Szukaj

Najgorsze wyjście: świat brytyjskiej mody po Brexicie

Decyzja o opuszczeniu Unii Europejskiej podzieliła obywateli Wielkiej Brytanii. Teraz dostrzegamy, jak dużo zmieniła w modzie, która jest globalnym zjawiskiem i nie uznaje granic.

Stało się. W styczniu tego roku Wielka Brytania oficjalnie wyszła z Unii Europejskiej. Symboliczne ściągnięcie Union Jacka sprzed siedziby Rady Europejskiej w Brukseli wywołało skrajne emocje.

Z jednej strony, niedowierzanie i bezsilność, z drugiej – łzy wzruszenia i szczęście. Głosujący za wyjściem  UE Brytyjczycy podkreślają, że w końcu odzyskali wolność. Tylko, czy nie przyjdzie im zapłacić za nią zbyt wysokiej ceny?

Brytyjska moda do kontroli granicznej 

Bez umowy gospodarczej, bez dokładnych ustaleń. Jeszcze do końca roku wszystkie unijne porozumienia pozostają bez zmian, ale co potem?

– To przerażające jak mało wiemy o tej „umowie.” Branża mody działa z dużym wyprzedzeniem, a teraz czujemy się jakbyśmy byli zamknięci w ciemnym pomieszczeniu z kryształową kulą, która ma nam podpowiedzieć, jak
znaleźć wyjście – komentuje konsultantka mody i była dyrektor operacyjna luksusowego londyńskiego e–butiku Matchesfashion.com, Frances Card.

90% brytyjskich projektantów mody głosowało za pozostaniem w Unii Europejskiej. Doskonale zdawali sobie sprawę, że wyjście z niej może sprawić, że staną się wobec europejskiej mody niekonkurencyjni.

Dlaczego? Wystarczy zburzyć mury wspólnoty, by obnażyć, to o czym od dawna już zapomnieliśmy. O świecie męczącej dokumentacji, kontroli granicznej i sztywnych przepisów. Opuszczenie unii celnej wiąże się ze sporymi kosztami administracyjnymi.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

English Rose: The SS20 collection reimagines the best of British heritage style. ⁠⠀ ⁠⠀ #MulberryMillie⁠⠀ ⁠⠀ Photography: @mark_peckmezian⁠⠀ Model: @feistyt ⁠⠀

Post udostępniony przez Mulberry (@mulberryengland)

Tylko w tym obszarze brytyjskie marki będą musiały dopłacić około 150 000 funtów rocznie. Dodajmy do tego temat wiz dla zagranicznych pracowników (w brytyjskiej branży mody jest ich ponad 10 tysięcy) i cłach, które nałożone zostaną np. na francuskie czy włoskie tkaniny.

– Nie można wymagać od brytyjskich przedsiębiorstw płacenia ceł na surowce i komponenty pozyskiwane z Unii Europejskiej. To miałoby to wpływ na ceny, które oferujemy naszym klientom – mówi dyrektor generalny Mulberry, Thierry Andretta.

Gdyby tak się jednak stało (co, zważywszy na to, że już Theresa May odrzuciła możliwość pozostania w unii
celnej, jest dość prawdopodobne) szacuje się, że brytyjski rynek mody straci na tym około 900 milionów funtów.

A to kwota, którą później trzeba będzie wyrównać. – Bez względu na to, co się wydarzy, cena pary jeansów po Brexicie najprawdopodobniej wzrośnie – mówi Richard Lim, dyrektor generalny Retail Economics,

Nie inaczej będzie ze zrzeszającymi marki z całego świata, brytyjskimi e–butikami. Hiszpański projektant Álvaro González produkcję obuwia swojej marki zorganizował we Florencji, ale w sieci sprzedaje za pośrednictwem Matchesfashion.com, Mr Porter czy Browns Fashion. Wszystkie mają siedzibę w Londynie.

– Ostatnią dostawę zrobiliśmy tuż przed dniem Brexitu, ale kolejna kolekcja, którą teraz projektujemy, stanowi problem. Nie mamy pojęcia, jak teraz będzie wyglądać sprzedaż i dostawa. Nasz handel hurtowy odbywa się w euro. W funtach sprzedajmy w stacjonarnym sklepie w Marylebone i na multibrandowych stronach internetowych – mówi González.

