Reklama

Przejęli słynną markę zegarkową. „Pieniądze są ważne, ale kluczowa jest pasja”

Jako nastolatek, miałem dwa marzenia: chciałem zostać albo architektem, albo zegarmistrzem. Odbyłem staże, by się przekonać, który z tych zawodów bardziej mi się podoba. Ostatecznie zrozumiałem, że moim marzeniem było zegarmistrzostwo – mówi Claude Greisler, współwłaściciel marki zegarkowej Armin Strom, jednego z czołowych szwajcarskich producentów pod względem innowacyjności.

Publikacja: 06.02.2026 17:29

„Moja przygoda z zegarmistrzostwem rozpoczęła się dzięki dziadkom. Podczas II wojny światowej babcia

„Moja przygoda z zegarmistrzostwem rozpoczęła się dzięki dziadkom. Podczas II wojny światowej babcia montowała stopery marki Heuer dla armii amerykańskiej” – mówi Claude Greisler, współwłaściciel szwajcarskiej firmy zegarkowej Armin Strom.

Foto: Materiały prasowe

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Dlaczego unikatowość marki Armin Strom przyciąga miłośników zegarmistrzostwa?
  • Jakie wyzwania i sukcesy towarzyszyły przejęciu marki Armin Strom przez nowych właścicieli?
  • Co Claude Greisler uważa za kluczowe dla sukcesu w branży zegarmistrzowskiej?
  • Jakie czynniki wpłynęły na wybór kariery zawodowej przez Claude'a Greislera?
  • Jakie znaczenie ma niezależność dla producentów zegarków takich jak Armin Strom?
  • Jakie innowacyjne rozwiązania wprowadziła marka Armin Strom i jakie mają one znaczenie dla branży?

Na tle innych szwajcarskich marek Armin Strom to stosunkowo nowy gracz. Nie ma historii sięgającej XVIII wieku, nie należy też do grona największych producentów. Ma za to coś innego – unikatowość. Niemal każdy miłośnik zegarmistrzostwa w mig rozpozna produkty Armina Stroma, są bardzo charakterystyczne. 

Marka, która powstała 1967 roku w miejscowości Burgdorf w kantonie Berno, to dzieło Armina Stroma, szwajcarskiego zegarmistrza, który zapragnął produkować zegarki inne niż wszystkie. Claude Greisler i Serge Michel, kontynuują dzieło założyciela. Skupiają się na innowacjach, ale pozostają też wierni pierwotnemu założeniu, które brzmiało: mechanizm zegarka to zbyt piękne urządzenie, by ukrywać go pod tarczą zegarka. „Zegarki kupujemy nie tylko dlatego, że są piękne, także dlatego, że są innowacyjne. Sama wysoka jakość wykończenia nie wystarczy” – przekonuje Claude Greisler w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Ile pieniędzy potrzeba, by założyć innowacyjną markę zegarkową, która odniesie sukces?

Claude Greisler: Pieniądze są oczywiście niezbędne, ale wbrew pozorom wcale nie potrzeba wielkich kwot. Kluczowe są za to energia i pasja, a także dobre pomysły. Pieniądze nigdy nie zrekompensują innowacyjności i gotowości do ciężkiej pracy, ponieważ najtrudniejszym zadaniem jest zbudowanie firmy od podstaw. Ja i Serge (Serge Michel, drugi ze współwłaścicieli – przyp. red.) przeszliśmy tę drogę, więc wiem, o czym mówię. To była nasza idea, wizja i marzenie. Jeśli działasz powoli i metodycznie, stopniowo rozwijasz zespół, nie potrzebujesz ogromnych pieniędzy. Naturalnie, są marki, które wolą skrócić okres rozwoju, dlatego ostro inwestują. Oczywiście na początku musieliśmy kupić urządzenia do rozpoczęcia produkcji. Mieliśmy jednak szczęście, bo kupowaliśmy je w 2009 roku, tuż po kryzysie finansowym, gdy sprzęt tego typu był bardzo tani. Mieliśmy więc trochę szczęścia, ono zawsze się przydaje. Podkreślam jednak, że kluczowe są dobre pomysły oraz jasna wizja. Pieniądze pomagają, ale nie decydują o sukcesie w zegarmistrzostwie.

Upraszczając: W Szwajcarii młodzi ludzie mają do wyboru dwie drogi: bankowość albo zegarmistrzostwo. Wybrałeś tę drugą opcję. 

