Ułatwienie życia czy niewola? Rosną teorie spiskowe wokół „miast 15-minutowych”

W założeniu „15-minutowe miasta” mają poprawić jakość życia mieszkańców. Jednak coraz częściej słychać głosy, że to nie ułatwienie życia, ale element spisku prowadzącego do pełnej kontroli społeczeństw.

Publikacja: 01.03.2023 16:42

W Paryżu jest już ponad 1000 kilometrów ścieżek rowerowych.

W Paryżu jest już ponad 1000 kilometrów ścieżek rowerowych.

Foto: Eddie Junior

Koncepcja „15-minutowego miasta”, zakładająca, że podstawowe potrzeby mieszkańcy powinny być w stanie zaspokoić w odległości 15-minutowego spaceru bądź przejażdżki rowerem od domu, bez konieczności korzystania z samochodu, staje się coraz bardziej popularna przede wszystkim ze względu na wciąż rosnącą świadomość ekologiczną.

Celem pomysłodawców takiej wizji urbanistyki jest uczynienie miast bardziej przyjaznymi – z mniejszą liczbą pojazdów, z ulicami pełnymi zieleni i niższym poziomem zanieczyszczeń.

Dobrze zaprojektowane „miasto 15-minutowe” powinno pozwalać mieszkańcom na łatwy dostęp do sklepów, punktów usługowych, placówek medycznych czy edukacyjnych. Ta koncepcja dodatkowo zyskała popularność podczas pandemii – powszechna stała się bowiem praca zdalna. Nic więc dziwnego, że ludzie w wielu dużych miastach zaczęli doceniać możliwość załatwienia większości najważniejszych spraw w okolicy miejsca zamieszkania. 

Mimo że celem pomysłodawcy koncepcji „15-minutowego miasta”, prof. Carlosa Moreno z paryskiego Uniwersytetu Sorbona, było pogodzenie zrównoważonego rozwoju miast z działaniami mającymi na celu ułatwienie życia mieszkańcom poprzez ukształtowanie nowych sposobów spędzania czasu, pracy czy odpoczynku, niektórzy są zdania, że w rzeczywistości nie chodzi o wygodę. Coraz częściej słychać głosy, że „miasta 15-minutowe” są częścią międzynarodowego spisku, mającego na celu kontrolowanie społeczeństw.

Czytaj więcej

Amsterdam: w tym apartamentowcu, oprócz ludzi, zamieszkają też dzikie zwierzęta

„Miasto 15-minutowe”: Miejskie więzienie czy wygoda?

Choć koncepcja „15-minutowego miasta” w założeniu miała ułatwić życie, w mediach społecznościowych coraz częściej natknąć się można na opinie, że celem urbanistów i polityków jest budowa dystopii i zwiększanie kontroli nad społeczeństwami.

Zwolennicy teorii spiskowych przekonują, że politycy chcą uwięzić mieszkańców w zamkniętych dzielnicach, ograniczać możilwość poruszania się, a także karać grzywnami za niedostosowanie się do nowych zasad.

Celem ataków ze strony zwolenników teorii spiskowych był ostatnio między innymi Duncan Enright – brytyjski polityk zaangażowany w próbę ograniczania ruchu w Oxfordzie. Enright chciał, by w godzinach szczytu komunikacyjnego ograniczyć poruszanie się samochodami.

Zgodnie z założeniem, mieszkańcy Oxfordu musieliby między innymi ubiegać się o uzyskanie pozwolenia na przejazd najważniejszymi ulicami. Jakie oskarżenia padają pod adresem Enrighta?

Najczęściej słychać zarzut, że Duncan Enright „chce zamknąć ludzi w dzielnicach” i jest  „częścią groźnego międzynarodowego spisku mającego na celu kontrolę ruchu ludzi w imię działań na rzecz klimatu”. – Podczas wielu lat pracy w samorządzie lokalnym nie spotkałem się nigdy wcześniej z czymś takim - powiedział Enright w rozmowie z CNN.

Celem ataków stał się także Alex Nurse, wykładowca geografii i planowania na Uniwersytecie w Liverpoolu, który niedawno opublikował swój artykuł o „15-minutowych miastach” w magazynie „Conversation”. Podobnie było także w przypadku kanadyjskiego polityka Paula Lefebvre’a, który na początku miesiąca zorganizował spotkanie poświęcone koncepcji „15 minutowych miast”. 