Projektanci robią własny Brexit

Kolejny problem to czas realizacji zamówień. MIłośniczki tiulowych sukni Simone Rochy, marynarek w kratę od Vivienne Westwood, torebek Shrimps czy gumowych butów Alexy Chung będą prawdopodobnie musiały na swoje zakupy poczekać. Paczki, zamiast bez kłopotu przemieszczać się po Unii Europejskiej, będą zalegać na granicach.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Activist T online and discounted #giftforhim #giftforher #beactivethischristmas #activist #yourviews #youropinionmatters #cancelbrexit #secondreferendum

Post udostępniony przez KATHARINE HAMNETT LONDON (@katharinehamnett)

By się przed tym uchronić, brytyjskie domy mody już przed oficjalnym Brexitem zaczęły modyfikować swoje strategie. Kiedy angielska projektantka Katharine Hamnett ponownie uruchomiła w 2016 roku, założoną w latach 70. autorską markę, swoje zakłady produkcyjne i logistyczne otworzyła we włoskim Teviso.

– Nie utkniemy w Wielkiej Brytanii jak wszyscy! – deklarowała wówczas. Jeszcze w 2019 roku jej działania był chwalone przez angielską branżę. Teraz jednak, w obliczu pandemii koronowirusa, sytuacja się zmienia i dodatkowo komplikuje. 

Londyn zaciekle walczy o swoją pozycję w branży. Tegoroczny tydzień mody, odbywający się w lutym tego roku, był pierwszym, po oficjalnym ogłoszeniu Brexitu.

Część europejskich marek związanych z Wielką Brytanią, zrezygnowała z udziału w London Fashion Week, a swoje pokazy zorganizowała w innych miastach.

Pozostali, głównie brytyjscy projektanci, próbowali na nowo określić swoją pozycję w nowej rzeczywistości. Starali się wyrazić narodową tożsamość, podkreślając jak ważnym rynkiem dla mody pozostaje Wielka Brytania.

Hannah Weiland ze Shrimps czerpała ze stylu rodziny królewskiej (Królowej Elżbiety II, Księżniczki Małgorzaty i Diany), a Margaret Howell ze współczesnego stylem młodych Brytyjczyków.

Doskonale skrojone koszule, oversize’owe swetry, luźne, inspirowane modą męską spodnie i peleryny uszyła z angielskich materiałów: bawełny, wełny i flaneli. Inna ikona londyńskiego tygodnia mody, Victoria Beckham również wykorzystała wysokiej jakości tweed.

Moda na trudne czasy

Pozostaje pytanie czy w epoce post–Brexitu zmieni się moda. Carolyn Mair, psycholożka ubioru i autorka książki „The Psychology of Fashion” przewiduje, że tak.

– Biorąc pod uwagę, że Brexit prawdopodobnie wywoła recesję, jest to bardzo możliwe. Z historii widzimy, że w czasach kłopotów gospodarczych, projektanci preferują skromniejsze kroje i ciemniejsze kolory – podkreśla Mair. Ubranie staje się bowiem rodzajem zbroi na trudne czasy.

Z tym stwierdzeniem nie zgadza się analityk trendów David Shah. Nie neguje tego twierdzenia całkowicie, ale nie sądzi, by Wielka Brytania miała zostać zalana ubraniami w stonowanych odcieniach.

– Widać odważniejsze podejście do kolorów, a w kwestii krojów pewną ich kostiumowość. Myślę, że po Brexicie, również między tymi dwoma tendencjami [skromną i odważną], nastąpi rozłam – twierdzi Shah.

Brexit podzielił mieszkańców Wielkiej Brytanii, może też podzielić brytyjską modę. Zapewne na wybiegach ścierać się będą dwie tendencje – z jednej strony ta moda skromna, oddająca nastroje w społeczeństwie, z drugiej awangardowa, zatopiona w marzeniach.

Czy będzie trzeba płacić więcej? Czy trzeba będzie dłużej czekać na przesyłkę? Niewykluczone. By jednak znaleźć odpowiedzi na te pytania, musimy poczekać i zobaczyć, jakie długofalowe skutki przyniesie Brexit.

Zamknij
Zamknij