Szukaj

Podsumujmy: oto najciekawsze zegarki 2020 roku

To nie był łatwy rok. Powodów do radości czy świętowania mieliśmy mniej niż zwykle. Ubyło nam też premier, nie tylko zegarkowych. Ci, którzy czekali na nowy film o Jamesie Bondzie, coś o tym wiedzą.

Na szczęście w tym dziwnym roku było też kilka ciekawych wydarzeń. No i były też premiery zegarkowe. Prawdę mówiąc – było ich naprawdę sporo. Wiosną wydawało się, że rynek zegarkowy stanie w miejscu. Przez pewien czas tak właśnie było – imprezy targowe wstrzymano, producenci zatrzymali produkcję w fabrykach. Wyglądało to tak, jakby wszystko miało się zawalić. 

Na szczęście taki scenariusz się nie zrealizował. Premier zegarkowych nie zabrakło. Do tego stopnia, że stając przed wyzwaniem związanym z wyborem najciekawszych, miałem wręcz kłopot bogactwa. Co wybrać, co pominąć? To nie są łatwe pytania.

Omega Speedmaster „Silver Snoopy Award” 50th Anniversary
Omega Speedmaster Snoopy
Fot: materiały prasowe

To miał być rok Seamastera, wszak wiosna miała stać pod znakiem najnowszego filmu o Jamesie Bondzie. Niestety, pandemia pozmieniała listę premier filmowych 2020 roku. Nie będziemy jednak za bardzo narzekać, ostatecznie bowiem dostaliśmy ten zegarek: kolejną edycję kultowego modelu Omega Speedmaster ze Snoopym na tarczy.

O wersjach Omegi z Snoopym, a także o nagrodzie „Silver Snoopy Award”, możnaby napisać książkę. Żaden z zegarków nie jest tak jednoznacznie związany z eksploracją przestrzeni kosmicznej i Księżyca. Dobrze więc zobaczyć kolejne wcielenie słynnego modelu.

W tym roku pokazano też innego Speedmastera, chodzi o wersję napędzaną legendarnym mechanizmem kaliber 321 – właśnie takie zegarki na Księzyc zabierali astronauci NASA w szalonych latach 60. Wybrałem jednak „Snoopy’ego”, czyli model Speedmastera napędzany  mechanizmem z naciągiem ręcznym kaliber 3861. Dlaczego? W 2020 roku minęło 50 lat od pamiętnej misji Apollo 13, podczas której Speedmastery odegrały niebagatelną rolę w bezpiecznym sprowadzeniu astronautów pechowej misji na Ziemię. Trudno więc pominąć zegarek, który przypomina tak ważne wydarzenie – i to w roku, w którym NASA upubliczniła listę astronautów mających, w ramach misji Artemis, wylądować na Księżycu do 2024 roku. 

To ważna premiera zegarkowa także dlatego, że ta edycja „Snoopy’ego” po raz pierwszy nie jest objęta limitacją. Chętnych na kultową wersję Speedmastera nie powinno brakować.

Longines Spirit
Longines Spirit
Fot: Longines

To chyba najbardziej efektowny ukłon w stronę stylistyki vintage jaki zdarzyło mi się widzieć w tym roku. Longines od pewnego czasu udowadnia, że nawiązania do klasyki udają mu się bardzo dobrze. Kolekcja Spirit to wisienka na torcie, klasyczne zegarkowe piękno w czystej postaci. 

Szwajcarska marka nawiązuje przy tym do postaci słynnych pilotów i pilotek, którzy sto lat temu udowadniali, że w pionierskich czasach lotnictwa niemożliwe nie istnieje. Obecność Howarda Hughesa czy Amelii Earhart w reklamach nie jest jednak tak istotna jak to, że zegarki z kolekcji Spirit są po prostu nieprzeciętnie udane. Mają dokładnie to, co powinna mieć współczesna interpretacja zegarkowej klasyki – skupienie na detalu, mechaniczną doskonałość i innowacje, takie jak sprężyna balansu odporna na działanie pola magnetycznego. 

Do wyboru jest kilka wersji, od klasycznych modeli z trzema wskazówkami do chronografów, do tego w różnych wersjach kolorystycznych. Modele bez chronografu napędza mechanizm L888.4 z naciągiem automatycznym i rezerwą chodu wynoszącą 64 godziny. Wersja z chronografem ma z kolei mechanizm L688.4. W obu wersjach zegarki mają certyfikat COSC, poświadczający ponadprzeciętną precyzję pomiaru czasu.

Swatch 1983 
Swatch 1983 Bio
Kolekcja zegarków Swatch 1983. Fot: materiały prasowe

O tym, że Swatch potrafi zaskoczyć innowacjami, pisaliśmy już przy okazji informacji o wprowadzeniu płatności zbliżeniowych Swatch Pay. To jednak nie koniec tegorocznych nowości – w 2020 roku otrzymaliśmy od Swatcha kolekcję zegarków, których koperty zostały wykonane z materiałów pochodzenia roślinnego. Tak, to nie pomyłka – tworzywo, z którego powstały, zrobiono z surowca pozyskanego z nasion rącznika pospolitego. Dodajmy do tego innowacyjny mechanizm napędzający zegarki z kolekcji Sistem51 – 90 godzin rezerwy chodu i antymagnetyczna sprężyna balansu – a także opakowania całkowicie biodegradowalne, wytworzone z mieszanki na bazie skrobi ziemniaczanej i tapioki. To był dobry rok dla Swatcha. 

