Szukaj

Karina Sobiś: „stworzyłam Netfliksa, tyle że z sukienkami”

Wypożyczamy samochody, żyjemy w wynajmowanych mieszkaniach, w których oglądamy filmy i seriale z serwisów streamingowych. Karina Sobiś, twórczyni E-garderobe, przekonuje, że tak samo trzeba zacząć traktować ubrania

Pomysł na taką usługę jak E-garderobe wydaje się niecodzienny, ale tylko z pozoru. Gdy się nad tym zastanowić, można dojść do wniosku, że taki model ma sens zwłaszcza w odniesieniu do świata ubrań. Kolekcji i marek modowych jest po prostu zbyt dużo, by dało się wszystko kupić. Lepiej wypożyczać.

To trend, który staje się coraz powszechniejszy. Przyzwyczajamy się do tego, że używanie jest dużo ważniejsze od posiadania. Czy naprawdę wszystko musimy mieć na własność? Niekoniecznie. O tym fenomenie – i o tym, w jaki sposób zmienia on rynek mody, rozmawiam z Kariną Sobiś z firmy E-garderobe.

Globalny rynek wynajmu odzieży online osiągnął wartość 1,26 miliarda dolarów w 2019 roku. Szacuje się, że do 2025 będzie to ponad 2 miliardy dolarów. To niesamowity wynik. Analizowałaś ten trend, gdy w 2018 roku, kiedy zakładałaś E-garderobe czy był to efekt przeczucia i intuicji?

Karina Sobiś: To było przeczucie, ale też sprawdziłam i zweryfikowałam to w sprawozdaniach finansowych. Wiedziałam, że trend ten jest silny i może być coraz bardziej znaczący. Złapałam się na tym, że kupuję rzeczy, by potem założyć je tylko raz. Spojrzałam na moją szafę pełną ubrań, na które wydałam sporo pieniędzy i pomyślałam, że taniej byłoby je wypożyczać. Poza tym – gdyby ten biznes nie był opłacalny, nie zainwestowaliby we mnie amerykańscy inwestorzy. 

Czytaj też: Oto serwis, który pozwala swoim klientkom w nieskończoność wymieniać torebki

Jako 22-latka przeprowadziłaś się do Nowego Jorku. „Jeśli uda ci się tutaj, uda ci się wszędzie”, śpiewał Frank Sinatra. Z tego co wiem to też twoje motto życiowe.

KS: Po studiach w Lizbonie i Barcelonie poczułam, że potrzebuje wyzwania. Miałam szczęście, że mój brat mieszkał w Stanach Zjednoczonych od kilkunastu lat, więc wystąpił o „zieloną kartę” dla mnie. Po pięciu latach ją dostałam.

Jako 22-latka zaczęłam pracę w USA, najpierw w Zarze, jako manager. Kierowałam zespołem złożonym ze 160 osób. To był skok na głęboką wodę.

Potem pracowałam w  japońskiej firmie Blue in Green i w marce Ted Baker. Bez tego doświadczenia nie byłabym w stanie założyć E-garderobe i doprowadzić firmy do poziomu, na jakim jest teraz. W Nowym Jorku nauczyłam się, jak powinna wyglądać sprzedaż online, praca kupców, ale też poznałam tajniki rekrutowania odpowiednich pracowników i tego, że trzeba rozwiązywać problemy, a nie je tworzyć. W USA pracodawca oczekuje rozwiązań. Nie szkodzi, jeśli popełnisz błąd, ważne, że się przy tym uczysz. Każde potknięcie jest lekcją. I to też staram się przekazać moim pracownikom.

Showroom E-garderobe
Showroom E-garderobe. Fot: materiały prasowe

W USA działa gigant branży wynajmu ubrań, Rent The Runway. Tę firmę wycenia się dzisiaj na miliard dolarów. Wypożyczałaś ubrania mieszkając w Nowym Jorku?

KS: Tak, chciałam przekonać się, jak to działa. Wydaje mi się, że gdyby Rent The Runway otworzył swój koncept w Europie, mógłby mieć problem. Tutaj standardy są wyższe i wysyłka ubrań w zwykłym czarnym worku by nie przeszła. Tam, mimo że dostajesz ubrania z górnej półki, nie masz poczucia obcowania z luksusem. W E-garderobe otrzymujesz produkt pięknie opakowany w eleganckie pudełko, a w środku jest też list. Chcemy, żeby klientka, choć nie kupuje rzeczy, miała poczucie ekskluzywności. Żeby moment odpakowania był podobny do doświadczenia, które wiąże się z zakupem. 

