Szukaj

Pułapka średniego rozwoju nie istnieje

Economic prosperity financial concept as a group of green trees shaped as growing finance pie chart as a metaphor for gradual gains in company stock or competitive wealth success.

Do podejmowana racjonalnych decyzji ekonomicznych wcale nie jest potrzebna specjalistyczna wiedza, co oczywiście nie oznacza, że racjonalne zachowania to zawsze te najbardziej pożądane. A dobra analiza ekonomiczna wcale nie musi być najtrafniejsza – ważniejsza jest spójna narracja i przekaz, w który łatwo uwierzyć – przekonuje Ignacy Morawski, jeden z najbardziej znanych ekonomistów rynkowych.

Jak oceniasz ogólny poziom wiedzy ekonomicznej w społeczeństwie? Czy ludzie rozumieją procesy zachodzące w gospodarce, czy wręcz przeciwnie – sądzą, że ich to nie dotyczy?

Mam pogląd inny niż większość, bo uważam, że ludzie wiedzą dużo więcej, niż się powszechnie wydaje. Jako przykład – zobaczmy, jak mocno wzrosła sprzedaż obligacji skarbowych detalicznych, czyli takich, które ministerstwo finansów sprzedaje inwestorom indywidualnym. Ludzie widzą, że rosną ceny, a obligacje skarbowe detaliczne są lepiej oprocentowane niż lokaty bankowe. Kiedy trzeba podjąć decyzję w sprawach, które ludzi dotyczą bezpośrednio, to ludzie, co do zasady, są racjonalni. Mówienie, że jest inaczej, to próba zracjonalizowania przez niektórych ekspertów faktu, że tłum zachowuje się często nieprzewidywalnie. Wydaje mi się, że ludzkie zachowania zawsze da się wyjaśnić jakąś racjonalnością. Oczywiście, takie racjonalne zachowania mogą czasami doprowadzić do kryzysów. Ale, to już zupełnie inna sprawa…

Czy łatwo popularyzować wiedzę o gospodarce?

To dość trudne, z kilku powodów. Po pierwsze, jest pokusa nadużywania skomplikowanego języka. To trochę taka obrona własnej pozycji zawodowej i tworzenie wokół siebie atmosfery tajemniczości, za którą kryje się bardzo skomplikowany mózg, który „wie więcej, niż inni”. To błąd – każdy człowiek funkcjonujący w przestrzeni publicznej powinien umieć mówić prostym językiem. Jeżeli tego nie potrafi, to znaczy, że może sam nie rozumie tego, o czym opowiada. Po drugie:

ekonomia, jak każda nauka społeczna, opisuje zjawiska, w których występują konflikty wartości, które są – obiektywnie czy naukowo – nierozwiązywalne. Na przykład: czy podatki maja być wysokie, czy niskie? Wbrew pozorom ekonomia nie udzieli odpowiedzi na to pytanie. Zawsze jest to wybór polityczny.

I niezależnie od dokonanego wyboru nikt nigdy nie będzie do końca zadowolony…

Gospodarka jest pełna takich konfliktów, których żadna analiza ekspercka nie rozwiąże. Bo konfliktów nie da się rozwiązać ekspercko. I to jest problem, bo ciężko jest oddzielić rzetelną analizę od demagogii.

Znalazłeś się w gronie najchętniej słuchanych ekonomistów, więc chyba znalazłeś skuteczny sposób?

Potrzebujemy prostych komunikatów. Nawet szefowie firm, którzy mają umiejętność głębokiego, złożonego myślenia, bo tego wymaga zarządzanie dużymi organizacjami, w których codziennie trzeba podjąć tysiące decyzji, potrzebują prostych komunikatów. Mam taką zasadę: jak coś piszę, to wyobrażam sobie, że będę musiał przeczytać ten tekst przed 300-osobowym audytorium, które w ciągu 10 sekund podejmie decyzję – dalej słuchać, czy wyjść.

fot. Adobe Stock

A odwoływanie się do danych, infografiki, wykresów – czy to nie pomaga w tłumaczeniu skomplikowanych procesów?

