Szukaj

Dominika Nowak, projektantka butów: „Musi być ładnie”

Projektowała dla Jimmy’ego Choo, Hugo Bossa, Helmuta Langa czy Trussardi. Dziś Dominika Nowak z sukcesem prowadzi własną markę, Vanda Novak.

Właśnie wróciła z Włoch, z którymi od lat związana jest zawodowo i prywatnie. To tam nauczyła się fachu, tam powstają komponenty do modeli jej projektu, i stamtąd pochodzi jej życiowy partner.

– Byłyśmy z córką w Mediolanie podczas Fashion Weeku i targów mody. Na własne oczy widziałyśmy narastający popłoch – mówi Dominika.

Gdy Giorgio Armani zdecydował, by jego pokaz odbył się bez udziału publiczności, a Mediolan z godziny na godzinę po prostu wymarł, zdecydowałyśmy się natychmiast wyjechać.

– Kupiłam bilety i następnego dnia wróciłam do Polski, do „normalnego” świata; tylko po to, by po dwóch tygodniach przeżyć tu wszystko po raz drugi – opowiada Dominika.

Jak przyznaje, pandemia to sprawdzian także dla świata mody: zweryfikuje wiele firm, słuszność konceptów, nawyki konsumpcyjne.

– W takich chwilach nowe szpilki przestają być artykułem pierwszej potrzeby. Pomimo tego utrzymujemy cały serwis, kontaktujemy się z klientkami, rozmawiamy o tym, czego im potrzeba. Produkcja jednak została częściowo wstrzymana – mówi Dominika Nowak.

Z ziemi włoskiej

To zrozumiałe, zważywszy, że część komponentów – choć buty szyte są w Polsce, powstaje we Włoszech. Dlaczego akurat tam? Bo to obuwnicze centrum wszechświata. – Oni mają wiedzę, tradycję, talent, całe know how.

– Owszem, niezły poziom jest też w Portugalii i Hiszpanii, jednak wszystkie duże domy mody, w tym takie jak Dior czy Louis Vuitton zamawiają, projektują czy produkują właśnie we Włoszech; nawet jeśli część buta powstaje na przykład w Chinach, finalnie i tak trafią do Włochów – tłumaczy Dominika.

– To Włosi odpowiadają za uformowanie kopyta czy modelowanie obcasa; zresztą obcasy mojej marki produkuje ta sama fabryka, u której zamawia Chanel – dodaje.

Tam każdy z zakładów, warsztatów czy manufaktur potrafi wręcz specjalizować się w jednym elemencie buta. Stąd znajdziemy tam i kopyciarnię, i obcasiarnię, i – na przykład – podeszwiarnię.

Nie można być dobrym projektantem butów i nie pracować we Włoszech – uważa Dominika.

Włochy nie były jednak jej pierwszym wyborem. Po ukończeniu historii sztuki na krakowskim UJ, Dominika wyjechała do Paryża, by uczyć się mody w prestiżowym Studiu Bercot.

W 2007 roku otworzyła markę Nunc. Modele ze skóry z charakterystycznym włosem szybko zwróciły uwagę mediów, w tym kilku edycji magazynu „Vogue”.

Wkrótce ruszyły zamówienia, często z najdalszych zakątków globu. – Sprzedawałam w około 50 butikach w Japonii, Nowej Zelandii, na Tajwanie czy Bahamach – wspomina Nowak.

Między Mediolanem a Krakowem

Dominika przyznaje, że chciała rozwinąć się jako projektant, a bez wyjazdu do Włoch było to niemożliwe. – Zależało mi, by pracować dla różnych domów mody, by nauczyć się tworzenia w skrajnie różnych stylach, ale i interpretować estetykę danego domu mody – przyznaje. 

– Dzięki temu zrozumiałam, że zupełnie inaczej, zarówno stylistycznie jak i technologicznie, projektuje się dla Trussardiego, Jimmy’ego Choo czy Henry’ego Beguelina i jego modeli dzierganych ręcznie – opowiada.

Dominika Nowak. Fot: archiwum prywatne

Nie będąc w stanie tworzyć dla własnej marki i jednocześnie pracować dla dużych marek, zamknęła swoją firmę. Latała między Francją, Mediolanem i Krakowem.

– Gdy masz fabryki rozrzucone po Włoszech i Polsce, i musisz cyklicznie objeżdżać łącznie jakieś osiem, dziesięć zakładów plus biura, nie da się zamieszkać gdzieś na stałe – wyjaśnia Dominika.

