Reklama

Co czują bobsleiści walczący z przeciążeniem 5g? Wiem, bo to sprawdziłem

Nie wierz temu, kto mówi, że nic nie może równać się z jazdą bolidem F1 lub lotem myśliwcem. To nieprawda. Wystarczy grawitacja, rynna lodowa – i pojazd w kształcie torpedy zaopatrzony w płozy.

Publikacja: 19.02.2026 14:07

Alain Zobrist, szef firmy Omega Timing odpowiedzialnej za pomiar czasu na igrzyskach olimpijskich i

Alain Zobrist, szef firmy Omega Timing odpowiedzialnej za pomiar czasu na igrzyskach olimpijskich i czołowych wydarzeniach sportowych na świecie. „Ćwiczymy podobnie jak zespoły Formuły 1. W ciągu roku obsługujemy ponad 500 imprez na całym świecie”.

Foto: Materiały prasowe

Sportowa jazda po Nürburgringu, jednym z najsłynniejszych i z pewnością najbardziej niebezpiecznych torów wyścigowych na świecie. Kręcenie „kółek” na torze Formuły 1 Intercity w Stambule z prędkością przekraczającą 220 kilometrów na godzinę. Wiem, co to znaczy, bo to przeżyłem. Pamiętam dobrze, jak przy przyspieszeniach i hamowaniach ciąży kask. Wiem, co przeciążenia robią z żołądkiem – a także, co czuje kierowca, gdy wbija w podłogę pedał gazu w Porsche 911 GT3 RS, wyjeżdżając na prostą start–meta toru wyścigowego. To ekstremalne doznania, ale jednak bledną one w porównaniu z tym, czego doświadczają bobsleiści. 

Bobsleje, czyli sport ekstremalny

„Be the most interesting person in the room” – mawiają Anglosasi. Innymi słowy – miej opowieść, która zainteresuje wszystkich uczestników przyjęcia czy spotkania. Twoja historia powinna wyróżniać cię z tłumu, zwrócić uwagę innych, zapaść ludziom w pamięć. Wydaje mi się, że mam kilka takich historii, ale od niedawna wiem też, że żadna z nich nie może liczyć się z doświadczeniem, które stało się moim udziałem na kilka tygodni przed rozpoczęciem tegorocznych igrzysk zimowych Milano Cortina. 

Miejsce akcji? Tor bobslejowy St. Moritz-Celerina w Szwajcarii, najstarszy na świecie obiekt tego typu (1904 rok!) i jednocześnie jedyny, który swoje istnienie zawdzięcza wyłącznie siłom natury. Mikroklimat panujący w tej części doliny Engadyny powoduje, że rynna lodowa nie wymaga sztucznego mrożenia, tutejsze zimy robią swoje. To dzięki nim na zamarzniętym jeziorze St. Moritz co roku odbywają się słynne zawody Snow Polo i nie mniej słynne spotkania miłośników klasycznej motoryzacji.

Czytaj więcej

Jak wygląda pomiar czasu podczas mityngu Diamentowej Ligi?

Tor lodowy St. Moritz-Celerina liczy nieco ponad 1700 metrów, ma różnicę wysokości wynoszącą 130 metrów oraz średnie nachylenie w granicach 8 stopni. Ma też 15 zakrętów, wśród nich te najbardziej znane – Horse Shoe, Portago czy Bridge Corner. Pokonanie tej trasy czteroosobowym bobem zajmuje nieco ponad minutę. Prędkość – ok. 130-150 kilometrów na godzinę. Do tego przeciążenia 5g, jak podczas wyścigu Formuły 1. 

Reklama
Reklama
Informacje z systemu pomiarowego trafiają na tablice informacyjne – oraz do stacji telewizyjnych.

Informacje z systemu pomiarowego trafiają na tablice informacyjne – oraz do stacji telewizyjnych.

