Szukaj

Szczera rozmowa z własną szafą

Chcesz w 2020 roku zrobić coś dla świata? Zacznij od swojej garderoby. To, co na siebie wkładasz, ma niebagatelny wpływ na życie innych ludzi.

Niemal 70 proc. zawartości twojej szafy jest ci zbędne – wynika z badania przeprowadzonego w dwudziestu krajach przez niemiecką firmę Movinga, specjalizująca się w przeprowadzkach. Mimo że twoje, półki i wieszaki pękają w szwach, wciąż kupujesz nowe ciuchy.

Jak wynika z kolei z raportu KPMG pt. „Rynek mody w Polsce. Wyzwania” co trzeci Polak przynajmniej raz w miesiącu stara się kupić sobie coś nowego. Co drugi, wśród tych, urodzonych po 1990 r.. Przed wyjściem ze sklepu z nową sukienką czy parą butów trudno nam się oprzeć, zwłaszcza jeśli mają okazyjną cenę.  A o to nie trudno, bo o dzień bez promocji, festiwali zakupowych, czy posezonowych wyprzedaży, nie jest łatwo. Najbliższe zaczynają się zaraz po Nowym Roku, kiedy właściciele sklepów sieciowych muszą opróżnić magazyny, ze względu na konieczność przyjęcia dostaw z nową kolekcją.

Ścisk w garderobie to jednak nie jedyny problem, który wynika z tego nadmiaru. Według badań przeprowadzonych przez Fundację Ellen MacArthur, co sekundę na wysypiska trafia śmieciarka pełna tekstyliów. Przemysł modowy zużywa ok. 80 miliardów metrów sześciennych słodkiej wody, emituje ponad milion ton CO2 i produkuje 92 miliony ton odpadów rocznie. To cena “fast fashion”.

Prosto z wybiegu na ulice

Żeby biznes się kręcił, odzież musi być tania, łatwo dostępna i pożądana. Niskie ceny zapewnia niska jakość tkanin i robocizny. Dlatego większość ciuchów, które nosisz, ma napis “made in China, Bangladesh, India”. Zlokalizowane tam szwalnie i fabryki tekstyliów słyną z łamania praw pracowniczych i standardów ekologicznych. Wytworzone w nich produkty są transportowane do docelowych punktów zbytu w sklepach i galeriach handlowych na całym Zachodzie.  O to, by wzbudziły pożądanie przekładające się na wydane przez ciebie pieniądze – dba cały zastęp specjalistów. Trendy w zmieniają się zgodnie z kalendarzem pokazów mody w Mediolanie, Paryżu, Londynie, Nowym Jorku i Berlinie.

Jak tłumaczy  dr Piotr Szaradowski, wykładowca na specjalności fashion design w poznańskiej School of Form Uniwersytetu SWPS – boom konsumencki trwa od lat   80-tych ubiegłego wieku. – To od tego czasu datuje początek życia na kredyt, pokazywania statusu społecznego przez stan posiadania, co było de facto ponad stan. Dotyczyło to również odzieży, na czym skorzystali jej producenci.  – wyjaśnia. Jak dodaje, w ten sposób wzory z wybiegów, zarezerwowane do tej pory dla elity finansowej, trafiły do szafy “zwykłego” Kowalskiego, po drodze tracąc na jakości, by dostosować cenę produktu do możliwości jego portfela. Efekt? Jak podają autorzy raportu KPMG masowy konsument kupuje o 400% więcej odzieży niż 20 lat temu.

Odzieżowe tsunami

Statystyczna rodzina mieszkająca w jednym z państw zachodnich wyrzuca 30 kg. ubrań rocznie – wynika z danych opublikowanych w książce “Moda na zrównoważony rozwój: świadomość konsumencka i edukacja” wydanej pod redakcją Subramanian Senthilkannan Muthu, specjalisty od zrównoważonego rozwoju z SgT Group w Hongkongu. Nic dziwnego. Tanie ciuchy dosłownie “palą się” na ciele. Bawełniana piżama czy koszulka za kilkanaście złotych już po kilku praniach wygląda, jakby żerowało na niej stado moli. W dodatku się kurczy. Czas jej użytkowania dodatkowo skraca pobyt w bębnie suszarki. Do pralki częściej trafiają materiały ze sztucznych tkanin, które łatwiej się brudzą od naturalnych. Razem z mydlinami, do oceanów trafiają mikrocząsteczki plastiku, z których są wykonane. W ten sposób zanieczyszczane są nie tylko morskie wody, ale i wszystko, co w  nich żyje. W tym ryby, które trafiają na twój talerz. A to grozi twojemu zdrowiu.

Konfekcja z lepszej jakości materiałów jest tylko pozornie dostępna. – Dobre rzeczy są tak drogie, że większości ludzi nie stać, by je często kupować. Choć nosi się je latami, nie sięgamy po nie. Mamy wewnętrzną potrzebę, ciągłego nabywania czegoś nowego, w przystępnej cenie i, co  z tego wynika, niskiej jakości. – tłumaczy dr Piotr Szaradowski. Za takie “oszczędne” zakupy często płacimy jednak więcej niż za produkty wysokiej klasy. Wystarczy zliczyć wydatki odzieżowe poniesione w sieciówkach z ostatnich czterech lat i porównać je z ceną zapełnienia w tym czasie szafy porządnymi ciuchami. Mniej więcej tyle czasu zdaniem Basi Józefiak, personal shopperki, specjalistki stylizacji i wizerunku, zajmuje skomponowanie tzw. “kapsułowej” garderoby.

Sztuka wyborów

Jak pisze na swoim blogu “Twojapesa.pl”, koncepcja “kapsułowej” garderoby powstała w latach 70-tych w Londynie, a jej matką była Susie Faux, właścicielka butiku, która chciała zaoferować swoim klientkom ubrania, które będą mogły nosić latami bez względu na aktualne trendy w modzie.

Dodatkowym założeniem było przekonanie, że do stworzenia takiego uniwersalnego zestawu nie potrzebna jest góra ubrań, lecz 30-40 elementów, które łatwo miksować. Jak się do tego zabrać? – Zadać sobie podstawowe pytanie “co, to co na siebie wkładam, ma o mnie mówić”. Może brzmi to nieco filozoficznie, ale odpowiedź daje nam wiedzę, czy warto rzecz trzymaną w ręce zatrzymać – odpowiada personal shopperka.

Rewolucje w garderobie radzi robić metodycznie. – Otwieramy szafę i po kolei sprawdzamy jej zawartość pod kontem naszych oczekiwań. To, co nie pasuje do naszej osobowości, typu urody czy rodzaju sylwetki, odrzucamy. Na bok odkładamy też  rzeczy w nieodpowiednim rozmiarze, te których nie lubimy i nie nosimy od dwóch lat. Wieszaki i półki oczyszczamy również z ubrań rozciągniętych, poplamionych, znoszonych.- wylicza. Ta ostatnia kategoria powinna trafić do recyklingu. Z przerobionych ubrań mogą powstać tworzywa kompozytowe lub paliwo. Reszcie możesz podarować drugie życie. – Można wydać koleżankom, oddać potrzebującym, sprzedać w sklepach z używaną odzieżą lub w internecie – podpowiada Twoja Pesa.

fot. Olga Jędrzejewska

Kupuj z głową 

Po przetrzebieniu zawartości garderoby może się okazać, że mimo sterty odrzuconych ciuchów, masz  braki w garderobie. I tu należy działać z głową. Nie po to przecież pozbywasz się niepotrzebnych ubrań, by na nowo zapełnić szafę asortymentem sieciówek. – Podstawą jest zrobienie listy tego, co jest potrzebne i noszenie jej ze sobą. W ten sposób, wybierając się na zakupy, nie poddamy się emocjom i namowom sprzedawców. Wiedząc, czego potrzebujemy, możemy zaplanować ten wydatek, dzięki czemu stać nas będzie na zakupy towarów lepszej jakości. Najwyżej chwilę na nie poczekamy – radzi Basia Józefiak.

Basia Józefiak, fot. Mangda Krajewska

Ale uwaga: nie wszystko lepsze, co ma wyższą cenę. Żeby zaopatrzyć się na lata, musisz poznać kilka podstawowych zasad. które pozwolą ci odróżnić drogie “szmaty” od wartościowych produktów.

