Szukaj

Dobre prezenty to takie, w które pakujemy emocje

Dając przemyślany prezent mówimy jednocześnie ukochanej osobie: znam cię, myślałem o tobie, zastanawiałem się, co sprawi ci radość, czego potrzebujesz – mówi psychoterapeuta Jonathan Britmann.

Anna Kalita: Ho ho ho! Wesołych Świąt! A skoro tak, to przed nami mikołajkowe i gwiazdkowe prezenty. Po co my kupujemy te prezenty, tak naprawdę? Co nam – dającym – daje to dawanie?

Jonathan Britmann*: Korzyści z dawania są różnorodne. Obdarowując nie tylko sprawiamy przyjemność bliskiej osobie, ale zapewniamy też sobie lepsze samopoczucie, podbijamy poczucie własnej wartości, poprawiamy swoją samoocenę.

A czego ty, jako psychoterapeuta, dowiadujesz się o swoich pacjentach, kiedy mówią ci, jakie kupują prezenty? 

Różnie… czasami nawet, że są egocentrykami! W prezentach chodzi o to, by wczuć się w potrzeby osoby obdarowywanej, rozpoznać jej pragnienia i zaspokoić je. Ale bywa i tak, że prezenty tak naprawdę wyrażają nasze potrzeby, bo czasami lubimy skupiać się tylko na sobie, oczywiście nieświadomie. I tak oto widzimy tatusia, który kupuje dziecku kolejkę…

Po czym, sam się nią bawi!

Dokładnie tak. Jeżeli nie wsłuchujemy się w dziecko – co ono by chciało, o czym marzy, o czym nam opowiada, co rysuje – tylko uznajemy, że skoro dana rzecz mnie, jako dziecku sprawiała przyjemność, to jemu też powinna. A to nie o to chodzi! Chodzi o wczuwanie się w drugiego człowieka i jego potrzeby. O empatię.

Będę broniła taty, który kupił kolejkę! Być może sam zawsze o takiej marzył, ale nigdy jej nie dostał, więc teraz uważa, że jego dziecko będzie miało wszystko. Również to, czego jemu brakowało. 

Intencje zapewne takie są, ale – jak sama mówisz – wtedy ojciec skupia się nie na potrzebach dziecka, ale na swoich niezaspokojonych w przeszłości marzeniach. Więc, jak powiedziałam, to może być egocentryczny prezent.

Kapituluję.

(śmiech) Istotą dawania prezentów jest wczuwanie się w potrzeby drugiej osoby. Zostając przy przykładzie taty, który kupuje prezent dla dziecka: niektórzy badacze twierdzą, że kobiety i mężczyźni w inny sposób dokonują wyborów przy kupowaniu prezentów. Mężczyźni w większym stopniu biorą pod uwagę cenę przedmiotu i jego rzeczywistą wartość no i są bardziej praktyczni, w związku z czym mogą wybrać dla dziecka coś, co się przyda. Posłuży np. do nauki czy rozwoju jego pasji. A kobiety kupują raczej w sposób emocjonalny. Stąd to częste określenie „nie mogłam się oprzeć”. Niektórzy dostrzegają taką różnice.

A czyja strategia jest lepsza?

To zależy, ale prezenty emocjonalne – to znaczy takie, za którymi pójdzie ekscytacja, jak np. bilety na koncert czy voucher na skok ze spadochronem – one zostają w pamięci obdarowanej osoby na dłużej.

Teraz bardzo podnieśliśmy poprzeczkę dla udanych prezentów! Skok ze spadochronem sporo kosztuje…

To był tylko przykład! Miałem kiedyś pacjenta, który mi opowiadał, że żona podarowała mu właśnie takie voucher, po czym poleciała z nim samolotem, on skoczył i potem szczęśliwy i wdzięczny – padł jej w objęcia. Ale udany prezent nie musi być wcale tak spektakularny. Najważniejsze, żeby dając go powiedzieć drugiej osobie: znam cię, myślałem o tobie, zastanawiałem się, co sprawi ci radość, czego potrzebujesz. Czasem najlepszym prezentem będzie wyszperana w antykwariacie książka. Biały kruk. Niedostępna, a jednak ją dla ciebie zdobyłem, bo wiem, że uwielbiasz tego pisarza! Włączamy empatię, wczuwamy się w drugiego człowieka, zadajemy sobie trud, by mu sprawić radość i o to właśnie chodzi. Ogólnie można powiedzieć, że dobre prezenty to są spakowane w emocje, które mamy do tej drugiej osoby.

