„To się nazywa kradzież”. Zarzuty pod adresem Roya Lichtensteina, ikony pop-artu

Za sprawą filmu dokumentalnego, który pojawił się właśnie w USA, głośno zrobiło się o Royu Lichtensteinie – artyście uznawanym za jednego z ojców pop-artu. Bohaterowie filmu zarzucają Lichtensteinowi kradzież prac innych artystów.

Publikacja: 11.04.2023 15:56

„To się nazywa kradzież”. Zarzuty pod adresem Roya Lichtensteina, ikony pop-artu

Foto: Eric Koch, CC0, Wikimedia Commons

Urodzony w 1923 roku w Nowym Jorku Roy Lichtenstein, to jeden z dwóch największych – obok Andy’ego Warhola – przedstawicieli pop-artu. Początkowo artysta malował w stylu abstrakcyjnego ekspresjonizmu, który w latach 50. dominował w amerykańskiej sztuce.

Z czasem w jego twórczości nastąpił przełom. Na początku lat 60. Lichtenstein sięgnął po popularne postaci z filmów Disneya. Pierwszy jego popartowski obraz – słynny „Look Mickey” – powstał w 1961 roku. Niedługo póżniej artysta zaczął wystawiać swoje prace w nowojorskiej Castelli Gallery, która promowała twórców pop-artu. Później było już tylko lepiej – niektóre z jego prac warte są obecnie miliony dolarów.

Za życia Lichtenstein przyznawał, że inspiracją były dla niego między innymi komiksy, reklamy i motywy z malarstwa innych artystów. Amerykańską opinię publiczną na nowo rozgrzała jednak dyskusja na temat tego, czy słowo „inspiracja” jest w tym przypadku właściwe.

Temat powrócił za sprawą filmu dokumentalnego „WHAAM! BLAM! Roy Lichtenstein and the Art of Appropriation”. Autorzy dokumentu sugerują, iż wielu artystów, których pracami inspirował się Lichtenstein, wiodło bardzo skromne życie, niektórzy wręcz funkcjonowali w biedzie. Choć prace Lichtensteina warte są miliony dolarów, oni za swoje komiksy dostawali wręcz głodowe stawki.

Czytaj więcej

Nieznany obraz Vermeera odnaleziony? „Jest w szokującym stanie”

Roy Lichtenstein: czym różni się inspiracja od kradzieży?

Krytycy Lichtensteina zaznaczają, że zarobił on miliony, „kradnąc” prace innych artystów, którzy nierzadko mierzyli się z poważnymi problemami finansowymi. Uważają oni, że w tym przypadku nawet słowo "kopia" jest zbyt grzecznym określeniem. 

- To się nazywa kradzież - podkreśla w filmie „WHAAM! BLAM! Roy Lichtenstein and the Art of Appropriation” Hy Eisman. 96-letni twórca komiksów niedawno odkrył, że Lichtenstein jedno ze swoich dzieł z lat 60. stworzył na podstawie jego pracy. - Pracowałem nad tym jak wół, a ten facet zarobił 20 milionów dolarów. Gdyby to nie było tak tragiczne, to nawet byłoby zabawne - podkreślił. 

Eisman, który przez prawie 75 lat pracował nad wieloma komiksami, jest jednym z ponad 30 artystów komiksowych, których prace miał "przywłaszczyć” sobie Lichtenstein.

James L. Hussey, reżyser filmu, przyznał, że Eisman nie był nieświadomy, iż Lichtenstein przywłaszczył sobie jego pracę, dopóki się z nim nie skontaktował. - Był bardzo zszokowany - zaznaczył. Jak mówi Eisman, jego komiks „Private Secretary” z 1963 roku został skopiowany w tym samym roku w pracy Lichtensteina zatytułowanej „Girl in Window”. - Za stronę zapłacono mi bardzo mało, coś koło czterech dolarów, a on był w stanie zamienić to w obraz i zarobić miliony. Kiedy zobaczyłem, że zrobił to też innym ludziom, pomyślałem, że to podłe. Ale do tej pory nigdy pomyślałbym, że dotyczy to także mnie - pokreślił artysta.

