W okresie wakacyjnym hasło „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady” staje się całkiem realną perspektywą. Na tej kanwie wyłonił się trend o nazwie „Hobbitmaxxing” – eskapistyczna forma buntu wobec pędu codziennego życia. Zjawisko szerzy się zwłaszcza wśród wypalonych i przebodźcowanych pracowników korporacji.
„Hobbitmaxxing”: Bunt przeciw wyścigowi szczurów
W ostatnich miesiącach pojawiła się masa rozmaitych lifestyle’owych trendów z przyrostkiem „-maxxing”. Wszystkie sprowadzają się do maksymalnej poprawy swojego wyglądu albo jakiejś dziedziny swojego życia.
Niektóre z tych trendów – na przykład popularny „looksmaxxing” – wielu ekspertów uważa za toksyczne. Nawet praktykujący „sleepmaxxing”, czyli dążenie do poprawy jakości swojego snu przy pomocy diety, codziennych rytuałów i różnego rodzaju urządzeń elektronicznych mniej lub bardziej świadomie kierują się ambicją, aby „zoptymalizować” swoje życie dzięki czemu staną się bardziej produktywni.
Czytaj więcej
Dobrostan czy pogoń za awansem? Coraz więcej ludzi wybiera to pierwsze. To jedna z przyczyn, dla których zjawisko nazwane „job-dropping”, zyskuje c...
O coś zupełnie innego chodzi w „Hobbitmaxxingu” – zjawisku, którego nazwa nawiązuje do rasy Hobbitów z „Władcy Pierścieni”. Ojczyzną tych poczciwych niziołków było Shire – spokojna, urokliwa kraina inspirowana hrabstwem Warwickshire w Anglii, gdzie swoje najmłodsze lata spędził J.R.R. Tolkien, autor słynnej trylogii.
Hobbitów wyróżniało spośród innych ras to, że prowadzili w Shire niemal sielankowe życie. Niespieszny rytm ich dnia wyznaczały takie proste czynności jak uprawianie ogródka, gotowanie i zajmowanie się rzemiosłem, a także spotkania z rodziną i sąsiadami.
Okazuje się, że we współczesnym świecie taki właśnie styl życia staje się marzeniem coraz większego grona przepracowanych i przebodźcowanych pracowników korporacji. Ludzie tęsknią do „analogowego” życia, bez konieczności spędzania wielu godzin przed ekranami.
Hobbit: jako wzór do naśladowania
„Hobbitmaxxing” zyskał popularność na platformach społecznościowych tego lata. Ludzie rezygnują z narzucania sobie ambitnych celów w życiu zawodowym i prywatnym na rzecz typowo „hobbickich”, prostych czynności i zajęć.
Obserwatorzy „Hobbitmaxxingu” wskazują, że w odróżnieniu od czysto estetycznych trendów, jakimi są np. cottagecore czy „nonna-maxxing”, za stylem życia na wzór mieszkańców Shire stoi szersza filozofia i konkretny światopogląd. Nie chodzi jedynie o znalezienie relaksującego hobby, ale przede wszystkim o stworzenie lokalnej społeczności ludzi, którzy się znają i wspierają się nawzajem.
Tak właśnie funkcjonowało Shire – kraina, w której nie było żadnej centralnej władzy. Shire stanowiło całkowite przeciwieństwo „przemysłowego”, złowrogiego Isengardu z „Władcy Pierścieni”, w którym kluczowa była hierarchia, kontrola i eksploatacja wszystkich istot, i w którym nie było miejsca na życie po swojemu, we własnym tempie.
Isengard, czyli książkowa siedziba złego czarodzieja Sarumana, może przypominać świat dzisiejszych korporacji. Współczesne „Shire” to z kolei swego rodzaju prywatna „niebieska strefa”, w której ludzie mają szansę odzyskać spokój ducha i równowagę psychiczną.