Jak wygląda cała procedura wypożyczenia ubrań? 

KS: To proste – wybieramy model, sprawdzamy wymiary, dobieramy rozmiar i zamawiamy. Zaznaczamy datę i długość trwania wynajmu (cztery lub siedem dni). Po 24 godzinach pojawia się kurier z przesyłką. Przy zwrocie pakujemy ubrania do paczki i zamawiamy kuriera. Wszystko jest ubezpieczone, więc nie trzeba się o nic martwić. 

Czytaj też: Tak jak Netflix: te buty biegowe są dostępne w abonamencie

Rozmawiałyśmy rok temu, wspominałaś wtedy, że pracujesz nad abonamentem na wypożyczenia.

KS: Z „Netfliksem na sukienki”, bo tak lubię nazywać to rozwiązanie, wystartowaliśmy w niefortunnym momencie, tuż przed lokcdownem wiosną tego roku. Nie podpisujemy żadnej umowy, nie ma żadnych zobowiązań. W dowolnym momencie można anulować subskrypcję, zamrozić ją na dowolny czas lub przejść na inny pakiet, niższy lub wyższy. Chcemy dostosowywać się do indywidualnych potrzeb każdej klientki. To działa. Mamy już ponad 150 stałych klientek. Ciągle szukamy nowych, ciekawych marek i wciąż kupujemy nowe ubrania. Obecnie można wybierać spośród pięciuset kreacji. 

Jak radziło sobie E–garderobe w czasach lockdownu?

KS: Wykorzystaliśmy ten czas na rozwój firmy na wprowadzenie poprawek i nowych rozwiązań, takich jak np. abonamenty czy możliwość wypożyczenia akcesoriów: torebek i biżuterii. Uczyliśmy się, robiliśmy livey na Instagramie z kobietami zajmującymi się różnymi dziedzinami psychologami , couchami, aktorkami, gwiazdami. Nie robiliśmy tego pod sprzedaż, ale po to, by kobiety, mogły się łączyć w tym trudnym czasie.

Zdawałam sobie sprawę, że podczas lockdownu nikt nie potrzebuje nowych sukienek, ale wysyłałyśmy klientkom darmowe przymiarki – żeby mogły zapoznać się z kreacjami i na chwilę oderwać od rzeczywistości.

Zdarzyło się, że jedna pani wypożyczyła sukienkę na obiad ze znajomymi online. Chciała dobrze wyglądać. Oczywiście, dałyśmy jej duży rabat. NIe ukrywam, że dzięki temu zyskaliśmy sporo nowych klientów. 

Karina Sobiś, e-garderobe
Karina Sobiś, założycielka E-garderobe. Fot: materiały prasowe

Czy wypożyczanie i dzielenie się ubraniami jest bardziej eko od zakupów w sklepach?

KS: Zamiast kupować rzeczy, by założyć je raz, a potem wyrzucić, bo sprzedaż na przepełnionym rynku vintage jest coraz trudniejsza, można je wypożyczyć. Te w E-garderobe służą dużej liczbie osób. Cyrkulacja w świecie mody jest dużo bardziej ekologiczna i ekonomiczna. Po każdym wypożyczeniu pierzemy kreacje w ekologicznej pralni, która korzysta tylko z naturalnych środków czystości. Dzięki czemu niektóre sukienki, choć wypożyczane były nawet 30 razy, nadal wyglądają jak nowe. Ubrania, które oferujemy, są wykonane z naturalnych tkanin, więc podczas prania do wody nie dostaje się mikroplastik. Przesyłki pakujemy w kartony opakowane w specjalne ekologiczne koperty, to przedłuża ich żywotność. 

Jak często kupujesz ubrania dla siebie?

KS: Kupuję jedynie rzeczy typu „basic”, ale dobrej jakości – takie jak koszule, dżinsy, buty. Nie pamiętam, kiedy kupiłam ostatnio sukienkę. Wypożyczam je.

Nad czym teraz pracujesz? Jakie masz plany związane z E-garderobe?

KS: Chce otworzyć firmę na inne rynki – na Skandynawię, Niemcy i Europę środkową. Dostajemy stamtąd dużo zapytań, bo tam nie ma takich firm jak E-garderobe. Chcemy pokazać tym klientom nowe oblicze mody, przekonać, że nie trzeba posiadać, by czuć się wyjątkowo w nowych rzeczach. Ostatnio przeczytałam, że wypożyczanie to „nowe kupowanie”, tyle że o wiele lepsze. W pełni się z tym zgadzam.

Zamknij
Zamknij