Nieudane próby ratowania zabytków i dzieł sztuki urosły w Hiszpanii do rangi plagi. Najnowszy przypadek to historia samozwańczego „konserwatora”, który podjął się remontu XIII-wiecznego kościoła w wiosce na północy Hiszpanii.

Konserwator-amator zniszczył zabytkowy kościół w Hiszpanii

Ofiarą domorosłego konserwatora padł malowniczo położony nad rzeką Douro, wzniesiony w 1250 roku przez joannitów kościół Santa María del Castillo w miejscowości Castronuño. Setki lat oddziaływania deszczu i wiatru na kamienną budowlę sprawiły, że bloki, z których zbudowany jest kościół, zaczęły się kruszyć.

Czytaj więcej

Zrabowane antyki wracają do Włoch. Przez lata były w słynnych muzeach w USA

Mieszkańcy Castronuño wielokrotnie apelowali, aby władze i lokalna archidiecezja coś z tym zrobiły, ponieważ 750-letniemu zabytkowi zaczęło grozić zawalenie. Nikt jednak nie podjął żadnych działań, w remont kościoła nie zaangażowano żadnego profesjonalnego konserwatora zabytków.

W końcu pewien anonimowy człowiek wziął sprawy w swoje ręce. Niestety, najwyraźniej nie miał bladego pojęcia o profesjonalnej konserwacji zabytków architektury. Do naprawy kamiennego sklepienia wykorzystał beton.

Nietrudno się domyślić, że taki zabieg mocno oszpecił oryginalny wygląd zabytkowego wnętrza kościoła. Kiedy sprawa wyszła na jaw, wywołała skandal w Hiszpanii. Po raz kolejny pokazała też, że władze tego kraju mają poważny problem z utrzymaniem swoich zabytków.

Hiszpania: nieudane renowacje zabytków to plaga

Jak to się stało, że dopuszczono do czegoś, co prędzej można nazwać aktem wandalizmu niż renowacją? Mar Villarroel, hiszpański pisarz i promotor turystyki, jest zdania, że winne są lokalne władze.

„Beton jest skandaliczny, to prawda. Prawdziwym skandalem jest jednak to, że ci, którzy odpowiadają za jego utrzymanie, dopuścili do tego, że jest on w takim stanie, w jakim jest” – powiedział Villarroel w rozmowie z BBC.

Słowo „plaga” w kontekście nieudanych restauracji zabytków wydaje się być jak najbardziej na miejscu. Takie przedsięwzięcia bez udziału profesjonalnych konserwatorów trwają w Hiszpanii od lat. Kruszejące fragmenty zabezpiecza się betonem, gdzie indziej montuje się szpecące urządzenia.

Nicholas Casey, hiszpański korespondent „New York Timesa” zauważa jeszcze jeden problem. W Hiszpanii znajduje się tak dużo zabytków, że podmioty odpowiedzialne za ich utrzymanie nie są w stanie zapewnić im profesjonalnej ochrony. Efekt? Renowacje cennych dzieł sztuki i architektury przekazuje się w ręce pełnych dobrych intencji, ale niestety niewykwalifikowanych „artystów”.

Jednym z nich była Cecilia Giménez, ponad osiemdziesięcioletnia mieszkanka hiszpańskiego miasta Borja. Podjęła się restauracji prawie stuletniego fresku „Ecce Homo” w tamtejszym Sanktuarium Łaski, przedstawiającego Jezusa Chrystusa w koronie cierniowej. Katastrofalny efekt renowacji obiegł cały świat. Był tak zły, że lokalne władze początkowo doszukiwały się w nim aktu wandalizmu.

Dodatkowym problemem jest fakt, że mnóstwo starych i cennych zabytków znajduje się w małych, prowincjonalnych miejscowościach, które stopniowo się wyludniają. W rezultacie zwyczajnie nie ma komu zatroszczyć się do utrzymanie tych budynków. Istnieje więc niestety spore ryzyko, że takie nieprofesjonalne „renowacje” będą się powtarzać.