęcia powstały na ulicach Nowego Jorku, reszta jest historią.

Cena sławy 

Słynna okładka brytyjskiego „Vogue’a” ze stycznia 1990 roku poruszyła nie tylko czytelników, ale i artystów. Gdy zobaczył ją George Michael, błyskawicznie zaprosił ten sam skład modelek do udziału w teledysku do piosenki „Freedom! ’90”.

To sprawiło, że Noami, Linda czy Cindy stały się jeszcze bardziej rozpoznawalne. Gdy w 1991 roku Evangelista czy Turlington chodziły przy dźwiękach piosenki George’a Michaela na wybiegu Gianniego Versace, były już międzynarodowymi gwiazdami. Christy Turlington podpisała kontrakt z marką kosmetyczną Maybelline, za 12 dni pracy dostała 800 tysięcy dolarów. 

Modelki z „wielkiej szóstki” (Naomi Campbell, Cindy Crawford, Linda Evangelista, Christy Turlington, Claudia Schiffer i Kate Moss) gwarantowały projektantom rozgłos.

Stąd brały się kolejne milionowe kontrakty. W 1995 roku Claudia Schiffer zarobiła 12 milionów dolarów. To więcej niż czołowe aktorki Hollywood tamtych czasów.

Naomi Campbell była pierwszą czarnoskórą modelką, która pojawiła się na okładce „Time’a”, francuskiego i brytyjskiego „Vogue’a” oraz pierwszą, która została twarzą wrześniowego wydania tego magazynu. Karl Lagerfeld twierdził, że supermodelki świecą jaśniej niż gwiazdy filmowe. 

Kres „wielkiej szóstki

Zmierzch „wielkiej szóstki” nastąpił pod koniec lat 90. Powodów było kilka. Supermodelki doskonale odnalazły się w świecie mody glamour, dobrze oddaje to dostępny na Youtubie film dokumentalny „Catwalk” z 1995 roku, kamera śledzi Christy Turlington i jej koleżanki podczas tygodni mody. Sesje zdjęciowe, przyjęcia, limuzyny, najlepsze hotele i one… supermodelki, gwiazdy. 

Sytuacja zmieniła się wraz z nadejściem nowej mody, bardziej minimalistycznej, w stylu grunge oraz rosnącej popularności street style’u.

Wizerunek supermodelek kłócił się z ponurymi ubraniami w stylu normcore późnych lat 90 (doskonale odnalazła się w tej nowej rzeczywistości Kate Moss).

Claudia Schiffer
Claudia Schiffer. Fot: loungefrog/CC BY 2.0

Mówi się też, że ekstrawaganckie wymagania supermodelek stały się uciążliwe dla branży, przez co wydawcy i projektanci powoli przestali z nimi współpracować, wprowadzając na wybiegi i do wiodących kampanii nowe nazwiska.

Gwiazdy ery Instagramu

Supermodelki, którymi byłyśmy my, już nie istnieją – twierdzi dzisiaj Claudia Schiffer. W pewnym sensie ma rację. Lata 90., czasy dobrobytu i nieograniczonych budżetów pozwoliły na powstanie wyjątkowej grupy modelek, sławą dorównujących gwiazdom filmu.

Choć moda miała i nadal ma, wiodące nazwiska, takie jak Gisele Bündchen (Claudia Schiffer uważa ją za jedyną współczesną supermodelkę), Karlie Kloss, czy Miranda Kerr, problem w tym, że samo określenie „supermodelka” zaczęło być wykorzystywane zbyt często, przez co straciło na znaczeniu. 

Myśląc o współczesnej scenie modelingu, nie da się przeoczyć tego, że współczesne, najlepiej zarabiające, gwiazdy wybiegów to zazwyczaj córki słynnych (lub wysoko postawionych) osób, cieszące się dużą popularnością na Instagramie.

Cara Delevingne, Kate Moss i fotograf mody Mario Testino
Cara Delevingne, Kate Moss i fotograf mody Mario Testino. Fot: Walterlan Papetti/CC BY-SA-4.0)

Bella i Gigi Hadid, Kendall Jenner, Kaia Gerber, Cara Delevingne czy Adwoa Aboah nie zostały odkryte na polu kukurydzy czy spacerując po supermarkecie. Pochodzą z wpływowych, związanych z branżą mody rodzin.

To oczywiście stawia jeszcze wyższe bariery wejścia do świata mody, szczególnie jeśli chce się dojść na szczyt. Czy to się zmieni? Naturalnie. Nic nie trwa wiecznie, szczególnie w modzie. 

Zamknij
Zamknij