Od ponad 150 lat kalendarze adwentowe stanowią nieodłączny element przygotowań do świąt. Przyzwyczailiśmy się, że marzą o nich przede wszystkim dzieci. To jednak uległo zmianie. Dziś wyrafinowane, kosztowne pudełka pełne różnego rodzaju upominków oferują już nie tylko producenci słodyczy, ale także luksusowe domy mody, marki jubilerskie i kosmetyczne, a nawet linie lotnicze czy producenci samochodów. Z czego wynika eksplozja popularności kalendarzy adwentowych?
Luksusowe kalendarze adwentowe robią furorę
Dla wielu osób – przede wszystkim dla dzieci – okres oczekiwania na święta bez kalendarza adwentowego byłby niepełny. Pierwsze kalendarze adwentowe w formie, którą znamy dziś, zadebiutowały jeszcze w XIX wieku.
Czytaj więcej
Jednym z największych zwycięzców 2023 okazuje się marka Loewe. Anagram, charakterystyczne logo marki, zrobił wśród miłośników mody prawdziwą furorę...
Kalendarze adwentowe ze słodyczami i innymi drobnymi upominkami pojawiają się na półkach sklepów i drogerii już na początku listopada. Od paru lat już nie tylko dzieci są adresatami tych produktów.
Swoje wersje kalendarzy adwentowych dla dorosłych oferują marki z niemal każdej branży i z każdej półki cenowej. Za droższe kalendarze pełne luksusowych drobiazgów trzeba niekiedy zapłacić nawet kilka tysięcy złotych, choć górna granica cenowa praktycznie nie istnieje.
Kalendarz adwentowy Porsche.
Jednym ze słynniejszych przykładów był kalendarz adwentowy Chanel z 2021 roku, który wywołał niemałe kontrowersje. Cena mogła zaskoczyć wiele osób – pudełko, w którym kryła się miniaturowa wersja ikonicznych perfum „No. 5”, pomadka, lakier do paznokci, krem do rąk, biżuteria i szereg innych ekskluzywnych gadżetów, kosztowało ponad tysiąc euro. Pojawiło się wówczas wiele opinii, że produkt ten nie był wart takich pieniędzy.
W tym roku swoje wersje kalendarzy adwentowych wypuściły również inne marki luksusowe, między innymi Yves Saint Laurent, Lancôme czy Diptyque, a także magazyn „Vogue”. Ich ceny plasują się na podobnym poziomie – sięgają kilku tysięcy złotych. Swoje kalendarze mają też Sisley (ok. 3000 złotych), Villeroy&Boch (ok. 1500 złotych) czy producent biżuterii Swarovski (ponad 3000 złotych).
Kalendarz adwentowy marki kosmetycznej Sisley.
Swój kalendarz stworzył też nawet przewoźnik EasyJet. Za około trzy i pół tysiąca złotych dostajemy paczkę z voucherami, gadżetami podróżniczymi i innymi upominkami.
Jak to się stało, że prosta formuła fundowania sobie drobnych, choć niekoniecznie tanich przedświątecznych prezentów, stała się globalnym fenomenem?
Kalendarz adwentowy: w każdym kryje się dziecko
Za gigantyczną popularnością kalendarzy adwentowych stoi prosty i głęboko zakorzeniony w naszej psychice mechanizm. Możliwość odkrywania każdego dnia choćby drobnego upominku zaspokaja dwie bardzo pierwotne potrzeby: gratyfikacji i odkrywania czegoś nowego.
Choć tradycyjnie kalendarze adwentowe były skierowane do dzieci, to obydwie potrzeby są równie silne także w dorosłym wieku. Dysponując większymi zasobami pieniężnymi, możemy sobie pozwolić na znacznie droższe kalendarze, skrywające luksusowe kosmetyki, biżuterię, akcesoria, dekoracje do domu i inne gadżety.
Marki z wielu branż skrzętnie wykorzystują naszą przemożną i niezmienną potrzebę sprawiania sobie codziennych przyjemności z efektem zaskoczenia, kluczowym w całej tej zabawie. Ze smakołyków i drobnych zabawek przeszliśmy na znacznie droższe „drobiazgi”.
Formuła kalendarza pozostaje niezmienna, zmienia się tylko ich zawartość – w zależności od preferencji tego, kto będzie odkrywał kolejne upominki. Dla marek to świetny sposób na zaprezentowanie klientom szerokiej gamy swoich produktów lub zapoznanie ich z nowościami. Otwarte pozostaje pytanie, czy to, co znajdujemy w luksusowych kalendarzach adwentowych, rzeczywiście jest warte niemałych pieniędzy, jakie trzeba za nie zapłacić.