W przypadku niektórych produktów zdążyliśmy się już przyzwyczaić do tego, że płacimy za nie więcej, ponieważ wiemy, że za wyższą ceną stoi wyjątkową jakość. Niektóre z nich pojawiają się jedynie w ekskluzywnych restauracjach. Na arenę stopniowo wchodzą „zwykłe” produkty, których ceny bywają bardzo wysokie.
Chronione oznaczenia geograficzne: czym są?
Nikogo nie dziwią wysokie ceny hiszpańskiej szynki serrano, włoskiego sera parmigiano reggiano, francuskiego szampana czy – wychodząc poza Europę – japońskiej wołowiny Kobe. Dotyczy to także wielu polskich produktów, które posiadają chronione oznaczenia geograficzne – na przykład oscypek, ser koryciński, wiśnia nadwiślańska czy suska sechlońska – by wymienić te najbardziej rozpoznawalne.
Jednocześnie przyzwyczailiśmy się, że takie produkty jak ananas czy pieprz (swoją drogą kilka wieków temu – towar bardzo luksusowy) były dotąd stosunkowo niedrogie. Tymczasem ceny niektórych egzotycznych owoców i warzyw znacznie odstają od ich tańszych odpowiedników.
Czytaj więcej
Wołowina z prefektury Miyazaki na japońskiej wyspie Kiusiu uchodzi za najlepszą na świecie. Dlatego nie powinno dziwić, że kosztuje ogromne sumy
Pozostając przy ananasie, jego „luksusowym” przykładem jest gatunek, który uprawia się w leżącym w Afryce zachodniej Beninie. W 2021 roku owoce z tego kraju otrzymały oznaczenie geograficzne, które wskazuje, że pochodzą konkretnie z tego, a nie innego regionu. Natychmiast pociągnęło to za sobą wzrost cen benińskich ananasów.
Innym przykładem jest pieprz Penja, którego uprawy znajdują się w Kamerunie. W 2013 roku również i on otrzymał swoje oznaczenie geograficzne. Dziś pieprzem Penja przyprawia się potrawy w gwiazdkowych restauracjach.
Oczywiście pierwszymi miejscami, gdzie można spróbować tych „luksusowych” wersji „zwyczajnych” produktów, są zazwyczaj ekskluzywne restauracje. Premiumizacja jedzenia zmierza jednak do tego, że z czasem trafiają one do dobrych sklepów spożywczych.
Już teraz dzieje się tak chociażby z niezwykle rzadką i horrendalnie drogą wołowiną kobe. Od kilku lat smakosze mogą skosztować jej nie tylko w najlepszych restauracjach, ale również kupić ją w ekskluzywnych sklepach mięsnych – również w Polsce.
Nowe zjawisko: „premiumizacja” jedzenia
Producenci żywności na całym świecie – zwłaszcza w państwach rozwijających się – walczą o uzyskanie dla swoich produktów oznaczenia geograficznego. Gra jest warta świeczki, bo zdobycie takiego oznaczenia pociąga za sobą wzrost ceny danego produktu nawet o kilkadziesiąt procent.
Oczywiście w zależności od produktu, wzrost ceny może być jeszcze większy. Przykładem jest wino, które – jeżeli otrzyma oznaczenie geograficzne (apelację) – automatycznie staje się nawet trzy razy droższe, niż gdyby nie posiadało takiego oznaczenia.
Wiele krajów europejskich, ale też na przykład Japonia czy Korea Południowa, mają rozwinięty i dobrze funkcjonujący system oznaczeń geograficznych dla swoich produktów. Dążą do tego również producenci w państwach rozwijających się, stawka jest bowiem bardzo wysoka.
Oczywiście im więcej regionów walczy o oznaczenie geograficzne, tym konkurencja na rynku jest większa, podobnie jak w przypadku wysoce konkurencyjnego rynku wina. Szansa na otrzymanie oznaczenia geograficznego wiąże się z tym, że rolnicy i hodowcy tym bardziej przykładają się do wytworzenia produktu najwyższej jakości. Stowarzyszają się też w lokalne organizacje, które wyznaczają i kontrolują standardy jakości.
Co to oznacza dla miłośników dobrego jedzenia? Przede wszystkim, mają oni coraz większy wybór produktów najwyższej jakości. Oznaczenia geograficzne stanowią też jasną informację i gwarancję, skąd dokładnie pochodzi dany produkt.