CG: Jako nastolatek, miałem dwa marzenia: chciałem zostać albo architektem, albo zegarmistrzem. Odbyłem staże, by się przekonać, który z tych zawodów bardziej mi się podoba. Ostatecznie zrozumiałem jednak, że moim marzeniem było zegarmistrzostwo. Gdy zostałem przyjęty do szkoły zegarmistrzowskiej, wiedziałem, że to pierwszy krok do realizacji celu. Byłem bardzo dobrym studentem, chciałem udowodnić rodzicom, że obrałem właściwą drogę, w końcu to oni płacili za moją edukację.

Reklama
Reklama

Skąd wzięło się to marzenie o byciu zegarmistrzem?

CG: Moja przygoda z zegarmistrzostwem rozpoczęła się dzięki dziadkom. Podczas II wojny światowej babcia montowała stopery marki Heuer dla armii amerykańskiej. Po wojnie dziadek też zaczął pracę w branży zegarkowej, z kolei mój pradziadek założył firmę dostarczającą komponenty dla przemysłu zegarkowego. Radził sobie bardzo dobrze, ale biznes podupadł w latach 70., w czasach kryzysu wywołanego przez wzrost popularności zegarków kwarcowych. 

Czytaj więcej

Koniec spekulacji na rynku zegarków. Eksperci: Nadchodzi era elegancji

To babcia nauczyła mnie, jak składać i rozkładać mechanizmy zegarkowe. Świat zegarków błyskawicznie mnie wciągnął. Do tego stopnia, że już jako dziecko postanowiłem, że zostanę zegarmistrzem. Musiałem przekonywać rodziców, że to dobra decyzja. Byli z pokolenia, które obserwowało zapaść w branży zegarkowej w Szwajcarii, dlatego powtarzali: „Idea zegarka mechanicznego jest martwa”. Tłumaczyłem im, że jest inaczej. Wciąż działały przecież takie marki jak Rolex, Audemars Piguet czy Jaeger-LeCoultre.

Jak młody człowiek zakochany w zegarmistrzostwie został współwłaścicielem znanej marki zegarkowej?  

CG: Armin Strom to historia przyjaźni. Ja i Serge pochodzimy z miasta Burgdorf w niemieckojęzycznej części Szwajcarii. Chodziliśmy do tego samego przedszkola, potem do tej samej szkoły, mieliśmy wspólnych przyjaciół. Z Burgdorfu pochodzi też Armin Strom. Mój ojciec prowadził zakład optyczny na miejskiej starówce, obok był warsztat pana Stroma. Widywałem go za każdym razem, gdy szedłem do zakładu ojca. Strom był postawnym mężczyzną, wzbudzał respekt w miasteczku. Trudno się dziwić, mało kto jeździł wówczas czerwonym Jaguarem E-Type. Krążyły też plotki, że osobiście dostarcza zegarki swoim klientom na całym świecie. Był znaną osobą w Burgdorfie, a do tego znajomym mojego ojca. Ojciec Serge'a też znał go dobrze, kupował u niego zegarki. 

Armin Strom Gravity Equal Force Ultimate Sapphire Salmon.

Armin Strom Gravity Equal Force Ultimate Sapphire Salmon.

Foto: Materiały prasowe

Armin Strom miał jasną wizję zegarmistrzostwa i to był główny powód, dla którego ja i Serge uznaliśmy, że chcemy przejąć i rozwijać jego markę. Strom uważał, że tarcza nie powinna zakrywać mechanizmu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że budowanie marki zegarkowej to długoterminowe zobowiązanie. W 2009 roku świat niezależnych marek wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj; bycie niezależnym producentem było dużym wyzwaniem. Tymczasem Arminowi Stromowi udało się zbudować rozpoznawalność. Był znany z ręcznej modyfikacji zegarków, współpracował też z Omegą. Czuliśmy, że przejęcie istniejącej marki z filozofią  pasującą do naszego pomysłu to właściwa decyzja. Czuliśmy też dumę, że możemy sięgnąć do naszego lokalnego dziedzictwa. Być z tego samego miasta co Armin Strom, to miało dla nas znaczenie. 

Reklama
Reklama
Armin Strom Tribute 1 Green.

Armin Strom Tribute 1 Green.

Foto: Materiały prasowe

Armin Strom słynął z indywidualnego stylu. Chcieliśmy zachować tę tożsamość, ale zarazem zaproponować własne podejście. Zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli przejmiemy tę markę, musimy stworzyć nowy rozdział historii, której pisanie rozpoczął pan Strom. Dlatego zdecydowaliśmy, że będziemy produkować własne mechanizmy zegarkowe.