Zarzuty? Za każdym razem podobne: ograniczanie możliwości przemieszczania, zamykanie ludzi w dzielnicach i przede wszystkim – dążenie do inwigilacji społeczeństwa.

To zaledwie kilka przykładów ataków na zwolenników teorii spiskowych na ideę „miasta 15-minutowego”. Kim są autorzy tych teorii i jaki jest ich cel?

Czytaj więcej

Mediolan zakazuje palenia. To sposób na walkę ze smogiem

Narodziny teorii związanych z „miastami 15-minutowymi”

Podczas demonstracji w Oxfordzie przeciwko planom ograniczania ruchu w części miasta, pojawiały się rozmaite argumenty, ale na transparentach często widać było zrównanie idei „miast 15-minutowych” z komunizmem i totalitaryzmem. 

Teoria spiskowa mówiąca, że władze dążą do ograniczania mobilności mieszkańców i coraz większej inwigilacji, rozwinęła się w pandemii. Wówczas lockdowny były sposobem na ograniczenie transmisji wirusa, ale dla wielu osób takie działania władz były niejasne i odbierano je jako próbę ograniczania wolności.

Pandemia się skończyła, ale ograniczenia nie znikają – uważają zwolennicy teorii spiskowych. Co więcej – nie tylko nie znikają, ale są wręcz zwiększane. Wszak w pandemii lockdowny były okresowe, a ograniczanie mobilności mieszkańców miałoby być permanentne – uważają zwolennicy spisków.

Przed „miastami 15-minutowymi” ostrzega między innymi Jordan Peterson, kanadyjski psycholog, bardzo popularny w kręgach alt-prawicy krytyk współczesnych społeczeństw i zmian, które w nich zachodzą. Peterson nazwał w jednym ze swoich filmów na Youtubie tę ideę „modą zawłaszczoną przez domorosłych zamordystów”.

Głosów takich jak ten Petersona, krytycznych wobec zmian urbanistycznych i jednocześnie mających ogromną publiczność w mediach społecznościowych, nie tylko nie brakuje, ale wręcz przybywa.

Emocje podgrzał też niedawny raport C40 Cities. Było o nim głośno także w Polsce, choć z innego powodu. Polacy skupili się na kwestii insektów jako „pokarmu przyszłości”, podczas gdy wspomniany Jordan Peterson atakował między innymi fragmenty raportu mówiące o tym, że w miastach, w których mieszkańcy będą potrzebować samochodów, nadal będą obowiązywać nierówności.

Jakie będą losy idei „miast 15-minutowych”? Od kilku lat wprowadza ją w życie merka Paryża, Anne Hidalgo. To było zresztą jedno z głównych założeń jej programu wyborczego z 2020 roku. Hidalgo osiągnięcia ma spore – w mieście, o którym mówiono, że program Hidalgo jest całkowicie nierealistyczny, bo nie da się po Paryżu jeździć rowerem, jest już ponad 1000 kilometrów ścieżek rowerowych, ocenia się też, że około 15 procent podróży odbywa się na rowerze. Anne Hidalgo cel ma ambitny – do 2026 roku cały Paryż ma być dostępny dla rowerów. 

Koncepcja „15-minutowego miasta”, zakładająca, że podstawowe potrzeby mieszkańcy powinny być w stanie zaspokoić w odległości 15-minutowego spaceru bądź przejażdżki rowerem od domu, bez konieczności korzystania z samochodu, staje się coraz bardziej popularna przede wszystkim ze względu na wciąż rosnącą świadomość ekologiczną.

Celem pomysłodawców takiej wizji urbanistyki jest uczynienie miast bardziej przyjaznymi – z mniejszą liczbą pojazdów, z ulicami pełnymi zieleni i niższym poziomem zanieczyszczeń.

Pozostało 92% artykułu
Społeczeństwo
Koniec ery przyjaźni w pracy? Dlaczego nie chcemy już bliskich relacji w biurze
Społeczeństwo
Kolejna branża odczuła „efekt Ozempicu”. Chce na tym zarobić miliony
Społeczeństwo
„Urlop dla nieszczęśliwych”. Pomysł milionera na toksyczną atmosferę w pracy
Społeczeństwo
„Hollyweird” to nowy fenomen: rośnie wiara w wielki spisek gwiazd szołbiznesu
Społeczeństwo
Czy warto być lojalnym pracownikiem? Szef to wykorzysta – ostrzegają badacze
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?