Foto: Materiały prasowe

Przy działaniu takich sił głowa waży pięć razy tyle, co normalnie, a kask dodatkowo zwiększa tę masę. Dlatego na zakręcie Horse Shoe, który ma kształt podkowy, stąd angielska nazwa (wszystkie zakręty ochrzcili Brytyjczycy, bo tor powstał dla nich), przeciążenie wgniata ją w okolice kolan. To siła tak brutalna, że przez chwilę człowiek zastanawia się, czy nie doszło do złamania kręgosłupa szyjnego. Na myślenie nie ma jednak dużo czasu, bo Horse Shoe katapultuje boba w kolejny zakręt, głowa wraca na miejsce, ale przeciążenia rzucają nią, jakby była workiem ziemniaków, a nie częścią ciała, nad którą ma się choćby odrobinę kontroli.

Jazda bobem jest nie tylko brutalna, ale też wyjątkowa, bo jest zasługą jedynie sił natury. Nie ma wycia silnika, pisku opon, ani zapachu rozgrzanych hamulców. Wąska lodowa rynna potęguje doznania. Minuta przejazdu to niewiele, ale z boba wysiada się na miękkich nogach, z poczuciem, że człowiek postarzał się w tym czasie o dekadę. Adrenalina powoduje, że serce szaleje. Sprawdzasz, czy kręgosłup jest cały – a gdy masujesz kark, szwajcarscy bobsleiści lekko rzucają, że zawodnicy w ramach treningu wykonują po kilka takich przejazdów dziennie. Na starość zapewne będą pacjentami ortopedów, ale przypuszczam, że każdy z nich bez wahania powie: było warto.

Start: Klucz do sukcesu

Bobsleje to, jako się rzekło, wyścig na czas po torze lodowym, który załoga pokonuje w specjalnym pojeździe zaopatrzonym w płozy. Celem jest uzyskanie jak największej prędkości i jak najbardziej płynne pokonanie wszystkich zakrętów. O wyniku końcowym decyduje suma czasów ze wszystkich ślizgów, nie ma tu miejsca na oceny „za styl” czy „wartość artystyczną”. Liczy się to, kto będzie najszybszy, a mówimy o naprawdę dużych prędkościach. Czteroosobowe boby, największe i najcięższe, osiągają ponad 150 kilometrów na godzinę. To więcej niż wynosi ograniczenie prędkości na autostradach w Polsce.

Tablica informacyjna na torze.

Tablica informacyjna na torze.

Foto: Materiały prasowe

Dla wyniku na mecie kluczowe są dynamiczny start i precyzyjna linia jazdy. Nawet drobny błąd na pierwszym etapie przekłada się na stratę setnych części sekundy, które często decydują o podziale miejsc w klasyfikacji końcowej.

Reklama
Reklama

W treningu kluczowe jest więc opanowanie błyskawicznego sprintu; zawodnicy bez końca trenują dolne partie ciała, siła nóg przekłada się na to, jak dynamiczny jest rozbieg. Ta część ma fundamentalne znaczenie dla wyniku na mecie. Start to jedyny moment, gdy zawodnicy mają wpływ na prędkość boba. Później o wszystkim decyduje grawitacja.

Obsługa systemu pomiaru czasu na igrzyskach Milano Cortina.

Obsługa systemu pomiaru czasu na igrzyskach Milano Cortina.

Foto: Materiały prasowe

W trakcie rozbiegu zawodnicy po kolei wskakują do boba. Pierwszy robi to pilot, który odpowiada za kontrolę toru ślizgu. Po nim – rozpychający. To ich praca decyduje o szybkości rozbiegu. Ostatni miejsce zajmuje hamulcowy. Jego zadaniem jest bezpieczne zatrzymanie boba po przekroczeniu linii mety.

Pomiar czasu na igrzyskach Milano Cortina 2026

Jak przekazać widzom przed telewizorami, co przeżywają bobsleiści, w jaki sposób przenieść na ekran emocje, szybkość i brutalność tego sportu? I przede wszystkim – jak precyzyjnie zmierzyć wynik na mecie? Pomagają w tym kompetentny komentarz sprawozdawców, dobra praca kamerzystów, a także technologia dostarczana przez Omegę, umożliwiająca precyzyjne mierzenie wyniku na mecie, a także prędkości i sił, którym poddane są ciała bobsleistów w czasie ślizgu.

Za pomiar czasu w zmaganiach bobsleistów, podobnie jak saneczkarzy czy skeletonistów, podobnie jak w innych konkurencjach olimpijskich, odpowiada Omega, oficjalny chronometrażysta igrzysk. W 1932 r. w Los Angeles, gdy Omega zadebiutowała jako chronometrażysta, wystarczyło kilkadziesiąt precyzyjnych chronografów obsługiwanych przez sędziów. Współczesny sport wymaga zaawansowanych rozwiązań. W pomiarze czasu człowieka już dawno zastąpiły maszyny. Są coraz doskonalsze – każde igrzyska przynoszą innowacje.

Tor, na którym odbywają się zmagania bobsleistów, ale też saneczkarzy i skeletonistów, naszpikowany jest technologią, dzięki której można precyzyjnie zmierzyć wyniki, ale też parametry przejazdu, takie jak prędkość czy kąt wychylenia. 

Reklama
Reklama

– Nasz udział w zmaganiach na torze zaczyna się jeszcze przed startem, gdy uruchamiany jest specjalny zegar informujący zawodników o tym, ile czasu zostało do otwarcia toru i ich startu – tłumaczy Alain Zobrist, szef firmy Omega Timing zajmującej się chronometrażem na igrzyskach, a także na czołowych wydarzeniach sportowych

Trening francuskich bobsleistów przed zawodami w Cortinie d'Ampezzo.

Trening francuskich bobsleistów przed zawodami w Cortinie d'Ampezzo.

Foto: HERVIO JEAN-MARIE / KMSP / KMSP VIA AFP

– Pierwszy pomiar odbywa się po pięciu metrach, tam ustawiona jest fotokomórka. Przecięcie tej linii przez boba uruchamia system, który zostanie zatrzymany z chwilą przekroczenia linii mety – dodaje. Na trasie ustawione są kolejne fotokomórki – one z kolei mierzą międzyczasy.

Z przodu każdego z bobów umieszczony jest mały czujnik. To podstawa systemu, który obejmuje cały tor. – Dane z czujnika pozwalają ustalić szybkość boba oraz jego położenie na torze. Zbierane przez nas informacje trafiają następnie na tablice wyników, a także do stacji telewizyjnych, a dzięki nim – do kibiców przed telewizorami – tłumaczy Alain Zobrist.

Omega, chronometrażysta olimpijski od 1932 r., na każde igrzyska przywozi jakieś innowacje. Szwajcarzy mają świadomość, że dzisiaj ultraprecyzyjny pomiar czasu to jedynie punkt wyjścia. Widzowie chcą czegoś więcej – opowieści, wiedzy na temat tego, co dzieje się podczas rywalizacji.

Reklama
Reklama

Dlatego na podstawie ogromu danych pozyskiwanych podczas zmagań w poszczególnych konkurencjach olimpijskich, Omega stara się tworzyć sportowy „storytelling”, który pozwala lepiej zrozumieć kulisy rywalizacji. – W bobslejach tegoroczną innowacją jest fotofinisz nowej generacji, dzięki niemu można stworzyć wirtualny obraz tego, co dzieje się na linii mety i porównywać wyniki poszczególnych zespołów – wyjaśnia Alain Zobrist.

Sport
Polak po raz trzeci na igrzyskach. „Wiatr odbiera możliwość widzenia”
Sport
Wimbledon i Superbowl na koniach: Argentyna kocha polo tak, jak piłkę nożną
Sport
Finał cyklu Longines EEF Series na Służewcu: wielki sport w Warszawie
Sport
Jak działa system pomiaru czasu podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama