Szukaj

Technologia, która przynosi fałsz

Thinking robot. Clipping path included. 3D illustration

Znane koncerny i przedsiębiorcy nie ukrywają, że robią wielkie pieniądze na nowych technologiach, sęk jednak w tym, że aspekty moralne tych innowacji nie mają dla nich specjalnego znaczenia. W świecie kultury, życia prywatnego i biznesu znajdujemy więc sporo fikcji, kłamstwa, iluzji, a nawet bólu.

Wydaje się, że największy sprzeciw etyczny najłatwiej wywołują produkty i technologie wkraczające w świat polityki i rozrywki, czyli tam, gdzie najczęściej skierowane są oczy mediów. Przecież trudno nie czuć wątpliwości, gdy wypływają informacje o produkcji gry komputerowej „I Am Jesus Christ” przez PlayWay, w której użytkownicy mają się wcielać w rolę Mesjasza…

Trudno przejść obojętnie wobec aplikacji pozwalających na tworzenie deep fake’ów i podkładaniu pod oryginalne nagrania z politykami słów, których nigdy nie wypowiedzieli. Tworzenie fikcji, przekłamań, zbytnich uproszczeń i granie na emocjach (także tych najgłębszych) jest przecież niemoralne. I nie ma w nas na to zgody.

A jednocześnie ze stoickim spokojem lub wręcz z entuzjazmem przyjmujemy fakt, że koncerny filmowe odmładzają komputerowo aktorów, a w przyszłości mają także ożywiać na ekranie największych nieżyjących idoli kina. Podobnie dzieje się w świecie muzycznym – planowane są koncerty z hologramami zmarłych wokalistów.

Fałszywe obrazy w kulturze i polityce

„Ożywianie” gwiazd wydaje się odbiorcom niewinną sprawą, gdy jednak rozwój tej technologii przełożymy np. na świat informacji medialnej, zaczyna pojawiać się poważny problem. Jak bowiem będziemy odróżniać wiadomości prawdziwe od fałszywych, gdy technika osiągnie szczyt swego zaawansowania? Czy zaleje nas szum informacji niemożliwych do sprawdzenia? Łącznie z dementi, które może przecież także może być fałszywe…

Technologia odmładzania aktorów na ekranie wciąż jeszcze nie jest doskonała – przykładem tego niech będzie np. film „Irlandczyk”, na którego produkcję wydano przynajmniej 140 milionów dolarów, z czego dużą część pochłonęło cyfrowe zmienianie aktorów i efekty specjalne.

W obrazie Martina Scorsese na potrzeby retrospektywnych fragmentów odjęto 20-30 lat Robertowi De Niro, Alowi Pacino czy Joe Pesciemu. Jak to zrobiono? Najpierw stworzono modele 3D aktorów po zeskanowaniu ich twarzy w wysokiej rozdzielczości i stworzeniu bazy mimiki. Następnie po nagraniu prawdziwych scen zwykłymi kamerami, specjalne oprogramowanie przetwarzało dwuwymiarowy, płaski obraz na model trójwymiarowy, starając się przy tym dopasować go do stworzonej wcześniej siatki budowy twarzy i mimiki na modelach 3D.

Po premierze „Irlandczyka” YouTuberzy rozpętali w Internecie dyskusję na temat słabych efektów finalnych odmładzającej przemiany. Internauci z kanału iFake zaprzęgli do pracy darmową aplikację DeepFaceLab, by pokazać, że potrafi ona odmłodzić aktorów w sposób bardziej wiarygodny. Szczególnie dobrze udało się to w przypadku Roberta De Niro, a praca nad jego odmłodzeniem trwała zaledwie tydzień…

Ten głośny przypadek pokazuje skalę zmian, które już wkrótce zaleją nasze komputery, telefony, a być może także i telewizje, bo aby stworzyć fałszywe nagranie nie trzeba już mieć milionowych budżetów – wystarczy darmowy program do zmiany twarzy i generator głosu wiernie naśladujący wgraną mu wcześniej próbkę.

Musimy mieć świadomość, że w najbliższym czasie czeka nas zalew fałszywek, a weryfikacja prawdy stanie się trudniejsza, niż kiedykolwiek w historii.

Iluzja w życiu prywatnym

Jeśli wydaje nam się, że nowe technologie obecne w naszym życiu prywatnym nie tworzą iluzji – możemy być w błędzie poznawczym. Aby z niego się wyrwać, trzeba zadać sobie odpowiednie pytanie. Na przykład – czy osoby, które zrezygnowały z telewizora we własnym domu, a w zamian oglądają filmy, seriale i programy na internetowych platformach wideo – naprawdę nie oglądają telewizji? Czy też jedynie zamieniły klasyczną ofertę na ofertę dostępną na żądanie?

Co zrozumie nastolatek z jednego z najważniejszych w historii muzyki koncept-albumu „The Wall” Pink Floyd, jeśli kupi w sieci tylko jeden z przebojów na nim zawartych i nie usłyszy całości płyty? Płyty, na której istotne jest ustawienie utworów, budowanie nimi określonej opowieści i nastroju, zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej.

