Przez ostatnie lata róż był wszędzie – od elektroniki po ubrania i kosmetyki. Milenialsi, którzy zapewnili jego dominację w wizualnym pejzażu współczesności, tracą jednak swoją trendsetterską pozycję na rzecz kolejnego pokolenia.

Po tym, jak różowy kwarc został uznany kolorem roku wg Pantone w 2015 roku, na jego punkcie zapanowało prawdziwe szaleństwo. „Ulubiony kolor milenialsów” był wszędzie – na ubraniach, kosmetykach, elektronice i elementach wystroju wnętrz, a jego fenomen tłumaczono na różne, często zaskakujące sposoby – od inspiracji filmem „Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona, znanego z umiłowania pastelowych barw, po triumfy politycznego populizmu.

Czytaj też: „Szybka moda” kwitnie, choć miała ją wykończyć Generacja Z. Dlaczego? 

6 lat to dosyć długi czas dla każdego modnego trendu, nic dziwnego, że ostatnie miesiące to zmierzch wszechobecnej barwy. Nowym ulubieńcem nowej fali konsumentów – Generacji Z – jest zieleń.

Koniec milenijnego różu: nadchodzi nowy, modny kolor

Nie chodzi jednak o „zwykły” zielony. Nowy król kolorów buduje swoją pozycję w świecie brandingu m.in. za sprawą opakowań kosmetyków, dlatego – jak wymienia serwis „Dazed” – najbardziej widoczne są odcienie pistacji, awokado, eukaliptusa, szmaragdu czy mięty, wszystkie kojarzące się ze świeżością, rześkością i naturą. Młodzi konsumenci wybierają zielone opakowania także z powodu przekonań dotyczących troski o stan środowiska naturalnego – co budzi oczywiście obawy o to, że sięganie po kolor jest dla marek przede wszystkim banalnym sposobem na greenwashing.

""

Przykład zielonego brandingu: „Humanrace”, popularna linia kosmetyków do pielęgnacji skóry, stworzona przez Pharrella Williamsa. Fot: materiały prasowe

sukces.rp.pl

Ekologiczny aspekt podkreśla Brennan Kilbane z serwisu Allure, przypominając powracające niczym mantra statystyki dotyczące siły nabywczej generacji Z, która wg ubiegłorocznych szacunków McKinseya stanowi 40% wszystkich konsumentów na świecie. Pod względem dochodów wg Bank of America mają oni wyprzedzić milenialsów za 10 lat – w 2031 roku. Klienci w wieku 9-24 lat, odgrywający już pewną rolę na rynku pracy, wnoszą do niego swój system wartości, a ich przyzwyczajenia zakupowe najczęściej obejmują także aspekt „zieloności”  i korzyści środowiskowych – dodaje Kilbane.

Zalew zieleni zawdzięczamy też rosnącemu rynkowi kosmetyków wykorzystujących CBD, czyli olejek z konopi. Jeszcze w czasach pierwszych triumfów millenijnego różu były one produktami niszowymi, ale m.in za sprawą rozluźniania regulacji dotyczących konopi rynek ma się w najbliższych latach rozrosnąć prawie sześciokrotnie – od 630 mln w 2018 roku do 3,5 miliarda dolarów w 2024 roku. Alez Peters z „Dazed” wskazuje też, że wpływ na trend miała też rosnąca sprzedaż roślin doniczkowych w czasie pandemii.