Szukaj

3 rzeczy, które powinny trafić do męskiej szafy tej wiosny

Moda męska przechodzi rewolucję. To, co sportowe, awansuje na salony. To, co z salonów, wędruje na strych. To, co klasyczne, zyskuje sznyt awangardy i odwrotnie. Trudno się w tym połapać, ale trzy elementy z kolekcji na obecny sezon warto mieć na uwadze – a także w szafie.

Zestaw utility

Klasyczne, biurowe garnitury? Im już dziękujemy. W pracy przestają być potrzebne, bo zmienia się jej kultura i dress code. Po pracy nikt nie ma ochoty w nich chodzić.

Spokojnie, garnitur jako męski uniform przetrwa; tyle, że przechodzi właśnie gruntowną przemianę. Widać to na pokazach i targach mody męskiej, gdzie tradycyjny zestaw marynarki i spodni zyskuje lekkość, kolor, oryginalne fasony, nowe materiały czy formę.

Co to jest zestaw utility?

Dziś jest nią, na przykład, zestaw „utility”, z angielskiego dosłownie: użyteczny, inspirowany strojem roboczym. Cechy szczególne: jest praktyczny, z wieloma nakładanymi kieszeniami i kołnierzem, zapinany zazwyczaj na metalowe guziki.

Jest też wygodny, o luźnym kroju, a do tego łatwy w utrzymaniu, bo nie trzeba nań chuchać i dmuchać – może być wymięty, nawet nieco sprany, jak dżins.

Nic dziwnego: na początku XX wieku wymyślono dla amerykańskich farmerów i robotnikach, którzy potrzebowali ubrania ciepłego, chroniącego przed wiatrem i zimnem, i z wieloma kieszeniami, do których można schować narzędzia.

Mimo że całe podobieństwo do garnituru to ten sam kolor kurtki i spodni oraz wyłogi kołnierza (choć już nie klapy), zestaw roboczy ma jednak jeszcze jedną, fundamentalną zaletę: sprawdza się niezależnie od tego, co założysz.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez 1ST PAT-RN Official (@1stpatrn)

Pełniąca rolę marynarki kurtka dobrze wygląda założona i na t-shirt, i na białą koszulę (tak, nawet z krawatem). Miękkie spodnie o luźniejszym kroju wytrzymują towarzystwo zarówno trampek, jak i eleganckich półbutów skórzanych.

Plecak? Owszem, ale też weekendowa torba, a nawet aktówka. Kurtka? Pewnie, choć także trencz, wełniana dyplomatka czy wodoodporny, lekki płaszcz zwany samochodowym.

Utility: idealny w każdej sytuacji

Dlatego zestawi utility jest idealny do pracy, ale i na spacer, weekendowy wypad i – ogólnie – w podróż, w tym także – dzięki krótkiej kurtce – tę samochodem czy rowerem.

Wśród kolekcji na obecny sezon znajdziesz przywołujące na myśl strój safari komplety u Dolce&Gabbana, szary zestaw w białe prążki, inspirowany strojem harcerskim czy militarnym u Craiga Greena, dżinsowy komplet u Valentino czy czarny, ze strukturalnego denimu, w popularnym COS-ie.

Który wybrać? Podpowiedź: im prościej, tym lepiej. Wówczas będzie pasować (prawie) do wszystkiego.

Loafersy

W Polsce były popularne już w latach 90. Nosiła je młodzież, nosili szefowie giełd samochodowych i pierwsi maklerzy giełdowi.

Nie nazywano ich wtedy loafersami, natomiast były obiektem drwinem ze względu na przykładne zakładanie do nich białych skarpetek. Dziś, gdy takie łączenia proponują cenione marki w rodzaju MSGM czy AllSaints, patrzymy na to nieco łaskawszym okiem.

Buty uniwersalne

Nie tylko dlatego warto zainteresować się loafersami. Sneakersy są już wszędzie, oksfordy czy derby są zbyt tradycyjne, monki zaś, czyli buty zapinane na charakterystyczne klamry, miały swoje pięć minut w ostatnich sezonach.

Loafersy tymczasem, w skrócie: mokasyny na małym obcasie, jeszcze się nie opatrzyły. A przy tym są zaskakująco uniwersalne.

Wywodzą się z Norwegii – ich prototypy nosili rybacy. W takich butach na gumowej podeszwie nie ślizgali się bowiem na mokrej nawierzchni. Łatwo mogli wsunąć je na stopy a potem je zdjąć.

Te buty podpatrzyli u Norwegów Amerykanie z marki G.H. Bass, którzy od 1876 roku z powodzeniem do dziś sprzedają loafersy. Na Starym Kontynencie spopularyzował je Gucci, z którymi do dziś zresztą w modzie męskiej wielu się kojarzy.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez G.H. Bass & Co. (@ghbass)

W obecnym sezonie włoski dom mody proponuje je m.in. w wersji jasnobeżowej, z zamszu i sugeruje, by nosić je do spodni dresowych i wełnianego swetra.

Z kolei marka Adieu Paris zaleca, by jej brązowe i masywne loafersy nosić do szortów w kratę, natomiast legenda krawiectwa, Zegna, zachęca, by ich czekoladowy model z klamerką zakładać do klasycznego szarego garnituru i wiosennego płaszcza. Twój wybór.

Bluza z kapturem

Już dawno przestała być sportowa, skoro dziś nosi się ją także do spodni w kant i koszuli. Może zresztą nigdy tak naprawdę nie była elementem stroju sportowego? To jeden z symboli kultury młodzieżowej: bluza jest funkcjonalna, wygodna, a ostatnio bywa, że również stylowa.

Garderobę z kapturem – tuniki czy peleryny – nosili już choćby średniowieczni mnisi w Normandii czy Anglii. Jednak bluza z kapturem w obecnej formie, znana jako hoodie, to zasługa założonej w 1919 roku amerykańskiej marki Champion.

Początkowo firma specjalizowała się w odzieży dla robotników z północnej części stanu Nowy Jork; kaptury dodawano, by uczynić zimę choć trochę bardziej znośną.

Później Champion przestawił produkcję i lżejsze bluzy zaczęto dostarczać szkołom wyższym i amerykańskiej armii. Pełniły funkcję strojów do ćwiczeń sportowych.

Status symbolu mody męskiej dał bluzie oskarowy film „Rocky” z Sylvestrem Stallone z 1976r., główny bohater przygotowywał się do najważniejszej walki trenując właśnie w bluzie z kapturem.

Wkrótce stała się znakiem rozpoznawczym wielu (sub)kultur: hiphopowców, graficiarzy, skejtów, a nawet punków. Zawrotną karierę zrobiła jednak dopiero w latach 90., podobnie jak większość sportowej garderoby.

Dziś wydaje się odpowiednia właściwie na każdą okazję. Trudno być w niej nieodpowiednio ubranym do okazji, z wyjątkiem sytuacji formalnych, ma się rozumieć.

Jaką bluze wybrać?

Luźną, nawet oversize’ową: wygodną, niekrępującą ruchów, jak na modę ulicy przystało. Kup jednak dopasowaną, jeśli jesteś niższy i/ lub szczupły oraz gdy zamierzasz nosić ją pod skórzaną czy dżinsową kurtkę.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Stüssy (@stussy)

Zwłaszcza, że dziś szyte są nie tylko z bawełny czy pianki technicznej, ale i z merino, wełny owczej czy z mieszanki wełen alpaki i jaka. Bardziej przypominają wówczas sweter i są cieplejsze, zachowują jednak swoje zalety: są komfortowe, casualowe i bez problemu można prać je w pralce.

Kolory? Idż w szarości, biel i czerń, bo klasyka nie rdzewieje. Latem szczególnie dobrze wyglądają też odcienie khaki, beżów i wszechobecnego w modzie męskiej, także tej sportowej, rozbielonego różu.

Jako że casual przeniknął do świata luksusu, znajdziemy ją także w renomowanych domach towarowych. Projektanci oferują go na równi z oskarowymi kreacjami. Ceny? Często podobne.

W e-sklepie Farfetch bluza Supreme, powstała we współpracy z The North Face to wydatek rzędu 32 tys. zł (skład: sto proc. poliester), model marki Kiton – w 80 proc. z kaszmiru – ok. 22 tys. zł, a Thoma Browne’a ze swojskiej bawełny – ponad 10 tys. zł.

Podobnie niedorzeczne są pomysły młodych polskich marek, by bluzę uczynić bardziej modną niż potrzeba. Bywają więc asymetryczne, wydłużane do kolan, zapinane na ukos, wykrojone niczym frak czy rozszerzane u dołu. Tymczasem tylko w klasycznej formie się obroni.

Zamknij
Zamknij