Szukaj

Czy Francja sprzeda „Mona Lisę” za 50 mld euro? Wyjaśniamy

Pomysł wydaje się szalony, ale fakt że się pojawił, mówi sporo o zmianach w rozumieniu tego, co we współczesnym świecie oznacza „własność” dzieła sztuki.

Stephane Distinguin, francuski przedsiębiorca, twórca firmy Fabernovel, w rozmowie z dziennikarzem magazynu „Usbek & Rica Magazine” zasugerował zaskakujące rozwiązanie kryzysu, w którym znalazła się Francja po pandemii.

Zdaniem Distinguina najlepszym rozwiązaniem byłaby sprzedaż „rodowej biżuterii”, a konkretnie perły w koronie, którą jest obraz „Mona Lisa” Leonarda da Vinci, przechowywany w Luwrze.

Informację natychmiast podchwyciły media we Francji, a za nimi – serwisy informacyjne na całym świecie. Wiadomość o pomyśle sprzedaży słynnego dzieła Leonarda da Vinci była co najmniej zaskakująca, ale jeszcze większy szok wywołała informacja o szacunkowej wartości „Mona Lisy”.  

Obraz jak kryptowaluta

Wyceny dokonał wspomniany Stephane Distinguin, jego zdaniem dzieło Leonarda da Vinci mogłoby kosztować co najmniej 50 miliardów euro.

Scenariusz nakreślony przez francuskiego przedsiębiorcę obejmuje również swego rodzaju „tokenizację” obrazu Leonarda, co pozwoliłoby na jego swobodne wypożyczanie go do innych krajów przy jednoczesnym zachowaniu kontroli nad obrazem przez muzeum w Luwrze.

Punktem wyjścia dla wyceny „Mona Lisy” dokonanej przez Distinguina była m.in. sprzedaż innego obrazu da Vinci, „Salvator Mundi”. W 2017 roku to dzieło zostało kupione na nowojorskiej aukcji Christie’s za 450 milionów dolarów, stając się w ten sposób najdroższym obrazem świata.

Francuski przedsiębiorca uwzględnił również potencjalne zyski ze sprzedaży  biletów na wystawy, a także wartość obrazu dla branży turystycznej. Jego pomysł skrytykowali jednak eksperci rynku sztuki, m.in. Tim Schneider z Artnet News.

Turyści nie lubią Mona Lisy

Pomysł Distinguina jest abstrakcyjny, a wycena bezcennego płótna – absurdalna. Jednak nawet jako hipoteza pokazuje m.in. zmiany w myśleniu o modelu posiadania sztuki na własność. Dziś prywatne kolekcje sztuki wąskiej grupy najbogatszych powoli zastępuje m.in. kupowanie udziałów w obrazach.

Co ciekawe, sprzedaż jednego z największych dzieł w historii miałaby też w jakimś stopniu uzasadnienie rynkowe. Jak przypomina brytyjski dziennik „The Independent”, w ubiegłym roku „Mona Lisa” trafiła na pierwsze miejsce niechlubnego rankingu. Zdaniem klientów linii lotniczych EasyJet, portret Giocondy jest najbardziej rozczarowującą atrakcją turystyczną świata.

Zamknij
Zamknij