Szukaj

Wydrukuj sobie teleskop

Abstract planets and space texture with sunrise and clouds

Kiedy słyszymy słowo „astronom,” oczyma wyobraźni widzimy spowitego w powłóczyste szaty Mikołaja Kopernika wpatrzonego w rozgwieżdżone niebo. No, może jeszcze poważnego, starszego pana o nieobecnym spojrzeniu majstrującego przy ogromnym teleskopie. Tymczasem astronom może przybrać postać Kuby Bochińskiego – sympatycznego 30-latka w okularach, który w przerwach pomiędzy odkrywaniem kolejnych gwiazd robi coś, bez czego jego praca nie miałaby sensu – przekonuje, że nauka jest nie tylko fascynująca, ale i zabawna.

Jakie studia skończyłeś? 

University College London, ale połączyłem wiele kierunków – studiowałem matematykę, fizykę, astrofizykę, astronomię i statystyczne metody modelowania komputerowego w czterech instytucjach jednocześnie. Doktorat robiłem na Open University – wybrałem najciekawszy dla mnie projekt badawczy, czyli budowę teleskopów do poszukiwania nowych planet. Zainteresowanie teleskopami zostało mi do dziś: dwa teleskopy zrobotyzowałem razem z zespołem, w ramach mojej pracy naukowej – jeden w Londynie, drugi na Majorce.

Ten tutaj, w rogu, też (siedzimy w warszawskiej technokawiarni Mikulski i Burgs Technika, w której do dyspozycji są drukarki 3D)?

To trzeci, świeża sprawa. To TelescopePrime, zbudowany z uczniem, Aleksym Chwedczukiem, w ramach szkolnego projektu. Chcieliśmy sprawdzić, czy uda się zbudować teleskop w trzy miesiące, korzystając wyłącznie z rzeczy kupionych w normalnych sklepach. Po ośmiu godzinach mieliśmy drewniany prototyp i pierwsze zdjęcia Księżyca, a po trzech miesiącach – w pełni zbudowany instrument, łącznie z modelem 3D, który można sobie ściągnąć ze strony telescopeprime.pl, poszczególne elementy wydrukować na drukarce 3D,  skręcić i… patrzeć w niebo.

Adobe Stock

Uczniowie, szkolny projekt… Nie kusiło Cię, żeby zatrudnić się w jakimś międzynarodowym ośrodku badawczym? 

Jestem naukowcem, ale zawsze frapowała mnie popularyzacja nauki. Próbowałem i jednego, i drugiego – osobno – i zawsze okazywało się, że czegoś mi brakuje. W końcu doszedłem do wniosku, że chciałbym pracować w instytucji, która zajmuje się badaniem i rozwojem, robi trochę rzeczy związanych z astronomią, a jednocześnie jest miejscem popularyzującym naukę. Tak trafiłem do Centrum Nauki Kopernik. Miałem szczęście, bo znalazłem się w zespole zajmującym się projektowaniem i badaniem procesów edukacyjnych – sprawdzaliśmy, czy stworzone przez nas procesy działają i czy potencjalnie można je wprowadzać do polskiej edukacji.

Chcieliśmy na przykład sprawdzić, czy można zainteresować dzieciaki tematami STEM-owymi (od ang. Science, Technology, Engineering, Maths – nauka, technologia, inżynieria, matematyka). Kontekstem miał być Kosmos; coś, co wszystkich frapuje. Astronomia to taka nauka, w której jest i matematyka, i fizyka, i trochę technologii. Na przykład przy jednym projekcie dzieciaki dostały naprawdę ciężkie zadanie – miały zbudować satelitę.

Adobe Stock

Chcesz powiedzieć, że ten satelita naprawdę wszedł na orbitę?

No, aż tak to nie – miał polecieć kilka tysięcy metrów w górę, otworzyć spadochron i spaść na Ziemię. To była taka symulacja misji kosmicznej. Dzieciaki musiały to zaprojektować, zbudować prototyp, pokazać, jak działa, zrobić finalną wersję, a na końcu przyjechać na poligon, gdzie czekała rakieta przygotowana do wystrzelenia dziesięciu satelitów.

Udało się?

Udało! Ale wiesz, co było najważniejsze? Chociaż same dzieciaki nie zauważyły, że zdobyły dodatkową wiedzę z matematyki czy fizyki, dostrzegli to nauczyciele.

To wszystko brzmi fantastycznie, ale mieliście do czynienia z uczniami, którzy już interesują się naukami ścisłymi. Ale co zrobić, żeby matematykę i fizykę przestać w szkołach traktować po macoszemu? Żeby nie była to wiedza dostępna jedynie dla wybrańców?

Najlepszym sposobem są prowadzone pod okiem nauczycieli badania i eksperymenty. Chodzi o to, żeby na pewnym etapie dzieciaki zrozumiały, że aby coś robić dalej, potrzebna jest odrobina matematyki czy fizyki. I żeby pojawiła się radość w momencie, kiedy tę wiedzę daje się wykorzystać.

Na przykład: dzieciaki mają zbudować rakietę. Robię zatem pięciominutowy wstęp, jak działa rakieta. Że z przodu ciężka, z tyłu ma lotki, że opór aerodynamiczny, że opór boczny, że środek masy… I widzę, że nikt mnie nie słucha. No to proszę bardzo, tu jest wyrzutnia rakietowa na sprężone powietrze. Zbudujcie rakietę, zamontujcie, a ja wam to wystrzelę. Za pierwszym razem żadna rakieta nie leci dalej niż na pół metra. Ale ja im mówię: spokojnie, będą latały. Ale proszę pana, ona nie leci. No to wróć, spróbuj jeszcze raz. No więc poprawiają drugi, trzeci, czwarty, piąty raz, rakieta leci trochę dalej, na metr, na dwa, na trzy metry. Ale już dalej – ani rusz. Rakiety latają bokiem, przewracają się. I wtedy następuje ten cudowny moment: proszę pana, a na początku to pan mówił o jakiejś masie, o jakimś oporze, czy mógłby pan to powtórzyć? I to jest to! I nagle mam dzieciaki, które marzą o nauczeniu się odrobiny fizyki, bo wtedy ich rakieta poleci nieco dalej, niż rakieta Damianka!

Jakiś czas temu rozstałeś się z Centrum Nauki Kopernik. Jak w takim razie popularyzujesz naukę?

Prowadzę razem ze znajomymi stowarzyszenie Rzecznicy Nauki, którego celem jest rozwiązanie takiego oto problemu: popularyzacją nauki często zajmują się osoby, które de facto nigdy naukowcami nie były, chociaż niektórzy robią to świetnie i inspirują ludzi. Z kolei naukowcy często boją się kamery i są mało komunikatywni. Rzecznicy Nauki to baza naukowców, do których można zadzwonić, którzy mogą powiedzieć coś ciekawego; coś, co z jednej strony nie przestraszy odbiorców, a z drugiej będzie merytorycznie pokazywało świat nauki od zaplecza.

Działamy też jako katalizator fajnych pomysłów edukacyjnych, wystawiamy się na piknikach naukowych organizowanych przez Centrum Nauki Kopernik, pracowaliśmy przy produkcji 12-odcinkowego serialu popularyzującego naukę – „Kopernik była Kobietą”, którego emisja ruszy już 8 lutego. Rocznie realizujemy ponad 150 projektów. Właśnie zostaliśmy finalistami konkursu Popularyzator Nauki. Już drugi rok z rzędu, choć istniejemy dopiero trzy lata.

Dla mnie osobiście największym hitem był pierwszy w Polsce naukowy stand-up – sala warszawskiego Klubu Komediowego pękała w szwach. To była autentycznie najśmieszniejsza noc w moim życiu!

Co w takim razie z pracą naukową? Masz czas na jakieś odkrycia?

Przez cały czas zdalnie współpracuję z moją uczelnią w Wielkiej Brytanii. Ostatni artykuł naukowy opublikowaliśmy zaledwie pół roku temu. Opisujemy w nim ponad tysiąc nietypowych gwiazd, którym przyglądała się nasza sieć zrobotyzowanych teleskopów.

Jakub Bochiński: doktor astronomii (The Open University, 2016), magister matematyki i astrofizyki (UCL, 2011). Doświadczenie zawodowe zdobywał w Wielkiej Brytanii (University College London, The Open University, Obserwatorium Uniwersytetu Londyńskiego); Hiszpanii (Isaac Newton Group of Telescopes, Observatorio Astronómico de Mallorca) i Francji (Observatoire de Haute Provence). Pracował w Centrum Kopernik jako kierownik edukacji, obecnie jest zatrudniony w Sollers Consulting jako lider zespołu R&D. Jest także doradcą Europejskiej Agencji Kosmicznej i nauczycielem astronomii w Akademeia High School. 

Zamknij
Zamknij