W wielu europejskich metropoliach priorytet mają przede wszystkim piesi i rowerzyści. Warszawa stopniowo realizuje to samo założenie, redukując ulice, parkingi oraz obszary pokryte asfaltem i betonem na rzecz zielonych skwerów i innych miejsc przyjaznych pieszym. Nie uchodzi to uwadze niemieckich mediów, które chwalą przemianę ulic Złotej i Zgoda w centrum stolicy.

Niemcy porównują swoje bulwary z warszawskimi ulicami. Wygrywają te drugie

Niedawno cytowaliśmy artykuł, jaki pojawił się na łamach popularnego czeskiego portalu informacyjnego Seznam Zprávy na temat transformacji centrum Warszawy. Redakcja zachwalała rozwiązania, które ułatwiły pieszym i rowerzystom poruszanie się przede wszystkim po obszarach wokół Pałacu Kultury i Nauki, a także po dalszych kwartałach.

Przychylnym okiem na transformację ulic Złotej i Zgody, która po około dwóch latach dobiegła końca na początku sierpnia, patrzą również dziennikarze niemieckiego portalu Entwicklungsstadt poświęconego architekturze, designowi i urbanistyce. Te i kilka innych jezdni w centrum Warszawy stały się lub niebawem staną się zazielenionymi skwerami i deptakami z restrykcyjnie ograniczonym dostępem dla prywatnych samochodów.

Czytaj więcej

Czesi zachwycają się nową atrakcją turystyczną Warszawy. „Drzewa zamiast asfaltu”

Wcześniej Złota i Zgoda były zdominowane przez ruch samochodowy i parkingi, teraz są na nich zieleńce ze ścieżkami spacerowymi, ławkami i fontannami. Autorzy artykułu podkreślają, że ich przemiana „pokazuje, jak obszary z ruchem samochodowym można przekształcić w zielone przestrzenie miejskie”.

Redakcja Entwicklungsstadt zwraca też uwagę na to, co pod ziemią. Tam, gdzie znajdował się tunel pod ul. Marszałkowską, wybudowano zbiornik na wodę, która nawadnia nowe zieleńce i redukuje negatywny wpływ zmian klimatycznych.

Warszawa wyprzedzi Berlin? Niemcy narzekają na swoje słynne bulwary

Redakcja portalu porównuje nowe warszawskie ulice z berlińskimi bulwarami, wskazując, że polityki magistratów obydwu stolic zmierzają w dwóch różnych kierunkach. Jak twierdzą dziennikarze Entwicklungsstadt, na takich słynnych arteriach w centrum Berlina jak Unter den Linden, Friedrichstrasse czy Kurfürstendamm, przez które codziennie przewijają się tysiące pieszych, wciąż dominują samochody.

To oczywiście nieporównywalnie szersze i dłuższe ulice, a także dość istotne trasy samochodowe. Trudno więc porównywać je jeden do jednego z takimi kameralnymi uliczkami jak Złota, Zgoda czy Chmielna. Autorzy artykułu zadają jednak kluczowe pytanie: jak dużą część przestrzeni w centrum miasta powinno się przeznaczyć na ruch samochodowy?

Czytaj więcej

Miasta świata, w których żyje się najlepiej. Warszawa liderem w jednej kategorii

Redakcja portalu wskazuje, że obecne władze Berlina wycofują się z wcześniejszych planów redukcji ruchu samochodowego, nie ogłoszono też nowych inicjatyw. Chodzi na przykład o cofnięcie decyzji o posadzeniu 160 nowych lip na Unter den Linden, brak planów budowy ścieżki rowerowej wzdłuż Kurfürstendamm czy ponowne otwarcie dla ruchu samochodowego części Friedrichstrasse, która przez pewien czas była dla niego zamknięta.

Autorzy artykułu podsumowują swoje spostrzeżenia, zauważając, że rezultatów obydwu strategii — warszawskiej czy berlińskiej — nie należy mierzyć jedynie danymi dotyczącymi ruchu drogowego. Ich zdaniem kluczowe będzie to, jak zmiany wpłyną na jakość życia mieszkańców, lokalny biznes, jak zostanie wykorzystana przestrzeń publiczna, a także w jakim stopniu miasta przystosują się do zmian klimatycznych.