Wygląda na to, że tegoroczny okres przedświąteczny pod wieloma względami będzie dla Hiszpanów inny niż poprzednie. Będą bowiem musieli iść na trudne kompromisy, wybierając się ze znajomymi do baru czy restauracji. Powód? W lokalach zaczyna brakować trunków, które najczęściej wybierają mieszkańcy hiszpańskich miast.

Hiszpania: to będzie karnawał w nieco innym stylu

Zjawisko najbardziej zauważalne jest w największych hiszpańskich miastach. Długotrwały kryzys związany z pandemią sprawił, że dostawy wielu trunków stały się bardzo utrudnione, by nie powiedzieć: niemożliwe.

Czytaj więcej

Kradzież stulecia: z restauracji w Hiszpanii zniknęły wina za 1,5 mln złotych

Życie towarzyskie Hiszpanów wygląda inaczej, niż Polaków. My lubimy „domówki”, w Hiszpanii ludzie wolą pójść do baru, restauracji czy klubu. To właśnie tam ludzie spotykają się aby porozmawiać, zjeść coś i przy okazji – wypić. Połowa sprzedaży alkoholu w Hiszpanii odbywa się właśnie w lokalach.

Nic więc dziwnego, że kiedy w październiku po wielu miesiącach nareszcie otwarto w Hiszpanii restauracje i bary, przeżyły one oblężenie. Masowy powrót do normalności dało się zauważyć zwłaszcza w dużych miastach.

Efekt? Z barowych półek szybko znikły najbardziej popularne marki alkoholi. Braki dotyczą takich na przykład lubianych przez Hiszpanów ginów, tequili czy wódki. Trudno to sobie wyobrazić, bo również w Polsce do rzadkości należą puby czy bary, w których nie można by było znaleźć popularnych trunków.

„Ograniczenia dostaw nie dotyczą wszystkich marek. Problem dotyczy przede wszystkim trunków, do których klienci są najbardziej przywiązani” – powiedział w wywiadzie dla AFP Roberto Ucelay, menedżer jednego z kurortów na Teneryfie.

Jak niemal na całym świecie, przyczyną takiej sytuacji jest pandemia i nie chodzi o niższą produkcję popularnych alkoholi. Produkcja alkoholi idzie pełną parą, ale problem leży gdzie indziej.

Producenci: mamy kłopot z dostawami

Od początku pandemii branża transportowa mierzy się z masowym odpływem siły roboczej. Brakuje kierowców i magazynierów i po prostu nie ma komu dostarczyć towarów tam, gdzie jest na nie zapotrzebowanie.

„Problemem nie tkwi w niedoborze produktów, ale w kłopotach z dostawami” – powiedział w rozmowie z AFP przedstawiciel Pernod Ricard, drugiego największego na świecie producenta alkoholi. Dodał też, że do braków alkoholu w Hiszpanii przyczynił się styl życia mieszkańców tego kraju, którego ważnym elementem są częste spotkania w knajpkach.

Co więcej, firmy transportowe cierpią na niedobór kontenerów i pojazdów. Zresztą, nawet gdyby dysponowały odpowiednią flotą ciężarówek i samochodów dostawczych, nie byłoby komu zasiąść za kierownicą. Z kolei niektórzy producenci alkoholi cierpią na brak butelek i kartonów do ich zapakowania.

Branżowy serwis „The Drinks Business” informuje, że według szacunków hiszpańskiego stowarzyszenia producentów alkoholi Espirituosos España w przypadku dostaw niektórych marek ten problem może potrwać nawet pół roku.

Espirituosos España ocenia też, że sytuację dodatkowo utrudnia wzrost i tak już gigantycznego popytu na alkohol w największych krajach świata. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych i Chin pochłaniają ogromne ilości różnego rodzaju alkoholi i mniejsze kraje muszą się zadowolić tym, co zostaje.

Hiszpańscy barmani stoją więc przed nowym wyzwaniem zawodowym. W najbliższe święta i w trakcie karnawału będą musieli zmienić nieco receptury klasycznych drinków i znaleźć odpowiednie alternatywy sprawdzonych i lubianych alkoholi. Tych jednak na szczęście w Hiszpanii nie brakuje.