Są przystępne cenowo, a jednocześnie oferują zbliżoną jakość do wielokrotnie droższych oryginałów. „Superpodróbki”, bo o nich mowa, wyrosły w ostatnim czasie na osobny, dynamicznie rozwijający się segment rynku kosmetyków, perfum, a także innych produktów. Co stoi za ich fenomenem?

Kultura „superpodróbek”: Tańsze odpowiedniki znanych kosmetyków

Produkty, które mniej lub bardziej udatnie, ale dość ewidentnie naśladowały oryginalne kosmetyki, istnieją na rynku od wielu lat. Kupowali je wszyscy, ale mało kto się do tego przyznawał. Jak zauważają eksperci, „superpodróbki” – wysokiej jakości kopie lub ulepszone, ale nadal znacznie tańsze wersje oryginalnych produktów – stały się ogromną siłą, która zmienia rynek beauty.

Kupowanie „superpodróbek” przestało być też powodem do wstydu. Stoi za tym sprzeciw wobec „naciągania” klientów przez marki na zakup coraz droższych kosmetyków i innych produktów, podczas gdy równie zadowalające efekty można osiągnąć znacznie niższym kosztem.

Czytaj więcej

Restauracje we Włoszech mają nowy sposób na turystów. „Nonna” i domowy makaron

Marki, które zaspokajają tę potrzebę, zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Bodaj najbardziej radykalną politykę stosuje australijska marka kosmetyczna MCo Beauty, oferująca dziesiątki odpowiedników produktów takich marek jak Sol de Janeiro, Estée Lauder, Glossier czy Charlotte Tilbury, przez co często spotykała (i spotyka) się z nimi w sądzie.

Inne marki kosmetyczne, które podpadają pod kategorię „superpodróbek” to m.in. obecne również na polskim rynku e.l.f Cosmetics, Essence czy NYX. Metoda, jaką stosują, polega na wykorzystywaniu wygasłych patentów i sięganiu po formuły kosmetyków, których już się nie stosuje. W rezultacie powstają wysokiej jakości produkty, ale w znacznie niższych cenach.

Zjawisko „superpodróbek” wykracza poza branżę perfum i kosmetyków. Niektórzy producenci oferują niemal identyczne wersje suszarek i lokówek Dysona czy masek SharkNinja. Zarzuty dotyczące podrabiania oryginalnych produktów padają też pod adresem takich sieci supermarketów jak Aldi czy Trader’s Joe.

„Superpodróbki”: Sposób na „demokratyzację” luksusu

Źródłem kultury „superpodróbek” są oczywiście media społecznościowe, a zwłaszcza TikTok. Działalność influencerów, prezentujących milionom swoich followersów tańsze wersje drogich produktów, sprawiła, że upolowanie niedrogiego produktu wysokiej jakości stało się powodem do dumy, a nie wstydu.

Jeżeli chodzi o branżę kosmetyczną, rozwojowi kultury „superpodróbek” sprzyja nasycenie rynku setkami produktów o bardzo podobnych formułach i działaniu. Ich jedynym wyróżnikiem jest właściwie jedynie logo, wygląd opakowania i szeroko pojęta identyfikacja wizualna. To zresztą właśnie tych kwestii dotyczą pozwy, jakie „oryginalne” marki wytaczają producentom podróbek i „superpodróbek”.

Tym ostatnim zarzuca się stwarzanie ryzyka pomylenia podróbki z oryginałem. Marki te jednak odpierają te oskarżenia, podkreślając, że ich celem nie jest wprowadzenie konsumenta w błąd, ale zaoferowanie przystępnej cenowo alternatywy – bez wkraczania na niebezpieczny teren, w którym faktycznie może być mowa o kradzieży własności intelektualnej innej marki.

Obserwatorzy całego zjawiska zauważają, że konsumenci dobrze wiedzą, co kupują. Wskazują przy tym, że kupienie tańszego odpowiednika może też czasem doprowadzić do decyzji o zakupie droższego „oryginału”.