W wielu domach można natknąć się na wina leżące lub – co gorsza – stojące na półce od lat. Ich właściciele twierdzą, że trzymają te butelki „na specjalną okazję”.

Czasem wina, odkładane na ten bliżej nieokreślony moment, zostały kupione za kilka czy kilkanaście euro na urlopie w jednym z krajów winiarskich. Smakowały na południu Europy, więc uznajemy, że to wyjątkowy produkt, który warto przywieźć do domu i trzymać przez kilka lat, aż stanie się jeszcze lepszy. Tymczasem trzymanie takich win przez lata nie ma najmniejszego sensu. Po otwarciu butelki nadchodzi rozczarowanie – wino smakuje przeciętnie. W czym tkwi problem?

Na które wina nie warto czekać?

Czasem przyczyną nieciekawego smaku wina trzymanego w domu przez lata jest nieprawidłowe przechowywanie. Jednak nawet jeżeli trunek spoczywał w odpowiednim miejscu i we właściwej pozycji, z czasem mógł stracić swój młodzieńczy wigor i owocowy charakter.

Czytaj też: Wino różowe: co trzeba o nim wiedzieć, by dobrze wybrać?

90 procent globalnego rynku win to produkty, które należy wypić w ciągu roku, maksymalnie w ciągu kilku lat od daty produkcji.

W każdym roku produkuje się jedynie 5-10% win, które mają potencjał do tego, aby rozwinęły bogatszy bukiet aromatów i paletę smaków. Takie wina można odłożyć na co najmniej rok.

Istnieje też kategoria win inwestycyjnych. Stanowią one jedynie około 1% całego rynku win. Bardzo zyskują po co najmniej 5 latach od daty produkcji i to właśnie w przypadku tych produktów warto uzbroić się w cierpliwość i trzymać te wina „na specjalną okazję”.

Najczęściej mówimy tu o butelkach pochodzących z takich regionów jak Bordeaux, Burgundia, Piemont czy Toskania. Oczywiście ceny są adekwatne do ich funkcji i mogą wynosić nawet kilkaset tysięcy złotych za butelkę. Tyle że inwestując w takie wina, mamy nadzieję, że z czasem będą jeszcze droższe.

Które wina warto trzymać?

Jak stwierdzić, czy wino nadaje się do leżakowania? Pierwszym wskaźnikiem jest cena. Są bardzo niewielkie szanse, że wino w cenie do 50 zł skorzysta na dojrzewaniu.

Czytaj też: Wino w puszce: czy ten nowy trend przyjmie się w Polsce?

Niemniej, zdarzają się wina już z przedziału 50-100 zł, które mogą zyskać na czasie. Można pokusić się o eksperyment i odłożyć butelkę do naszej domowej piwniczki, oczywiście w konsultacji z wykwalifikowanym sprzedawcą. W razie porażki dla portfela będzie to niewielka strata. A satysfakcja? Za te 2-3 lata może być znacznie większa niż dziś.

Warto też zorientować się, czy wino przed zabutelkowaniem było dojrzewane w beczce, czy nie. Zwykle te, które spędziły trochę czasu w beczce, mają większy potencjał starzenia.

Znaczenie ma też szczep: im potężniejszy (np. syrah, cabernet sauvignon, merlot), tym większy jego potencjał. Z mniej ekstraktywnymi szczepami (np. pinot noir czy grenache) lepiej nie czekać.

Jak prawidłowo przechowywać wino?

Z pewnością nie na stojąco, w tradycyjnym barku! To prosta droga do wysuszenia korka, czego efektem jest przedostanie się tlenu do wina tlenu. Efektem będzie zamiana wina w ocet.

Jeżeli mówimy o winach wartych dojrzewania, warto zapewnienić im odpowiednie warunki. Dzięki temu wino będzie harmonijnie rozwijać swój potencjał.

Idealnie byłoby trzymać wino w chłodnej, wilgotnej piwnicy. Temperatura około 11-15˚C i wilgotność na poziomie 85% to dla wina najlepsze środowisko. Korek pozostaje wówczas odpowiednio wilgotny, co zapobiega przedostaniu się do wina nadmiernej ilości tlenu. Alternatywą jest chłodziarka do wina. Zapewni ona warunki zbliżone do tych, które panują w piwnicy.