Myślę, że trochę przecenia się rolę danych. Trzeba pamiętać o tym, że świat ekonomiczny, gospodarczy, jest światem niejednoznacznym. To świat społeczny, nie fizyczny i dane nie odgrywają w nim aż tak dużej roli, szczególnie w porównaniu z nadziejami, jakie się z nimi wiąże. Ludzie wolą czytać tekst, niż patrzeć na wykresy. Jesteśmy przyzwyczajeni do komunikatów tekstowych, tego się uczymy od dziecka. Może kiedyś to się zmieni, ale jeszcze nieprędko.

Jeżeli tekst, to jaki?

Chodzi o pewien sposób patrzenia na problem, o ciekawe sformułowanie tego problemu, zainteresowanie nim i przekonanie do swojego sposobu myślenia. Na przykład 10 lat temu bardzo popularne stało się pojęcie pułapka średniego dochodu. Fajnie brzmi, nie? Ekonomiści pokazywali, że relatywnie łatwo przejść ścieżkę z bycia krajem biednym do bycia krajem umiarkowanie zamożnym, a bardzo trudno jest wykonać ten krok dalej, bo trzeba oprzeć wzrost gospodarczy na zupełnie innych mechanizmach.

Ta pułapka średniego dochodu zrobiła ogromna karierę, u nas też. A potem okazało się, że nie ma czegoś takiego i koniec końców wyzwania rozwojowe są takie same dla wszystkich. Po prostu, im jest kraj zamożniejszy, tym bardziej bezpieczny. Ale schemat okazał się świetny – w trzech słowach wyrażono dylematy rozwojowe świata!

fot. Adobe Stock

Wiele takich uproszczonych schematów zrobiło zawrotną karierę…

Mnóstwo! Na przykład zmarły niedawno ekonomista amerykański Clayton M. Christensen wymyślił pojęcie disruptive innovation. Chodziło o to, że firma może bardzo dobrze wykonywać swoje zadania, a mimo to zniknąć z rynku, bo nie potrafi w porę dostrzec zmian zachodzących w modelach biznesowych. I w wielu firmach wciąż myśli się przez pryzmat tych disruptive innovations, chociaż jak się wgłębić, to nie ma dobrych statystycznych dowodów na to, że tak faktycznie jest.

Ale można podać wiele spektakularnych przykładów firm, które przegapiły swoją wielką szansę…

Ale można podać równie liczne przykłady firm, które tych disruptive innovations nie wprowadzają, a mimo to nieźle sobie radzą. Od menadżerów należy oczekiwać tego, żeby dbali o firmę funkcjonującą w otoczeniu, w którym funkcjonuje. A wracając do skutecznego przekazu – często wcale nie liczy się to, czy ekonomista lub ekspert ma rację, bo trafność prognoz w dużej mierze zależy od szczęścia. W analizach ekonomicznych bardziej chodzi o logikę wywodu, która jest przekonująca. Dlatego w gospodarce bardzo duże znaczenie maja tak zwane narracje, czyli różne schematy myślowe, w które ludzie uwierzą, na długo.

Menadżer, który zleca analitykowi przeanalizowanie jakiegoś problemu, nie czeka na samą prognozę, ale najczęściej na dogłębne wytłumaczenie, co było podstawą takich, a nie innych wniosków. Analityk powinien dobrze zademonstrować i uzasadnić główną konkluzję, ale też pokazać ryzyka; uprzedzić, że na przykład z czterech powodów postawiona teza może się nie sprawdzić, ale że z ośmiu powodów jest ona uzasadniona.

fot. Adobe Stock

Kiedyś usłyszałem od dyrektora ogromnej firmy finansowej, że nie interesują go prognozy w sensie co się wydarzy, bo on doskonale wie, że coś może się wydarzyć, albo nie. Jego interesuje, dlaczego prognoza jest taka, a nie inna.

Ignacy Morawski – ekonomista, analizuje zjawiska makroekonomiczne zachodzące w strefie euro i innych krajach Unii Europejskiej. Absolwent nauk politycznych Uniwersytetu Warszawskiego i ekonomii Uniwersytetu Bocconi w Mediolanie. Założył serwis SpotData, który od czerwca 2017 r. jest częścią wydawnictwa Bonnier Business Polska (Puls Biznesu), dla którego tworzy dział analiz i raportów branżowych. Laureat wielu wyróżnień w licznych rankingach prognostycznych. W ubiegłym roku znalazł się na 7. miejscu najchętniej słuchanych ekonomistów w rankingu „Kogo słucha polski biznes 2019” przygotowanym przez THINKTANK i Magazyn THINKTANK.

Zamknij
Zamknij