A co z literaturą? Czy słuchając audiobooków naprawdę czytamy? Z jednej strony oczywiście zapoznajemy się z treścią książki, z drugiej jednak jesteśmy skazani na tempo zaproponowane nam przez lektora i narzucone nam aktorskie interpretacje tekstu. Czy to jest to samo, co czytanie? Czy audiobooki w takim samym stopniu, co zwykłe książki uruchamiają naszą wyobraźnię, wywołują błądzenie myślami po wspomnieniach, budzą przemyślenia, pytania czy analizy?

Obecność nowych technologii w życiu codziennym to nie tylko ułatwianie nam życia, przez łatwiejsze czytanie, słuchanie czy oglądanie. To nie tylko możliwość korzystania z pralki, mikrofalówki, zmywarki czy robota sprzątającego. Dziś liczy się tzw. Internet Rzeczy, czyli koncepcja automatycznego gromadzenia danych i wymieniania się nimi poprzez sieć. Nowoczesna lodówka potrafi dzisiaj sama zamówić w sklepie internetowym brakujący w niej produkt, system alarmowy włącza kamery po włamaniu i przesyła obraz na żywo właścicielowi mieszkania, telefon domowy przekierowuje połączenia na komórkę, komputer sam aktualizuje własne oprogramowanie, a telewizor wyłącza się, gdy ktoś przed nim śpi. Te technologie nie budzą w nas większego niepokoju, bo nie niosą ze sobą zbyt wielkich oporów moralnych.

Ale już lokalizacja GPS smartfona własnego męża czy dzieci, wszczepianie chipów zwierzętom czy obecność w domu inteligentnych robotów – może budzić etyczne wątpliwości. Takim przykładem są na przykład roboty udające zwierzęta. Popularne w Japonii robo-psy są już na tyle zaawansowane technologicznie, że uczą się od swoich właścicieli i podejmują „własne” decyzje. „Własne” choć wciąż w ramach wgranego im oprogramowania, ale naukowcy pracują nad rozwojem sztucznej inteligencji tak mocno, że ta sytuacja może szybko ulec zmianie.

Wynalazek sztucznych zwierząt domowych miał być ukłonem w stronę alergików i osób, których nie stać na utrzymywanie zwierząt, ale naukowcy już zetknęli się z niespodziewanymi problemami.

– Już nawet w ciągu dekady psy-roboty mogą zastąpić w naszych domach te prawdziwe, jeśli utrzymywać się będzie poziom naszej fascynacji technologią i migracje ludzi do wielkich, zatłoczonych metropolii – przewidywał pięć lat temu dr Jean-Loup Rault z University of Melbourne na łamach „Frontiers in Veterinary Science”. Badacz wyjaśniał wtedy, że robotyczne zwierzęta domowe pokonały długą drogę od szaleństwa Tamagotchi w połowie lat 90. „W Japonii ludzie zaczynają się tak przywiązywać do swoich psów-robotów, że kiedy podzespoły padną, organizują dla nich pogrzeby”.

Dziś robotyczne zwierzęta są jeszcze bardziej zaawansowane technologicznie. Ich zachowanie jest odpowiedzią na zachowanie ludzi, opiekunów. A opiekunowie coraz silniej związują się z maszynami. Takie emocjonalne przywiązanie do robotów może zmienić całe nasze postrzeganie zwierząt. Dzieci wychowywane z pupilami, których nie trzeba karmić, wyprowadzać, leczyć czy okazywać czułości, mogą mieć zaburzone relacje z prawdziwymi zwierzętami. Mogą nie umieć odczuwać empatii albo wykazywać się zachowaniami agresywnymi wobec jakiegokolwiek nieposłuszeństwa ze strony prawdziwego psa lub kota…

Nowa technologia w biznesie

Biznes także przyjmuje z otwartymi ramionami nowe technologie, szczególnie te, które mogą ograniczyć produkcyjne koszty. To już nie są opowieści science-fiction, że „inteligentne” budynki same wyłączają światło i obniżają temperaturę w pomieszczeniach, gdy czujniki w nich zainstalowane nie wykrywają obecności człowieka. Ani te, że samochody kierowców i kurierów są monitorowane przez ogarniające cały kraj systemy ustalania ich pozycji.

Przedsiębiorstwa reagują dynamicznie także na wynalazki i metody zapewniające większą efektywność pracy ich pracowników. W biurach masowo stosuje się już karty magnetyczne, dzięki którym można dokładnie ustalić czas czyjejś pracy, a zbyt długie przerwy pracodawcy odliczają od wypłacanych pensji. Teraz – wymyślono coś jeszcze. Otóż Mahabir Gill zaprojektował nietypowy produkt nazywający się „StandardToilet” – to specjalna toaleta do biurowców. Różni się od zwykłej tym, że jej deska jest nachylona pod kątem 13 stopni, a ta płaszczyzna sprawia, że wygodnie można na niej siedzieć jedynie od pięciu do siedmiu minut. Ma to ma podnieść wydajność pracowników i ostatecznie skończyć z ich przesiadywaniem w toalecie.

Tym niezwykłym produktem z pewnością zainteresują się tysiące firm na świecie. Pytanie czy to etyczne?

Zamknij
Zamknij