Bardzo miło się nam zrobiło! A naprawdę miło to robi się wtedy, kiedy uda nam się trafić z prezentem i widzimy, że najbliższa osoba otwiera i się cieszy! 

Robi się miło, ponieważ zmienia się chemia mózgu! Niektórzy naukowcy twierdzą, że kiedy kiedy kupujemy i wręczamy prezenty, za każdym razem w naszym organizmie wytwarza się dopamina, czyli hormon, który nas stymuluje, nakręca pozytywnie. Z kolei, u osoby obdarowywanej wytwarza się oksytocyna, odpowiedzialna m.in za poczucie szczęścia.

Coś pięknego!

Żeby było aż tak pięknie, to się nie może odbywać w sposób machinalny: kupię ci prezent, położę pod choinką i zmykam, a ty go sobie potem zobaczysz. Kluczowa jest relacja dwóch osób! Prezent powinniśmy osobiście wręczyć, czy położyć pod choinką, a potem obserwować reakcję osoby obdarowywanej. Tylko wtedy razem to szczęście możemy przeżywać.

Niektórzy twierdzą, że wolą dawać prezenty, niż je otrzymywać. Mówią szczerze, czy kreują na altruistów?

Mówią szczerze! Altruizm w nas tkwi głęboko. Kanadyjczycy Money Michael Norton i Elizabeth Dunn opisali w książce „Happy Money” wyniki badań, jak

wydawanie pieniędzy wpływa na poczucie szczęścia. Okazało się, że wszystkich grupach społecznych najwięcej szczęścia dawało inwestowanie pieniędzy w innych ludzi! Happy. Dawanie poprawia nastrój. Kochamy osobę, którą obdarowujemy i wtedy jej szczęście jest też naszym. Bardzo ważne jest też to, żeby otrzymując, móc też dawać. Równowaga jest bardzo ważna. Możliwość odwdzięczenia się na tym samym poziomie. Jeśli ja pracuję w polskiej służbie zdrowia i ktoś na święta daje mi w prezencie Rolexa, to wiadomo, że ja nie zrewanżuję się niczym z tej półki cenowej. To jest prezent nie na moje siły. Będę wdzięczny, ale będę miał też poczucie braku równowagi. A równowaga jest konieczna, żeby obie strony odczuwały wspomniane szczęście. Oczywiście to nie dotyczy dzieci. Dzieci przyjmują prezenty w sposób naturalny.

I drżą z ekscytacji „co to będzie”. Bo to powinna być jednak niespodzianka?

Oczywiście, że niespodzianka! Tak naprawdę my się obdarowujemy ekscytacją: co dostaniemy, co to będzie, czy ktoś dobrze odczytał to, czego pragnę?

Powiedzmy sobie szczerze: nie zawsze wygląda to tak pięknie i ładnie. W wielu rodzinach bywają konflikty, które nie znikają przecież na okres świąteczny. A jako, że każdy każdemu kupuje prezenty, to czasem trzeba coś podarować osobie, za którą wcale się nie przepada…

To jest seria tzw prezentów złośliwych! Które mają rozzłościć. Najlepszy przykład to te osławione skarpetki… Spodziewam się czegoś fajnego, odpakowuje prezent, a tam – skarpetki! No nic, tylko się wkurzyć.

Wspomniałeś na początku naszej rozmowy, że mężczyźni kupują praktyczne prezenty. To też nie brzmi najlepiej… 

Dlaczego? Jeśli moja żona ciągle pogłębia wiedzę o zdrowym odżywaniu i uwielbia robić soki, to najnowszy model miksera będzie dla niej super prezentem. To praktyczne, ale jednocześnie odpowiadające jej potrzebom. Natomiast jeśli w domu się popsuł odkurzacz i kupujemy nowy, po czym wręczamy żonie…

O tym właśnie myślałam (śmiech)

To wiadomo, że poczuje się zlekceważona i będzie wściekła. Prezent to musi być coś wyjątkowego! Coś, co ma nie tylko poprawić nasze codzienne funkcjonowanie, ale sprawić przyjemność. Dlatego jeszcze raz wrócę do prezentów emocjonalnych. Wspólna wyprawa, wycieczka, wspinanie, spa, wyjście na koncert, na imprezę – to są bardzo wstrzelone, pamiętane i dobre prezenty.

