Historia Pałacu Staniszów to nie zapis dat, z którymi wiążą się realizowane przez właścicieli zmiany obiektu i jego otoczenia, ale przede wszystkim opowieść o wyjątkowej pasji, odwadze do podejmowania niestandardowych działań i poświęceniu dla realizacji marzeń.

Jej początek sięga 2001 roku. To wtedy Wacław Dzida przypadkowo zobaczył po raz pierwszy to miejsce: ruinę barokowego pałacu, otoczoną wyjątkowym parkiem. Decyzja o tym, żeby ją kupić, zapadła błyskawicznie – mimo że najbliżsi zniechęcali, a nadmiaru gotówki nie było. Żeby móc nabyć posiadłość, inwestor pozbył się swoich udziałów w Pałacu Łomnica, a ostatecznie otrzymał też wsparcie od rodziny.

Pałac Staniszów na Dolnym Śląsku z wyjątkową historią 

Miejsce, które Wacław Dzida pokochał od pierwszego wejrzenia, ma ciekawą historię. Pierwotnie był to renesansowy dwór z 2. połowy XVI wieku. W 1787 r. z inicjatywy księcia Henryka XXXVIII von Reuss w 1787 r. przebudowano go gruntownie na okazałą barokową rezydencję, a następnie dwukrotnie rozbudowywano w XIX wieku. W 1818 roku powstała oranżeria, a w 1887 dobudowano wschodnie skrzydło.

Do zakończenia II wojny światowej pałac pozostawał w rękach księcia von Reuss. Po wywłaszczeniu rodziny urządzono w nim prewentorium dla dzieci, a następnie sanatorium dla straży pożarnej. W latach 1991-2001 obiekt stał pusty i niszczał.

Czytaj więcej

Podniósł z ruin XVI-wieczny zamek na Dolnym Śląsku. „To projekt mojego życia”

W chwili, gdy Wacław Dzida kupował pałac, trudno było się nim zachwycać. Stan obiektu pozostawiał wiele do życzenia – podobnie jak stan otaczającego go parku krajobrazowego, kiedyś jednego z najpiękniejszych na Dolnym Śląsku. W jego obrębie znajdowały się lasy, malownicze formacje skalne Góry Witoszy oraz wybudowane w XIX wieku przez księcia Henryka XXXVIII sztuczne ruiny zamku na wzgórzu Grodna, z których roztaczał się niezapomniany widok na pasmo Karkonoszy i Kotlinę Jeleniogórską. To właśnie przyroda, w której zanurzony był pałac, szczególnie urzekła Agatę Rome-Dzidę, gdy przyszły mąż po raz pierwszy zabrał ją do Staniszowa i pokazał swoją posiadłość.

Foto: Archiwum właścicieli Pałacu Staniszów

– Zakochałam się w mężu, a nie w pałacu, który już miał, gdy mnie poznał – wspomina Agata, historyczka sztuki, architektka wnętrz i ekspertka zajmująca się renowacją obiektów pałacowych. – Nie ukrywam jednak, że francuski ogród, w którym zatopiony jest budynek, zrobił na mnie duże wrażenie – opowiada.

Pałac Staniszów 

Na początku właściwie wszystkie zarobione pieniądze Wacław Dzida inwestował w remont obiektu. Szybko było widać zmiany na lepsze. – W 2005 roku, kiedy braliśmy ślub, duża część pałacu była już gotowa do użytkowania – opowiada Agata Rome-Dzida. – Nie oznacza to jednak, że proces rewitalizacji się zakończył. Po pierwsze: zawsze można coś ulepszyć, a tutaj okazywało się to nawet konieczne, bo na przykład używane meble, które mąż kupował na początku, nie spełniały swoich funkcji. Po drugie: budynek pałacowy to tylko jeden z obiektów, które należało odrestaurować. Były jeszcze inne należące do folwarku: Dom Kawalera, spichlerz, obora, Dom Tyrolski. Tam prace odbywały się etapami, tak jak odtwarzanie parku. Uznajemy, że moment, w którym naprawdę wszystko było gotowe, przyszedł w 2014 roku. Wtedy w starym spichlerzu zaczęły działać spa i basen oraz galeria w oborze – opowiada Agata Rome-Dzida.

Foto: Karol Budrewicz

Obecnie w pałacu do dyspozycji jest 45 pokoi, w których, jeśli uwzględnić ewentualne dostawki, może być zakwaterowanych około 100 gości. Pełne obłożenie właściciele odnotowują głównie w czasie świąt i Nowego Roku. Goście z Niemiec wciąż stanowią większość wśród odwiedzających, ale nie dominują już jak kiedyś. 

– Mamy świadomość, że nasz pałac nie jest tak zwanym miejscem dla każdego – podkreśla Agata Rome-Dzida. – Jeśli ktoś potrzebuje wymuskanych, wypolerowanych wnętrz do tego, by dobrze się czuć, to tutaj tego nie znajdzie. Naszym wyróżnikiem jest autentyczność. Chcieliśmy, żeby ludzie, którzy nas odwiedzają, czuli tu dawny klimat. To się udało i jesteśmy z tego dumni. Za jeden ze swoich sukcesów uznajemy to, co usłyszeliśmy od baronowej von Arnim, która odwiedziła nas kilka lat temu. Siedząc w sali kominkowej i rozkoszując się atmosferą miejsca, powtórzyła kilka razy z nieudawanym poruszeniem „Jak przed wojną…”. To dla nas wyjątkowy komplement – opowiada.

Renowacja Pałacu Staniszów: liczyły się szczegóły 

Agata Rome-Dzida uważa, że efekt, który udało się osiągnąć i który docenia wielu gości, to efekt między innymi wciąż ograniczonych środków finansowych. Prace rozłożone w czasie można było starannie przemyśleć i zaplanować. Gdyby sytuacja finansowa pozwalała na natychmiastową zmianę wszystkiego, decyzje na pewno byłyby podejmowane inaczej – najłatwiej jest wybudować wszystko od nowa.

W przypadku Pałacu w Staniszowie zupełnie nie o to chodziło. Liczyły się szczegóły. I Agata, i Wacław, byli bezgranicznie oddani pałacowi. Latami się uczyli, podpatrywali najlepszych (za takich uznają Włochów), szukali inspiracji w różnych miejscach na świecie. We Francji znaleźli producenta mebli, które idealnie pasowały do wnętrz pałacu. Były drogie, ale wyjątkowe – miały w sobie „historyczną duszę” i nowoczesny twist. Przez jakiś czas nie mogli się im oprzeć. Kupowali.

Foto: Jacek Kucharczyk

Agata uświadomiła sobie jednak, że sama może projektować podobne przedmioty. Spróbowała, była zadowolona z rezultatów. Należało jeszcze znaleźć wykonawcę. to też się udało. Te doświadczenia nie tylko pomogły obniżyć koszty działania, ale i stały się kolejnym krokiem na ścieżce rozwoju. Dzisiaj Agata doradza właścicielom pałaców w Polsce, planuje i nadzoruje rewitalizacje obiektów, a meble jej projektu stoją w wielu tych wyjątkowych wnętrzach.

O ludziach, którzy są właścicielami pałacu, zwykło się myśleć, że wiodą pozbawione obowiązków i trosk życie. Rzeczywistość Dzidów tak nie wyglądała. Skupiali się na pracy. Z racji tego, że mieszkają w Pałacu – na ostatnim piętrze budynku zaaranżowali prywatną przestrzeń, którą zajmują z dwoma synami – byli i są w Staniszowie nieustannie. Nawet teraz, gdy Wacław od 2,5 roku walczy z glejakiem IV stopnia. Choroba odbiera mu sprawność i siły, ale nie determinację do bycia aktywnym zawodowo. Każdego ranka wstaje, przygotowuje się do wyjścia i idzie robić swoje – w miarę możliwości.

Foto: Karol Budrewicz

– Mój mąż nie umie odpuszczać – mówi Agata. – Możliwe, że teraz myśl o „zobowiązaniu wobec pałacu” wręcz trzyma go przy życiu, ale kiedy myślę o tym, jak działaliśmy wcześniej, czuję, że mogliśmy bardziej dbać o balans między pracą i życiem prywatnym. Ludzie zapewne myślą o nas „państwo z pałacem”, a prawda jest taka, że ja nie pamiętam, kiedy pływałam we własnym basenie – zauważaTego, że będzie właścicielką pałacu, nigdy nie planowała. Ma artystyczną duszę i doktorat z historii sztuki. W budynku dawnej obory należącej do folwarku mieści się jej galeria, showroom i siedziba Fundacji Forum Staniszów, którą powołała z zamiarem propagowania współczesnej kultury i sztuki związanej z regionem Karkonoszy. W galerii na przykład można oglądać prace malarzy, grafików i ceramików z Kotliny Jeleniogórskiej, prezentowane również na wystawach wyjazdowych.

Tego, że będzie właścicielką pałacu, nigdy nie planowała. Ma artystyczną duszę i doktorat z historii sztuki. W budynku dawnej obory należącej do folwarku mieści się jej galeria, showroom i siedziba Fundacji Forum Staniszów, którą powołała z zamiarem propagowania współczesnej kultury i sztuki związanej z regionem Karkonoszy. W galerii na przykład można oglądać prace malarzy, grafików i ceramików z Kotliny Jeleniogórskiej, prezentowane również na wystawach wyjazdowych.

Pałac Staniszów – dziedzictwo z odpowiedzialnością

O swojej drodze zawodowej Agata Rome-Dzida mówi, że niczego nie żałuje i nic by w niej nie zmieniła. Każde doświadczenie, które zdobyła jako właścicielka Pałacu Staniszów, uznaje za cenną lekcję. Dzięki temu, że jest praktykiem, czuje się bardziej wartościowym ekspertem w swojej branży. Doradza z perspektywy osoby, która zna każdą stronę medalu nazywanego posiadaniem pałacu, inwestowaniem w niego i prowadzeniem go jako obiektu hotelowego.

Foto: Archiwum właścicieli

Agata Rome-Dzida przyznaje: pałac nie był jej marzeniem ani największą miłością od pierwszego wejrzenia, ale teraz myśli o nim bardzo ciepło. Jego prowadzenie stało się rodzajem misji. W materialnym wymiarze ta inwestycja nigdy się nie zwróci. Agata czasem łapie się na myśli, że jej rodzina skazana jest na tę posiadłość, bo trudno wyobrazić sobie, że mógłby się znaleźć nabywca chcący zapłacić tyle, ile naprawdę wart jest Staniszów.

Nie ma jednak wątpliwości, że to, co zrobili wspólnie z mężem, znaczy więcej niż pieniądze. Udało im się przywrócić do życia kawałek przeszłości. Co więcej: zrobili to w dużym stopniu intuicyjnie, bo dokumentacja dotycząca dawnego wyglądu pałacu, którą zdobyli, nie dawała szczegółowych wskazówek.

Czy dzieci państwa Dzidów przejmą ten obiekt z rąk rodziców? Agata chciałaby, żeby kolejne pokolenia mogły poznawać miejsce, w które tchnęli z mężem nowe życie. Nie będzie jednak na siłę obdarowywała synów tym dziedzictwem. Decyzję o zaangażowaniu w utrzymanie pałacu podejmą samodzielnie. Obecnie starszy syn, 20-letni Antoni, korzysta z urlopu dziekańskiego na studiach i stara się wypełniać część obowiązków dotychczas należących do ojca. Razem myślą już nawet o najbliższych inwestycjach, które ich czekają.

Co Agata Rome-Dzida powiedziałaby komuś, kto rozważa zakup zaniedbanego pałacu? – Zapytałabym, czy wie, z czym planuje się mierzyć i czy kocha to wystarczająco mocno, aby udźwignąć powagę zobowiązania, które na siebie bierze – odpowiada bez chwili zawahania.