Współcześni mieszkańcy dużych miast są przebodźcowani do tego stopnia, że coraz częściej rezygnują z dotychczasowego sposobu spędzania urlopów na rzecz wczasów w obiektach, które nie oferują właściwie żadnych wygód czy dodatkowych usług. Wystarczy miejsce do spania i święty spokój. Tego właśnie oczekują zwolennicy antyoptymizacji.
Antyoptymizacja: nowy trend na przekór branży wellness
Jeszcze nie tak dawno pisaliśmy o odwrotnym trendzie. Za optymizację odpowiadają przede wszystkim przedstawiciele pokolenia Z i millenialsi. Zjawisko opisywała znana agencja brandingowa Karla Otto w swoim nowym raporcie, podsumowującym nowe, wiodące trendy w branży wellness.
Chodzi o antyoptymizację życia, w tym urlopu. Przebodźcowani wczasowicze są gotowi zapłacić hotelowi za brak: luksusowych udogodnień, harmonogramu zabiegów wellness od rana do wieczora i konsultacji z ekspertem uzbrojonym w nowe technologie. Co zamiast tego? Mnóstwo przestrzeni do nicnierobienia i uprawiania terapeutycznej nudy, a wszystko to w celu odzyskania równowagi i wsłuchania się w swoje wnętrze.
Czytaj więcej
Młodzi skupiają się na tym, co osiągalne tu i teraz – przekonują eksperci z firmy Kantar. Na czym polega zjawisko „treatonomii”, które zyskuje cora...
Branża hotelarska podchwyciła już trend, oferując pragnącym wyciszenia wczasowiczom wcale nietanie pobyty przy minimum bodźców i wygód. Przykładami takich miejsc niech będą klasztor w Nijkleaster we Fryzji w Holandii czy 1-gwiazdkowy (według hotelowego przewodnika Michelin) hotel Eremito w Umbrii we Włoszech. O tym drugim pisaliśmy zresztą niedawno na łamach „Sukcesu”.
Idealne wakacje? Skromne, z minimum wygód
Antyoptymizacja wpisuje się w szersze zjawisko o nazwie friction-maxxing (od ang. friction – przeszkoda), o którym w ostatnim czasie rozpisywało się wiele zachodnich mediów. Polega no na celowym wprowadzaniu w swoim życiu drobnych „przeszkód”, aby przyzwyczaić się do niedogodności, jakie nieuchronnie napotykamy na swojej drodze. W myśl tej zasady ludzie szukają drobnych niewygód również na urlopie.
Zdaniem obserwatorów mody na antyoptymizację cały trend wynika z tego, że coraz więcej osób – zwłaszcza młodych – cierpi na zaburzenia uwagi i czuje chroniczną frustrację. To z kolei pokłosie nadmiernego używania nowych technologii i mediów społecznościowych, co prowadzi do obniżenia zdolności intelektualnych, apatii, a nawet depresji.
Pokrewnym antyoptymizacji zjawiskiem jest wzrost popularności tak zwanych dumb phones, czyli telefonów komórkowych w starym stylu. Dla urodzonych ze smartfonem w ręku przedstawicieli generacji Z (choć nie tylko dla nich) takie urządzenia stanowią element cyfrowego detoksu. Dumb phones służą praktycznie tylko do dzwonienia i wysyłania SMS-ów, mają minimum funkcji, często nie mają też aplikacji społecznościowych, skrzynki mailowej czy nawet wyszukiwarki internetowej. I znów, to nie są tanie rzeczy – ceny tych urządzeń są równe standardowym współczesnym smartfonom.