Na początku jest rysunek

Roboty było mnóstwo. W ciągu sześciu miesięcy Dominika tworzyła cztery do pięciu kolekcji, czasem dla trzech marek jednocześnie. Dla niszowego Beguelina projektowała od 30 do 50 modeli, ale dla innych po sto, co łącznie dawało ponad 300 modeli w sezonie.

Na kartkach A4 rysowała po dwanaście godzin dziennie: but na obcasie, potem mokasyn, balerina i czółenko, a następnie jeden z kokardą, drugie z guzikiem, trzeci z paseczkiem wokół kostki, i tak w kółko.

Najtrudniejsze było to w przypadku dużych kolekcji, gdzie każda oddzielna para musi być interesująca, jednocześnie jednak cała kolekcja ma być spójna, by właściciel sklepu ze stu modeli wybrał sobie dziesięć – różnych, ale tworzących stylistyczną grupę.

Rysunki to jednak tylko początek. W kolejnych etapach Dominika opracowywała kopyta, obcasy, pierwszy i drugi prototyp, aż wreszcie finalny wzór.

Buty marki Vanda Novak. Fot: materiały prasowe

– By znów zaczynać rysowanie kolejnych modeli od początku? – dopytuję.
– A skąd!  – odpowiada.

Objeżdżałam wszystkie fabryki i pilnowałam wszystkiego do skutku, tj. do momentu, gdy wyjdzie dokładnie taki element buta, na jakim mi zależało.

– Gdy np. frez w podeszwie czyli jej grubość widziana z profilu była nieodpowiednia, jechałam osobiście do firmy i kazałam zmieniać. Musi być ładnie – tłumaczy Dominika.

Do światowych domów mody doszła jeszcze marka Baldowski, której Nowak w 2015 r. na cztery lata została szefową artystyczną, oraz współprace z polskimi kreatorami, na przykład z Gosią Baczyńską i MISBHV.

W końcu projektantka uznała, że potrafi już wystarczająco dużo, by wykorzystać doświadczenie i wrócić do pomysłu własnej marki.

Kuferek babci

Tak powstała marka Vanda Novak, nazwana tak na cześć babci Dominiki, przedwojennej krakowskiej elegantki.

– Wychowując się w komunistycznej rzeczywistości, kuferek babci Wandzi z jej naparstkami, koronkami, srebrnymi, rzeźbionymi guzikami i haftowanymi drobiazgami był największym skarbem. Dni spędzałam więc w innej rzeczywistości i dzięki temu miałam poczucie, że istnieje też inny, piękniejszy świat – wspomina projektantka.

Stąd modele marki są inspirowane dawnymi, rękodzielniczymi technikami; powstają z wyjątkową dbałością. – Na 80 rysunków modeli do produkcji wybieramy co ósmy – mówi projektantka.

Dziś sprzedaje online, w butikach i domach towarowych multibrandowych m.in. w Paryżu, Brukseli czy Glasgow oraz we własnym przy ul. Mokotowskiej w Warszawie.

Wystartowała z linią ślubną, jak twierdzi najtrudniejszą, bo ślubne buty muszą być wyjątkowe, na ten jedyny dzień. Stąd w jej kolekcji znajdziemy modele haftowane, wyszywane kamieniami, bogato zdobione.

Najnowsze dzieło zaś to sneakersy, by nie proponować jedynie butów na wieczory czy szczególne okazje, ale i na weekendy – kiedy chcemy odpocząć od szpilek.

-Podczas obecnej pandemii odkryłam, że potrzebuję znacznie mniej rzeczy w szafie niż mi się wydawało. U wielu osób zapewne przewartościuje się myślenie o dobrach, które nie są pierwszej potrzeby.

Mam nadzieję, że wrócimy tym poniekąd do przeszłości, do rzemiosła, że postawimy na jakość. Że trochę zatrzymamy machinę szybkiej mody.

– Kiedyś przecież miało się kilka par butów przez całe życie. Dlatego zależy mi, by te, które projektuję, spełniały ten warunek: miały świetną jakość, uniwersalne wzornictwo i nigdy się nie znudziły – mówi projektantka.

A jak rozpoznać dobre buty? – Po podeszwie. Te ze skórzanymi pięknie profilowanymi spodami dają pewność, że but jest wysokiej jakości. Kupuję dużo ubrań vintage, oddaję je do pralni, dezynfekuję i noszę.

Za to buty zawsze kupuję nowe; warto w nie zainwestować i to odpowiednie słowo, bo one – niestety – muszą swoje kosztować – przyznaje Dominika.

Zamknij
Zamknij