Rośnie liczba nowych pracowników, którzy już po krótkim czasie spędzonym na nowym stanowisku zaczynają żałować decyzji o zgłoszeniu się do rekrutacji w danej firmie. To symptom zjawiska o nazwie „Shift shock”, które w ostatnim czasie zatacza coraz szersze kręgi wśród pracowników. Jakie są jego przyczyny i konsekwencje?
Czym jest „Shift shock”?
Zdobyliśmy nową pracę. Początkowo wszystko zapowiada się całkiem dobrze, jednak już po kilku dniach lub tygodniach zaczynamy odczuwać niemal fizyczną niechęć wobec nowych obowiązków, współpracowników, szefa – i całej firmy. W rezultacie świeżo upieczony pracownik odchodzi z pracy jeszcze przed zakończeniem okresu próbnego.
Zjawisko dojmującego poczucia rozczarowania nową pracą i chęć jak najszybszego odejścia ze stanowiska zyskała już określenie: „Shift shock”. Można je luźno przetłumaczyć jako „impuls do odwrotu”.
Czytaj więcej
Polskie miasta znalazły się na liście najbardziej luksusowych metropolii w Europie. W zestawieniu ujęto trzy polskie miasta. Które z nich okazało s...
Źródłem wiedzy o tym zjawisku są media społecznościowe, przede wszystkim TikTok, gdzie hasztag #shiftshock zebrał już ponad miliard odsłon. To właśnie na tej platformie przedstawiciele pokolenia Z i milenialsi dzielą się swoimi życiowymi doświadczeniami i przemyśleniami, które dotyczą również aktywności zawodowej.
Media poświęcone tematyce HR piszą o tym zjawisku od mniej więcej dwóch lat. Głośno zrobiło się o nim dzięki raportowi firmy Muse z 2022 roku, w którym „Shift shock” pojawił się jako jeden z wiodących trendów na rynku pracy.
W ostatnich miesiącach można zaobserwować temat szereg nowych publikacji na ten temat. Ich autorzy alarmują, że „Shift shock” przybiera na sile i prawdopodobnie będzie definiował relacje na linii pracownik-pracodawca również w najbliższej przyszłości.
W jaki sposób „Shift shock” wpływa na pracowników?
W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z wysypem nowych trendów wśród młodych pracowników, między innymi „quiet quitting”, „lazy girl job” czy wreszcie „Great Resignation” – by wymienić tylko trzy z nich. Źródłem wszystkich tych tendencji jest niezadowolenie ze swojej pracy.
Młode pokolenie pracowników, zwłaszcza należących do generacji Z, ma bowiem zupełnie inne podejście do pracy niż ich starsi koledzy i koleżanki. Młodzi ludzi nie chcą, aby praca stanowiła najważniejszy aspekt ich życia.
Stawiając w centrum zdrowie psychiczne, za wszelką cenę chcą uniknąć wypalenia zawodowego. Najważniejsze jest dla nich to, o czym niektórzy szefowie wciąż nie chcą słyszeć, czyli „work-life balance” – równowaga miedzy życiem zawodowym a prywatnym.
Jeżeli więc nowa praca nie daje satysfakcji i drenuje pracownika z cennej życiowej energii, ten po prostu z niej rezygnuje, wysyłając uprzednio CV do kolejnych firm. Jeżeli na następnym stanowisku znów pojawia się „Shift shock”, pracownik ponownie z niego rezygnuje.
Całe zjawisko napędza rotację pracowników w firmach i jednocześnie hamuje ich rozwój, którego motorem są przecież utalentowani i lojalni ludzie. Nie brakuje oczywiście głosów, że winni owych nagłych impulsów do rezygnacji są kapryśni i roszczeniowi młodzi pracownicy z generacji Z.
Czasem problem tkwi w niewłaściwie skonstruowanym ogłoszeniu o pracę, które wprowadza kandydata w błąd, dając mu nadzieję na lepsze warunki pracy od tych, z którymi zderza się on w praktyce. Niedawno na łamach „Sukcesu” pisaliśmy też o powrocie „toksycznego” szefa-despoty jako kontrrewolucji wobec powyższych trendów wśród młodych pracowników. Najbliższa przyszłość rynku pracy zapowiada się więc całkiem burzliwie.