– Dobrze jest wejść do sieciówek i sklepów oferujących rzeczy lepszej jakości i podotykać materiały. Sprawdzajmy ich jakość, czy są przyjemne w dotyku, jaki mają splot i czy już w sklepie nie mają zmechaceń. Porównując ze sobą materiały w sklepach z różną jakością, po pewnym czasie poczujemy różnicę.

Kolejny test dotyczy ściegów i wykończeń. – Należy odwrócić tkaninę na drugą stronę, by przekonać się, czy jest dobrze zszyta. Ściegi powinny być równe, ciągłe, nie splątane.  Warto też sprawdzić jak przyszyte są guziki, delikatnie za nie pociągając. – wylicza. W starannie uszytych koszulach, spodniach czy sukienkach poza szwem powinien pozostać minimalny zapas materiału, który umożliwia ewentualne poprawki krawieckie. O jakości wykonania świadczy też dopasowanie wzorów tkanin. – Moim klientom zawsze radzę przed zakupem zapoznać się ze składem tkanin.  Im naturalniej, tym lepiej. Dlatego zachęcam do ubrań wykonanych z jedwabiu, wełny, lnu, czy dobrej jakości bawełny. Jeśli na metce jest poliester czy poliamid, to nie polecam. To samo dotyczy podszewek – podsumowuje.

Podobne zasady obowiązują w konfekcji skórzanej i wyborze butów – Dłuższą trwałość mają te wykonane z grubszych materiałów. Warto więc zapytać, czy zrobiono je ze skóry licowej. Jeśli sprzedawca nie jest w stanie udzielić odpowiedzi, to pewnie mamy do czynienia z dwoiną, skórą gorszej jakości. – mówi specjalistka.

Jeśli przeraża cię wyzwanie, jakim jest skonfrontowanie się z zawartością własnej szafy, spróbuj metody małych kroczków. Na stronach Basi Józefiak od 6 stycznia znajdziesz podpowiedzi jak w ciągu tygodnia zmienić podejście do garderoby i swojego wizerunku.

Green level

Ograniczenie zakupów do minimum nie kończy się w sklepie. Żeby rzeczy służyły ci jak najdłużej, musisz o nie odpowiednio dbać. Bieliznę najlepiej prac ręcznie. Jeśli w pralce, to tylko w niskich temperaturach, włożoną w specjalne woreczki. Zanim wrzucisz resztę ubrań do pralki, przeczytaj sugestie ich czyszczenia, umieszczone na metkach. Unikaj też suszenia w suszarkach, zabójczego dla większości rzeczy.

Drobne “usterki” czyli urwane guziki, naderwane szwy, możesz samodzielnie naprawić lub oddać do krawcowej. Jeśli jej usługa ma cenę nieadekwatna do wartości uszkodzonego elementu garderoby, być może nie było sensu go kupować.

Są jeszcze dwa sposoby, w jakie możesz codziennie dbać o środowisko i życie na ziemi. Pierwszy to ubieranie się w “lumpeksach”. – Rzeczy vintage, z drugiej ręki, są teraz na czasie.  Niestety polskie vintage shopy są adresowane głównie do pań. – uważa dr Piotr Szaradowski. Drugi, zdecydowanie droższy, to kupowanie tekstyliów bardziej przyjaznych środowisku, który zdaniem specjalisty może być rozwiązaniem dla tych osób, które mają problemy z samoograniczaniem się.

fot. Olga Jędrzejewska

– Biodegradowalne tworzywa pozwalają na produkowanie mniejszych ilości śmieci. Naturalne materiały łatwiej zrecyklingować. Oznaczone certyfikatem  Fairtrade świadczą o sprawiedliwym traktowaniu rolników i pracowników, którzy je wytwarzali. Kupując coraz częściej tego typu produkty wywieramy na właścicieli sklepów nacisk na poszukiwanie nowych technologii, które pozwolą ograniczyć zanieczyszczanie środowiska w takim stopniu, jak to ma miejsce teraz – podsumowuje.

Zamknij
Zamknij