No tak, bo jeśli na codzień ciągle tylko praca i praca i z mężem brakuje nam dla siebie czasu, a pod choinką znajdę voucher na wspólny weekend w spa dla nas, to on w ten sposób ofiaruje mi też swój czas!

Dokładnie. Ofiarowuję swój czas, ale wybierając miejsce dodatkowo kieruję się twoimi zainteresowaniami. Interesujesz się malarstwem Chagalla? To jedziemy do Nicei, bo tam jest jego muzeum.

Coś pięknego! A powiedz mi, jakich prezentów nie lubią dostawać twoi pacjenci? 

Pieniędzy. Od wielu osób słyszałem, że wściekli się widząc kilkaset złotych i słysząc „Kup sobie co tam chcesz”. To nie o to chodzi! Ja chcę dostać prezent! Od kogoś, kogo kocham i kto myśli o mnie! A nie pieniądze. W ten sposób pokazujemy, że my naprawdę nie wsłuchujemy się w potrzeby drugiej strony, nie poświęcamy jej czasu i nie potrafimy, czy nie chcemy, zaspokoić jej potrzeb. Tak samo jest z prezentami, kupowanymi na pokaz. Kiedy żona daje mężowi tego Rolexa po to, żeby rodzina i znajomi się zachwycili: „Jak ona go musi kochać! Tak się postarała”. A ona wcale się nie postarała, bo on nawet na codzień nie nosi zegarka.

A on kupuje jej samochód, żaby pokazać, że go stać. Mimo, że ona tak naprawdę to boi się prowadzić auto?

Dokładnie tak. Na codzień wiecznie za czymś gonimy, życie pędzi i nagle się może okazać, że tak mało uwagi sobie poświęcamy, że w ogóle nie znamy partnera czy partnerki i nie mamy pojęcia, co sprawia przyjemność naszym dzieciom.

Im dłużej rozmawiamy, tym bardziej wychodzi na to, że te prezenty są bardzo ważne. 

Bardzo! Niektórzy naprawdę potrafią na nie czekać cały rok. Bo generalnie tu chodzi o wzajemną relację. O obopólne szczęście, które wynika z potrzeby sprawiania radość, rozumienia drugiej osoby.

Jakie to ładne!

Tylko niestety cywilizacja i pracoholizm wyrywają nas z bycia z drugim człowiekiem, wczuwania się w potrzeby, rozumienia, empatyzowania.

To może dobrze, że pod koniec grudnia mamy wyzwanie pt. trafione prezenty i nawet, jeśli się ostatnio od siebie oddaliliśmy, to jest potrzeba, żeby zwrócić na siebie wiekszą osobę, poznać na nowo?

To pozwala nam znowu się zagłębić w pragnienia drugiej osoby, pomysleć o niej, porozmawiać, sprawić miłą, ciepłą niespodziankę.

Domyślam się, że nie pochwalasz pomysłów w stylu: W tym roku prezenty kupujemy tylko dzieciom? 

To jest spłaszczenie Świąt! Święta są dla wszystkich, nie tylko dla dzieci. Święta to jest czas też dla dorosłych, którzy być może zapomnieli, że kiedyś byli mali i odrobina szczęścia należy się każdemu. Wysłuchanie i zrobienie przyjemności każdemu daje poczucie większej więzi, większego szczęścia i zadowolenia. Lepszych świat.

Jonathan Britmann *: dr n. med, psychoterapeuta, superwizor, specjalista psychologii klinicznej. Konsultant wojewódzki, prezes Polskiego Towarzystwa Psychologii Klinicznej, autor wielu artykułów z zakresu psychologii i psychiatrii, wykładowca akademicki. Od 15 lat związany ze szpitalem w Tworkach, gdzie kieruje Zespołem Leczenia Środowiskowego i koordynuje prace psychologów i psychoterapeutów.

Zamknij
Zamknij