Niektórzy twierdzą, że wina półwytrawne i półsłodkie są „gorszym rodzeństwem” win wytrawnych i słodkich. Mimo to wielu świetnych producentów z całego świata udowadnia, że to nieprawda. Co właściwie kryje się pod nazwami „wino półwytrawne” czy „wino półsłodkie”?

Wina półwytrawne i półsłodkie: w połowie drogi między wytrawnością a słodyczą

Czym są wina półwytrawne i półsłodkie? To określenie jest dość nieprecyzyjne, dlatego przysparza problemów nawet znawcom win. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

Mimo to słowa „półwytrawne” i „półsłodkie” mogą nam trochę powiedzieć o stylu wina. Aby to zobrazować, warto zacząć od określenia tego, gdzie zaczyna, a gdzie kończy wino wytrawne, a kiedy mamy do czynienia z winem słodkim.

Wino jest wytrawne, kiedy w trakcie fermentacji niemal cały cukier zawarty w moszczu zamienił się na alkohol. Tak zwanego cukru resztkowego, którego nie udało się przefermentować, może być w winie wytrawnym maksymalnie 10 gramów na litr i praktycznie jest on niewyczuwalny.

Czytaj więcej

Aszu, DOCG, vintage: co oznaczają zagadkowe słowa i skróty na etykietach win?

Z kolei w przypadku win słodkich dolną granicą jest 30 gramów. W najsłodszych winach na świecie poziom cukru wynosi nawet ponad 500 gramów w litrze.

Wszystkie wina, których zawartość cukru w litrze oscyluje między 10 a 30 gramami, trafiają do pojemnej sfery „pół”. Rozróżnienie między winami półsłodkimi a półwytrawnymi jest w zasadzie intuicyjne: wina półsłodkie zawierają nieco więcej cukru resztkowego, wina półwytrawne mają go nieco mniej.

Dlatego właśnie na etykietach umieszcza się określenia „półwytrawne” lub „półsłodkie” (lub „demi sec” i „demi doux” po francusku, albo „semi dry”, „semi sweet” po angielsku)– tak, aby zasugerować kupującemu poziom wytrawności (lub słodyczy). W zasadzie jednak wszystko zależy od naszej indywidualnej percepcji i nawet wytrawne wina mogą sprawiać wrażenie, że jest w nich odrobina cukru.

Przykładowo: pijąc wino wytrawne, można stwierdzić, że ma ono w sobie pewną słodycz. Może to wynikać na przykład z tego, że wino wyprodukowano z bardzo dojrzałych winogron albo że spędziło pewien czas w beczce, która przemyca do wina smak kojarzący się na przykład z karmelem czy słodkimi przyprawami.

Wina półwytrawne i półsłodkie nie muszą być gorsze od wytrawnych

Zdarza się jednak tak, że określenie „półwytrawne” umieszcza się na etykiecie po to, aby po prostu łatwiej sprzedać wino. I tak, na przykład wino z Włoch, Chile czy Hiszpanii opuszcza winiarnię jako wytrawne (bo wskazuje na to jego poziom cukru), ale przed wypuszczeniem go do sprzedaży w Polsce opatruje się je etykietą z napisem „półwytrawne”.

Od pewnego czasu jednak gusta Polaków stopniowo przechylają się na ową „wytrawną” stronę mocy. Wielu miłośników wina uważa nawet, że w złym tonie jest picie win ze sfery „semi”, bo świadczy to o czyimś niewyrobieniu i braku znawstwa.

To oczywisty snobizm i bardzo krzywdzący stereotyp nie tylko dla konsumentów, ale też producentów, którzy półwytrawne i półsłodkie wina uczynili swoimi flagowymi produktami. Działają oni w wielu znakomitych regionach winiarskich, na przykład w Alzacji, gdzie powstają genialne i wcale nie tanie wina typu „off dry” z takich szczepów jak riesling, gewurztraminer czy pinot blanc.

Innym przykładem jest włoski region Emilia-Romania, gdzie powstaje musujące wino lambrusco. Może ono być wytrawne, słodkie lub wpadać do sfery „semi”. Włosi uwielbiają lambrusco do tego stopnia, że wypijają większość produkcji.