Czytaj więcej

Słynny dom aukcyjny w tarapatach. W tle pożyczki od rosyjskich milionerów

Inspiracja? Kradzież? A może przywłaszczenie?

W filmie dokumentalnym głos w sprawie zabrał między innymi ekspert specjalizujący się w komiksach, David Barsalou. To właśnie on odkrył, że około 300 prac Lichtensteina do złudzenia przypomina twórczość innych artystów. - Pomyślałem, że to może cztery, pięć czy sześć obrazów, które są blisko oryginałów. Trudno opisać moje uczucia, gdy z biegiem lat zacząłem odkrywać ich coraz więcej – to, że jego twórczość to tylko bezpośrednie kopie - powiedział. 

- Artyści komiksowi są słusznie poszkodowani. Pomijając jawne plagiaty, technicznie i artystycznie są oni na ogół znacznie lepszymi rysownikami niż Lichtenstein. Przewyższali go oni pod względem artystycznie dynamicznych i ekspresyjnych kompozycji - zauważa Michael Daley, rysownik. 

Mimo kontrowersji, są jednak także tacy, którzy uważają, że działań Lichtensteina nie można nazwać plagiatem. Jednym z nich jest Bradford R. Collins, autor książki poświęconej sztuce pop-art i profesor historii sztuki na Uniwersytecie Karoliny Północnej. - To nie jest plagiat. To przywłaszczenie. W przypadku plagiatu kradniesz czyjąś pracę i używasz jej w tym samym celu, w jakim zrobił to ktoś inny. Gdyby Lichtenstein zrobił z tego komiksy, to byłaby to kradzież. Ale przywłaszczenie oznacza, że bierzesz coś i ponownie wykorzystujesz to w zupełnie innym celu, biorąc coś z komiksu i robiąc z tego obraz - broni artysty. - Potrafię zrozumieć, że Eisman jest zły. Ja czułbym się tak samo. Ale artystycznie, to nie jest plagiat - dodał. 

Lichtenstein także nie uważał, by jego twórczość była plagiatem. - Oskarżano mnie, że moje prace wyglądają jak rzeczy, które kopiuję. Z pewnością wyglądają jak rzeczy, które kopiuję. Ale to jest ta jakość – często przekształca się dzieło sztuki, by było czymś innym - mówił za życia artysta.

Roy Lichtenstein, który zmarł w 1997 roku, jest powszechnie uważany za jednego z czołowych artystów XX wieku. Jego najdroższy obraz o tytule „Masterpiece” został sprzedany w styczniu 2017 roku za 165 milionów dolarów.

Urodzony w 1923 roku w Nowym Jorku Roy Lichtenstein, to jeden z dwóch największych – obok Andy’ego Warhola – przedstawicieli pop-artu. Początkowo artysta malował w stylu abstrakcyjnego ekspresjonizmu, który w latach 50. dominował w amerykańskiej sztuce.

Z czasem w jego twórczości nastąpił przełom. Na początku lat 60. Lichtenstein sięgnął po popularne postaci z filmów Disneya. Pierwszy jego popartowski obraz – słynny „Look Mickey” – powstał w 1961 roku. Niedługo póżniej artysta zaczął wystawiać swoje prace w nowojorskiej Castelli Gallery, która promowała twórców pop-artu. Później było już tylko lepiej – niektóre z jego prac warte są obecnie miliony dolarów.

Pozostało 88% artykułu
Sztuka
Włochy mają nowe muzeum sztuki współczesnej. Opóźnienie wyniosło 52 lata
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Sztuka
Pomnik z Wrocławia wśród najpiękniejszych na świecie. „Tworzyliśmy go kilka lat”
Sztuka
Powstaje kolos: to będzie największy kompleks muzealny w Europie
Sztuka
Sensacyjne odkrycie. Odnaleziono zaginione arcydzieło Caravaggia. „Oto człowiek”
Sztuka
„Mona Lisa” zmieni miejsce pobytu. Władze Luwru podjęły już decyzję