W ramach walki z negatywnymi efektami zmian klimatycznych członkowie szampańskiego stowarzyszenia winiarzy (SGV) zdecydowali o tym, że krzewy winorośli potrzebują więcej przestrzeni. Bez tego jakość owoców, a co za tym idzie – samych szampanów – będzie coraz gorsza. Nie wszyscy jednak cieszą się z nowych reguł.

Szampania i zmiany klimatyczne

Od około stu lat winorośl uprawiano w Szampanii z zachowaniem odległości półtora metra między krzewami. Ta zasada dotąd się sprawdzała, stosuje ją zresztą wielu producentów win wysokiej jakości na całym świecie. Takie „stresowanie” winorośli zmusza rośliny do rywalizowania ze sobą o wodę i składniki odżywcze, zawarte w glebie.

Czytaj też: W Szampanii widać zmiany klimatu. Więcej win bez bąbelków

Zdaniem winiarzy, gdyby krzewy były bardziej od siebie oddalone, każdy z nich zyskałby lepszy dostęp do substancji odżywczych i wody, a to „rozleniwiłoby” winorośl. Co prawda zbiory byłyby większe, jednak praktyka taka odbiłaby się negatywnie na jakości owoców.

Tymczasem w ciągu ostatnich kilku dekad postępujące zmiany klimatyczne sprawiły, że ziemia zubożała, a roślinom zaczyna brakować wody. Dochodzi do tego trudność we wprowadzeniu nowoczesnych metod upraw ciasno obsadzonych winnic, a więc wyższe koszty pracy.

Dodatkowa irygacja i nawożenie nie wchodzą w grę, dlatego szampańscy winiarze znaleźli inne rozwiązanie tego problemu. Członkowie SGV, najważniejszego stowarzyszenia producentów szampana, przegłosowali pomysł, aby zwiększyć maksymalną dopuszczalną odległość między krzewami do 2-2,2 metra. Jak donosi serwis „France 24”, w praktyce obecnie dystans ten wynosi najczęściej między 1,2 a 1,3 metra.

Rzadsze nasadzenia krzewów mają też swoje uzasadnienie ekologiczne. Przez ostatnich 15 lat SGV we współpracy z winogrodnikami, domami szampana i naukowcami prowadziło badania, które potwierdziły, że przerzedzenie winnic zredukuje emisję gazów cieplarnianych o ponad 20 procent.

Maxime Toubart, prezes SGV, powiedział w rozmowie dla serwisu „France 24”: „Pomoże nam to całkowicie zrezygnować z herbicydów, zredukować użycie pestycydów o 50 procent, a do 2025 roku – zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 25 procent”.

Władze organizacji SGV zastrzegają jednak, że wprowadzenie zmian nie będzie obowiązkowe. Co więcej, Toubart przewiduje, że proces na większą skalę może potrwać nawet trzy pokolenia.

Zmiany w Szampanii

Pomysł spotkał się z krytyką niektórych winiarzy. Część z nich sprzeciwia się odejściu od tradycyjnych upraw na rzecz modernizacji, a co za tym idzie – większej mechanizacji. Pracownicy winnic obawiają się, że ich pracę zastąpią maszyny.

„Pod przykrywką argumentów ekologicznych wdrażany jest plan cięcia kosztów” – skomentował decyzję SGV Patrick Leroy ze związku zawodowego w rozmowie z Christianem Smithem, dziennikarzem serwisu „The Drinks Business”.

Decyzja SGV czeka jeszcze na zatwierdzenie ze strony francuskiej instytucji INAO, nadzorującej krajową produkcję wina.

Jak zmiany w Szampanii odbiją się na cenach szampana? Rzadsze nasadzenia w przypadku tego regionu nie oznaczają większych plonów – chodzi jedynie o utrzymanie jakości owoców na niezmiennym poziomie. Szampany to dobro luksusowe, więc ich ceny nie spadną. Bardziej prawdopodobne jest, że za butelkę szampana trzeba będzie zapłacić więcej.

Francuskie winiarstwo od kilku lat modyfikuje zasady upraw winorośli w reakcji na zmiany klimatyczne. W 2018 roku INAO zaakceptowało uprawy odmian winorośli łatwiej adaptujących się do zmian klimatu. Natomiast zimą 2021 roku w Bordeaux dopuszczono do produkcji tamtejszych win sześć nowych odmian, które dobrze znoszą wysokie temperatury.

Źródła: The Drinks Business, France 24