Jesteście niezależnym producentem. Jakie są zalety – i wady – tej niezależności?

CG: To daje wolność, ale oznacza też większe ryzyko. Mimo to, było dla nas jasne, że chcemy stać się w pełni zintegrowaną manufakturą, bo to pozwala na innowacyjność. Potrzebowaliśmy zyskać pole do popisu, by tworzyć rozwiązania, które zmienią zegarmistrzostwo. Takie podejście  wymaga precyzyjnych, a co za tym idzie, kosztownych urządzeń, ale właśnie dzięki temu zyskaliśmy wolność jako producent. Własna firma daje możliwość ulepszania swoich produktów. Nie ma znaczenia, ile razy trzeba będzie wykonać dany element. Dla nas liczy się finalny efekt.

Innowacje to ciekawy temat w branży zegarkowej, bo tak wiele marek wciąż nawiązuje przede wszystkim do swojej historii. Może klienci wolą tradycje?

CG: Jestem inżynierem, irytuje mnie produkowanie zegarków w oparciu o rozwiązania, które zostały już wprowadzone przez kogoś innego. Nie warto robić czegoś dlatego, że tak postępowano w przeszłości. Naszą powinnością jest nieustanne rozwijanie zegarmistrzostwa. Wiele marek zegarkowych odwołuje się do przeszłości i buduje mechanizmy, nawiązując do tego, co produkowano sto czy dwieście lat temu. Tymczasem wielcy innowatorzy tacy jak Abraham Louis Breguet patrzyli w przyszłość, a nie w przeszłość. Chcieli wyznaczać granice tego, co możliwe w świecie zegarków. To powód, dla którego zbudowaliśmy naszą manufakturę: wierzymy, że dzięki nowym technologiom też możemy wyznaczać te granice. Resonance, nasza sztandarowa kolekcja, to dowód, że jesteśmy w stanie to robić. Nawet Tribute One z kopertą 38 mm, nasz najprostszy zegarek, z ręcznym naciągiem i trzema wskazówkami, oferuje 100 godzin rezerwy chodu. Dzięki temu, że sami zbudowaliśmy mechanizm, mogliśmy podwoić rezerwę chodu standardowo oferowaną w zegarkach z kopertą w tym rozmiarze. 

Armin Strom Mirrored Force Resonance Zeitgeist 1665.

Armin Strom Mirrored Force Resonance Zeitgeist 1665.

Foto: Materiały prasowe

Resonance to rozwiązanie, z którego jesteśmy najbardziej dumni. Zjawisko rezonansu zostało po raz pierwszy wykorzystane przez Christiana Huygensa, wynalazcę wahadła ze sprężyną włosową. Później badał je Abraham Louis Breguet. W każdej książce poświęconej zegarmistrzostwu można znaleźć fragment poświęcony rezonansowi. To być może jedno z ostatnich rozwiązań, która nigdy nie zostało właściwie wykorzystane w tej branży. Rezonans stosowano w zegarach ściennych, ale przed nami nikt nie sięgnął po to rozwiązania w zegarkach z dwoma kołami balansowymi. To był przełom dla marki Armin Strom. Poza nami to rozwiązanie opanowała  tylko garstka producentów zegarków.

Reklama
Reklama

Innowacje napędzają branżę zegarmistrzowską. Każdy z producentów chce dzisiaj być lepszy od konkurencji i to popycha wszystkich do ulepszania swoich rozwiązań i  testowania nowych materiałów. Innowacje ekscytują klientów i powodują, że decydują się na zakup zegarka. Dlaczego ktoś miałby chcieć kolejny trzywskazówkowy, ręcznie nakręcany zegarek z 48-godzinną rezerwą chodu, skoro w swojej kolekcji ma już trzy podobne? Sama wysoka jakość wykończenia nie wystarczy. Zegarki kupujemy nie tylko dlatego, że są piękne, także dlatego, że są innowacyjne.

Sukces Story
Kasia Smutniak: Rodzice wpoili mi, że mogę być, kim zechcę
Sukces Story
Największa na świecie kolekcja haute couture pod młotek. Powstawała przez 45 lat
Sukces Story
Wprowadza do Polski słynny przewodnik kulinarny. „Wychodzimy poza duże miasta”
Sukces Story
Stworzyli polski startup w branży meblarskiej. „Zadziałał efekt kuli śnieżnej”
Sukces Story
Młode pokolenie szaleje za jego projektami. 32-letni projektant podbija świat
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama