Od ponad 20 lat firma Koło organizuje w Polsce konkurs dla młodych architektów i studentów „Projekt Łazienki”, którego celem jest zwrócenie uwagi na problem deficytu toalet publicznych w polskich miastach. W ramach tej inicjatywy powstały m.in. pawilon plażowy w Warszawie, toaleta w Kazimierzu Dolnym oraz toaleta przy Rondzie Mogilskim w Krakowie. W tym roku architekci będą projektować toaletę dla muzeum w Wilanowie. Magazyn Sukces jest patronem medialnym tego konkursu.

Czuje się Pan gospodarzem, jurorem czy obserwatorem wyposażonym w imponującą wiedzę i doświadczenie badacza kultury materialnej?

Paweł Jaskanis: Gospodarzem! Funkcja jurora jest pochodną - odpowiadam za to, co się tutaj dzieje w każdym aspekcie. Na tyle, na ile pozwalają mi fundusze publiczne, którymi dysponuję. Gospodarz, który nie jest jurorem, byłby fatalnym gospodarzem. A juror, który nie jest gospodarzem miałby znikomą możliwość zrealizowania zwycięskiego projektu.

Paweł Jaskanis

Paweł Jaskanis

Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Jak doszło do partnerstwa pomiędzy Muzeum Króla Jana III w Wilanowie, a firmą Geberit?

P.J.: Gdy dowiedziałem się, że Geberit jest zainteresowany współpracą z Muzeum od razu powiedziałem „tak!”. A to z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że już w 2004 roku Geberit był sponsorem i wykonawcą całkowitej przebudowy toalety w pałacu, w skrzydle południowym. Muzeum doświadczyło wówczas wsparcia sponsorskiego. Toalety wytrzymały próbę czasu, niemniej to wciąż za mało w stosunku do potrzeb. Powinny być na poziomie, który poprawia wizerunek miejsca, w tym instytucji w oczach cudzoziemców. Drugą przyczyną jest fakt, iż chodzi o konkurs – a na to jestem otwarty zawsze! Tym bardziej, że konkurs z zakresu twórczości architektonicznej musi się puentować najwyższą jakością propozycji artystycznych i rozstrzygnięć, posiadając zarazem formułę otwartą, skłaniającą do dialogu. Oczywiście, może się okazać, że zwycięska praca nie będzie idealna z punktu widzenia inwestora, ale to również jest temat do dyskusji: dlaczego, gdzie szukać kompromisów, gdzie postawić granice. Dyskutować i proponować zawsze warto. Nie chcemy być modni - chcemy być mądrzy.

Czytaj więcej

Przemysław Powalacz, Robert Konieczny: umieć słuchać ludzi

Z pańskich wypowiedzi, które zdążyły już wybrzmieć w kontekście tegorocznego konkursu, wyłania się intelektualista, który patrzy z szerszej perspektywy…

P.J.: Do skutecznego zarządzania zabytkami, zwłaszcza tak cennymi jak muzea, niezbędne jest gruntowne przygotowanie, obejmujące różnorodne kompetencje. Ujmując to po akademicku, należałoby wymienić przynajmniej zarządzanie, historię Polski, historię poszczególnych dzieł sztuki i architektury, trochę archeologii, elementy przyrodoznawstwa i środowiska, socjologii i psychologii społecznej. Znajomość zagadnień z każdej z tych dziedzin służy jak najskuteczniejszemu sprawowaniu opieki nad zasobami historycznymi. Tak, żeby zaistniały jako zawsze atrakcyjne wartości przynajmniej w oczach, jeśli nie w świadomości zwiedzających. Wszystko, co się dzieje w muzeum wymaga rozsądku, wiedzy, rozwagi, zastanowienia i dyskusji. W grupach osób oczywiście, gdyż nie jest to zadanie dla solistów, choć w pracy zespołowej zawsze są konieczni liderzy. Wspólnie poszukujemy najlepszych rozwiązań, na tyle, na ile pozwalają nam warunki: pieniądze, czas, materiały, partnerzy, a także opinia publiczna, która bywa kapryśna, jeśli chodzi o to, jak powinny wyglądać warunki zaplecza socjalnego. W takich sytuacjach odpowiadam, że nie wszystko możemy zrealizować, ponieważ funkcjonujemy w obrębie bardzo cennych zabytków, stąd też nie możemy porównywać się do nowoczesnych biurowców czy hoteli, czy muzeów w nowych gmachach.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Toaleta publiczna wydaje się być nadal tematem tabu…

P.J.: Toalety, podobnie jak inne przestrzenie publiczne, są miejscami spotkań ludzi. Najczęściej wstydliwymi, bo tak się utarło w naszej obyczajowości. Tymczasem Papuasi, gdy widzą kogoś w ubraniu mówią, że z pewnością ma coś do ukrycia. My żyjemy w kulturze ukrywania i tak już zostanie. Nie będziemy Papuasami. Przywołuję ten skrajny przykład jako egzemplifikację względności w budowaniu relacji w przestrzeniach, które - naszym zdaniem - wymagają intymności i dyskrecji. Ci, którzy dużo podróżują, dostrzegają różnice w podejściu projektowym. Jeśli natomiast mowa o krajach zachodnich, to w przypadku toalet publicznych, choćby na stacjach benzynowych, w ostatnich dziesięcioleciach można zauważyć postępująca zmiany - estetyzację, która wyraźnie zmierza w stronę skromności. Równocześnie następuje reglamentacja dostępności związana z koniecznością wrzucenia pieniążka do „kołowrotka”, co dyscyplinuje użytkowników do zachowania czystości. Mniej jest w związku z tym aktów wandalizmu. Mówimy tu o pewnych niezmiennych mechanizmach psychologicznych. Toaleta pałacowa powinna sprostać związanym z tym wyzwaniom, bo nie możemy niestety wykluczyć brutalizmów pośród naszych gości wobec „toaletowego” majątku muzeum - myślenia „wspólne dobro” versus „wspólne, czyli niczyje”. Równocześnie wyłania się tutaj zagadnienie dydaktyzmu przestrzeni i funkcji użytkowych w projektach architektonicznych. Jak dać użytkownikowi do zrozumienia, że ma się zachowywać stosownie? Jak go skłonić do zachowania czystości? W generaliach bardzo dobrze wiemy co uchodzi, a co nie. Ale toalety publiczne są pod tym względem ciągle terytoriami wyjętymi spod prawa. Może psycholog architektury - jeśli taka specjalność istnieje - byłby w stanie objaśnić mechanizm, jaki za tym stoi?

Czytaj więcej

Znamy wyniki konkursu KOŁO „Projekt łazienki 2021”. Oto nagrodzeni

Projektując toaletę pałacową młodzi twórcy będą zmuszeni z jednej strony uwzględnić jej odporność na przejawy brutalizmu, a drugiej rozwiązać kwestie estetyczne poruszając się na obszarze pomiędzy…

P.J.: …pomiędzy tradycją, a nowoczesnością! Ale także między dosłownością, a finezją, która jest wynikiem uruchomienia twórczej wyobraźni. Będą musieli poszukać rozwiązań w obrębie kolejnych warstw każdej z tych skrajności, bo są to wszak pojęcia skalarne. Tradycja może pozostać bardzo tradycyjna, ale równie dobrze może zostać mocno przetworzona, przetransformowana w nową wartość, nadal kojarzoną z miejscem. W poszukiwaniu finezji można sięgnąć do narracji i gry skojarzeń. W każdym przypadku wartością jest różnorodność i wyjście poza schematy. W jaki sposób - to już zostawmy twórcom. Można także spojrzeć na przestrzeń w sposób bardzo nowoczesny. Zastrzegę, że my, pracownicy Muzeum, nie pozjadaliśmy wszystkich rozumów. Bardzo często potrzebujemy inspiracji - dlatego ten konkurs jest dla nas taki ważny. Historią trzeba grać umiejętnie i dalej ją tworzyć. Jest to trudne w miejscach takich, jak nasze Muzeum, co nie znaczy, że niemożliwe. Niczego jednak nie zasugeruję - jakiekolwiek recepty przed konkursem zawsze będą przedwczesne, zwłaszcza ze strony jednego z jurorów. Jako inwestor już się wyraziłem tworząc regulamin konkursowy - więcej nie mogę powiedzieć. Mogę jedynie pobudzać potencjalnych uczestników konkursu do bardzo otwartego, twórczego podejścia. Już samo zaistnienie w konkursie ze swoim wyjątkowym projektem jest czymś szczególnie cennym - szansą na dostrzeżenie przez krytyków i potencjalnych inwestorów. Zasób inspiracji jest nieograniczony! Właśnie tak widzę sens konkursów od lat urządzanych przez firmę Geberit - jako fantastyczną sposobność w rozwoju zawodowym.

Czy zechce Pan nas zainspirować, intelektualnie sprowokować?

P.J.: Odniosę się do popularnego motywu architektury biofilnej. Co stoi na przeszkodzie, by wyobrazić sobie, że pod okapem konstrukcji, która ma powstać, będzie miejsce na…lęgi ptasie w postaci budek czy załomków ułatwiających lepienie gniazda? Albo we wnętrzu znajdzie się przestrzeń na rośliny czy zimowanie nietoperzy? Tutejszy park jest ekosystemem, który ma swoje właściwości. Proszę mi pozwolić przytoczyć jeszcze jeden przykład - fantazję, ale bardzo realistyczną. Wiemy, że jeżyki - niesłusznie zwane jaskółkami - a także nietoperze potrafią zjadać olbrzymie ilości komarów. Z punktu widzenia Muzeum to bardzo ważne, by turystom było tutaj przyjemnie - żeby nie byli kąsani. Z drugiej strony mógłbym wówczas powiedzieć władzom miasta: nie pryskajcie tutaj niczym, gdyż obniżacie wartość tych siedlisk. Dotykamy tutaj problemów o charakterze kultury współżycia międzygatunkowego i szukania naturalnych, a nie chemicznych środków tworzenia równowagi środowiskowej. Jedni nie lubią chodzić po utwardzonych alejkach z piasku i chcieliby tutaj asfaltów. Inni z kolei chcą, jak ja, zrywać wszystkie asfalty. W ten sposób dochodzimy do przesłania: do czego służy architektura? Czy ma to być tylko piękna formą czy też może spełniać wiele różnych funkcji, nawet tych nie uwzględnionych w regulaminie konkursowym? Liczę, że poprzez konkursowy projekt każdy z architektów wypowie w jakiś sposób swoje artystyczne credo.

Jak pan - muzealnik, historyk sztuki, a równocześnie człowiek ceniący funkcjonalność i nowoczesną, oszczędną stylistykę - zaaranżował własną łazienkę?

P.J.: Obecną łazienkę przebudowaliśmy wspólnie z żoną łącząc mniejsze pomieszczenia w całość w przestrzeni niewielkiego mieszkania o powierzchni nieco ponad 60 metrów. Powiększyliśmy pokój kąpielowy o kawałek korytarza, uzyskując w ten sposób duże, fantastyczne „kąpielisko” prysznicowe za szklaną ścianą, co rozwiązało mnóstwo praktycznych problemów. Nasza łazienka posiada dużą umywalkę, duże lustro i jasne oświetlenie. Jest urządzona skromnie i bardzo funkcjonalnie, w duchu bliskiej mi modestii - nowocześnie i bez fidrygałek. Utrzymana w bieli, ma jedną ścianę w odcieniu lekko seledynowym.

Jak morze na Zanzibarze?

P.J.: (Śmiech) Mogę jeszcze zdradzić, że w poprzedniej wersji, sprzed 25 lat, mniejszej, podzielonej przestrzeni łazienkowej wykorzystałem kafelki z Miśni, które wówczas się pojawiły, a wyróżniała je fenomenalna jakość szkliwa. Były również białe, przy czym na jednolitej tafli zdecydowałem się umieścić trzy czy cztery kafle dekoracyjne z tej samej serii. Widniała na nich wyspa na morzu: z wulkanem, zarysem balonu, ptaka i jednym czy dwoma żaglami zaznaczonymi ledwie przecinkiem - bardzo subtelnie, nieschematycznie i finezyjnie. Do tego kropla delikatnego błękitu i cieplejsza plama słońca - to były nasze kafle do kontemplacji w locum secretum.