Szukaj

Sukienki szyje się szybko

cof

Za nic mają sieciowe ciuchy lub fatałaszki, które po kilku praniach lądują w koszu. Chcą wyznaczać własne trendy. Dlatego uczą się szyć, projektować i konstruować ubrania.

W tłumie trudno ją przegapić. Uwielbia unikalne tkaniny w soczystych kolorach. Kwiaty, orientalne wzory, intensywne barwy to jej znaki rozpoznawcze, które zachwycają lub szokują. Trudno jest bowiem spotkać tak dobrze ubraną kobietę w rozmiarze XXL. Diana Kisiała wzdycha:

Dla kobiet takich jak ja, wybór w sieciówkach jest mały. Jeżeli już coś się znajdzie, to z reguły są to “worki pokutne”. A ja kocham kolory.

Dziś jedyne, co ją ogranicza, to wyobraźnia i okazja, dzięki której będzie mogła pokazać kolejną, własnoręcznie wykonaną kreację.

Najpierw pojawia się pomysł. Dopiero później szukam podobnego wykroju lub sama robię konstrukcję. Najczęściej szyję sukienki, płaszcze i kurtki.

Diana Kisiała i jej… kolory.

Tkaniny, nici lub igły to jej hobby. Odskocznia od codzienności, a nie obowiązek. Dlatego nie tworzy na zamówienie. Czasem przygotuje coś dla bliskich, ale głównie spędza czas na projektach, które później sama nosi. Gdy nie projektuje i nie szyje, jest administratorem danych. Za dnia, bo później jeszcze testuje telefony i inne urządzenia mobilne. I podróżuje. 

Skąd mam na to czas? Czasem się nad tym zastanawiam. Rzeczywiście, trochę tego jest.  Ale sukienki szybko się szyje.

Swoje pierwsze kreacje wykonała na kursie, pod okiem profesjonalnego instruktora. Wspomina, że rozkręciła się już po dwóch, trzech zajęciach na tyle, by wziąć udział w konkursie na sukienkę “Hiszpankę”. Zajęła trzecie miejsce, ale niestety sukienka wyglądała fantastycznie tylko na zdjęciach, bo materiał okazał się za ciężki.

Dziś swoje stroje pokazuje w mediach społecznościowych i na blogu “Made by DianaK”. 

Dziewczyny, które mnie śledzą w sieci często piszą, że mnie podziwiają za odwagę.             Tyle, że to nie odwaga, a chęć wyrażania siebie. Swojego “ja”, którego nie ukrywam. 

W Polsce szycie nadal kojarzy się z kobietami. Jan Leśniak, projektant, bloger i autor książki “SzyjeMy torebki i akcesoria” ma nadzieję, że uda się to zmienić.

Kiedy prowadziłem szkolenia, chętnych na kurs męskiego krawiectwa szukałem 2 miesiące.     Na zebranie “damskiej” grupy, wystarczył zazwyczaj tydzień.

Kiedy dwa lata temu zaczął publikować na swoim kanale filmy z cyklu “Męskie Szycie”, wśród osób reagujących coraz częściej zaczęli pojawiać się mężczyźni. Przychodzą też na warsztaty. Powód? Ten sam co u pań: chęć posiadania unikalnych rzeczy i potrzeba twórcza.

To nie talent a umiejętność, każdy może się tego nauczyć.

Gdzie? Na kursach stacjonarnych lub online. Z poradników lub filmów. Dziś łatwiej też o inspiracje. Można kupić gotowe wykroje, są e-formy do wydrukowania i sklejenia.

Wyrastał w domu, w którym szycie było domeną ojca, artysty. To właśnie on nauczył go używać maszyny.

Jako nastolatek byłem hippisem. Trudno było jednak dostać rzeczy, w których mógłbym chodzić. Dlatego sam musiałem wszywać trójkąty w nogawki spodni, przerabiać koszule.

Potem były studia w Krakowskiej Szkole Projektowania ubioru i dziesięć lat pracy w polskich korporacjach odzieżowych.