Piaget Altiplano Ultimate Concept
Piaget Altiplano Ultimate Concept
Fot: materiały prasowe

O tym, że rok 2020 przyniósł nam mnóstwo zaskoczeń, wiemy wszyscy aż za dobrze. Wśród nieoczekiwanych zdarzeń to ma szczególne miejsce, bo trudno jest przejść obojętnie obok takiego zegarka. Piaget, jedna z najbardziej zasłużonych szwajcarskich manufaktur zegarkowych, od lat zaskakuje innowacjami, ale w tym przypadku udało się osiągnąć coś, co datąd wydawało się niemożliwe. Model Altiplano Ultimate Concept ma bowiem kopertę o grubości zaledwie dwóch milimetrów. To z całą pewnością nie jest zegarek dla każdego – choćby ze względu na cenę (na życzenie, co jest dowodem, że będzie znacząco przekraczać wysokość średniej pensji w Polsce). Nie sposób jednak pominąć tak niezwykłego osiągnięcia w świecie zegarmistrzostwa.

 

Fortis Flieger F-43 GMT
Fortis FLIEGER F-43 TRIPLE-GMT
Fot: materiały prasowe

Niewielu spodziewało się, że w 2020 roku będziemy mogli obserwować powrót cenionej marki zegarkowej. Istniejący od 1912 roku Fortis w ostatnich latach nieco zniknął z radarów. Dla miłośników zegarków to była smutna wiadomość, wszak w poprzednich dekadach ta marka bardzo dobrze radziła sobie w segmencie zegarków lotniczych. Sukcesy Fortis odnosił także… w wymiarze orbitalym. Firma zawarła umowę o współpracy z rosyjską agencją kosmiczną, Roskosmos. Efekt? Rosyjscy kosmonauci regularnie zabierali na orbitę zegarki Fortis.

W ostatnich latach o Fortisie zrobiło się cicho, ale w tym roku marka z Grenchen powraca – z nowym właścicielem Juppem Philippem i jeszcze mocniejszym pragnieniem podkreślenia swojej pozycji w segmencie zegarków lotniczych. Na początek dostaliśmy całkowicie odmienionaą kolekcję Flieger. Najciekawszy wydaje mi się model GMT, ma najwięcej lotniczego „charakteru”. Dla Fortisa nadchodzą dobre lata.        

Seiko SJE 083J1 „King Seiko”
Seiko SJE083J1
Fot: materiały prasowe

Japońska marka miała w tym roku całkiem sporo premier – od bardzo dobrze przyjętej, odnowionej kolekcji Seiko 5 po nowe modele z kolekcji Grand Seiko. To nie wszystko, z okazji zbliżającego się 140-lecia firmy postanowiono wskrzesić kolekcję sprzed blisko 60 lat lat – King Seiko. 

Japońska firma jest znana z tego, że chętnie sięga po modele z przeszłości i odświeża je, zachowując jednak wierność oryginałom. Tak jest też w przypadku King Seiko, kolekcji stworzonej przez laty jako zegarki z „wyższej półki” w ofercie japońskiej marki. Tegoroczne King Seiko ma więc urok przynależny klasyce i pewną surowość formy, która sprawia, że całość wygląda ponadczasowo. Wewnątrz stalowej koperty o średnicy 38 milimetrów pracuje mechanizm z naciągiem automatycznym 6J35, z rezerwą chodu wynoszącą 45 godzin. Na razie King Seiko pojawi się w limitacji. Czy zagości na dłużej w ofercie Seiko? Nie miałbym nic przeciwko temu. 

Rolex Oyster Perpetual Submariner 41
Rolex Submariner
Fot: materiały prasowe

Od Roleksa nie da się uciec w takim zestawieniu. Lista tegorocznych premier zegarkowych nie byłaby kompletna gdyby nie ta marka. Napięcie poprzedzające prezentację nowej wersji modelu Submariner może nie dorównywało emocjom związanym z premierą gry „Cyberpunk 2077”, ale informacja o tym, że Rolex zamierza pokazać zmodyfikowaną wersję swojego najbardziej rozpoznawalnego modelu rozpalała fanów zegarków na całym świecie.

W nagrodę za oczekiwanie dostaliśmy Submarinera w nowej referencji 124060, z mniejszą kopertą o średnicy 41 milimetrów. bez datownika, ze zmienioną bransoletą i nowym kalibrem 3230. Nie ma sensu wyszczególniać wszystkich modyfikacji – świat zegarkowy skonstruowany jest w taki sposób, że producenci liczą się z tym, co pokaże Rolex, a klienci ustawiają się w kolejce po nowe modele.

Breitling Chronomat B01 42
Breitling Chronomat B01 42
Fot: materiały prasowe

Breitling ma w ofercie co najmniej kilka zegarków, o których można powiedzieć, że zyskały nie tylko miłośników, co wyznawców. Należy do nich na pewno Navitimer, jeden z najbardziej ikonicznych modeli Breitlinga. Drugie miejsce z pewnością przypada właśnie Chronomatowi. Ten model pojawił się w ofercie firmy w połowie lat 80. i z miejsca stał się hitem. Był zegarkiem lotniczym, surowym „narzędziem pracy” i zarazem elementem nienachalnie podkreślającym status właściciela. Wszystko, co dobre w klasycznych Chronomatach, pojawia się w tegorocznej premierze, kolekcji Chronomat B01. Spośród nich, model Chronomat B01 42 jest najbardziej okazały i najbardziej stylowy. Komunikuje dokładnie to samo, co Chronomaty sprzed ponad trzech dekad – i robi to bardzo dobrze. Wewnątrz koperty o średnicy 42 milimetrów (może być stalowa, może być w różowym złocie) pracuje manufakturowy mechanizm Breitling B01, z rezerwą chodu wynoszącą 70 godzin. Stylu zegarkowi dodaje bransoleta z „beczułkowatymi” ogniwami – dokładnie taka, jak w dawnych Chronomatach. Wierność tradycji, to się ceni.     

Zamknij
Zamknij