Dziś popularyzuje samodzielne szycie. – Bądźmy szczerzy, takie własnoręcznie wykonane ubrania nigdy nie będą tańsze od tych z sieciówki. Tu nie chodzi o oszczędności, tylko o możliwość noszenia dokładnie tego, co chcesz. Relaks, który pojawia się, gdy koncentrujesz się na wykonaniu prostego ściegu. To rodzaj medytacji. A na koniec pojawia się ekscytacja, kiedy ciuch, torebka lub poducha są fajne – opowiada Jan Leśniak.

I ta duma, gdy na ulicy ktoś pyta cię, gdzie to kupiłeś, a ty odpowiadasz: to moje!

To wszystko sprawia, że takiemu hobbystycznemu szyciu coraz bliżej jest do zabawy modą niż do tradycyjnie pojmowanego krawiectwa i przeróbek.

Na brak kursantów nie narzeka też Jolanta Wójcik, która od ośmiu lat, razem z córką Ewą,  prowadzą UltraMaszynę. Miejsce, w którym można nie tylko nauczyć się podstaw krawiectwa, zaopatrzyć w niezbędne akcesoria, tkaniny i dodatki, ale, co najważniejsze, wymienić się doświadczeniami z innymi miłośnikami szycia.

– Zaczęło się jeszcze w Łodzi. Ewa studiowała projektowanie ubioru na Akademii Sztuk Pięknych. Jej koledzy potrzebowali pomocy w odszywaniu swoich projektów. Potem zaczęliśmy ich douczać i tak krok, po kroku powstała UltraMaszyna – tłumaczy pani Jolanta.

Początkowo siedziba firmy mieściła się w rodzinnym domu w Łodzi, na poddaszu. Z czasem przeniosła się do garażu. – Było coraz więcej telefonów. Ludzie wciąż chcieli się douczać, pytali o korepetycje, warsztaty. Tak trafiłyśmy do Warszawy. Najpierw miałyśmy pracownię w Centrum Łowicka, później na Bemowie, Śródmieściu, teraz na Kasprzaka. i chyba tu już zostaniemy – mówi rozglądając się wokół: sale warsztatowe,, sklep, wszystko czego miłośnicy i młodzi adepci krawiectwa mogą potrzebować, mają tu, na miejscu.

Kim są nasze kursantki? To w większości dziewczyny, które chcą tworzyć własny wizerunek. Odcinać się od tego co w sklepach, zainspirować, choć na chwilę oderwać od pracy w korporacji. Zobaczyć, jak kawałek materiału zamienia się w ich rękach w coś bardzo fajnego

tłumaczy Jolanta Wójcik.

Zdarzają się licealiści, studenci ASP, którym zajęcia na uczelni nie wystarczają, a także przedsiębiorcy, którzy chcą się podszkolić zanim otworzą własny biznes. Nauka zaczyna tu się od krojenia materiałów, szycia, prawidłowego zdejmowania miary i korzystania z gotowych wykrojów. Potem spódnica, bluzka, sukienka, coraz bardziej skomplikowane formy. Na najbardziej wytrwałych czekają zajęcia z konstrukcji, czyli samodzielnego przygotowywania wykrojów dla własnych projektów

Ten poziom to czysta matematyka, która pozwala dopasować strój idealnie do danej sylwetki

tłumaczy Helena Wargin, dyplomowany technik konstrukcji odzieżowych, która swój czas dzieli między UltraMASZYNĘ i Międzynarodową Szkołę Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie.

Pod okiem Jolanty Wójcik, Heleny Wargin i pozostałych instruktorów z zespołu ultraMaszyny swoje kroki stawiało wielu miłośników szycia. Część z nich tworzy dziś własne marki odzieżowe, niektórzy wzorem swoich nauczycieli organizują kursy. Jeszcze inni, jak Diana Kisiała, czerpią radość z tworzenia własnych strojów i możliwości pokazania ich szerszej społeczności. Równie duża jest grupa samouków,  którzy umiejętność posługiwania się nożyczkami, nićmi i maszyną ogarniali metodą prób i błędów.

 

Zamknij
Zamknij