Posadzenie drzewa na własnym podwórku to z pewnością marzenie wielu osób posiadających kawałek swojej ziemi i nie chodzi jedynie o mężczyzn. Tymczasem miliarderzy nie chcą czekać, aż z małej rośliny wyrośnie ta majestatyczna i obsadzają swoje posiadłości gotowymi, dużymi, pięknymi okazami, co oczywiście nie jest tanim przedsięwzięciem. Zjawisku przyjrzał się New York Times.

Drzewo, a najlepiej cały las – nowy przedmiot pożądania wśród bogaczy

Historia branży, w której wyspecjalizowani robotnicy wykopywali drzewo wraz z korzeniami, aby na zlecenie klienta posadzić je w innym miejscu, jest całkiem długa – sięga co najmniej XVIII w. Do tej pory ten sektor był dość niszowy, ostatnio jednak przeżywa rozkwit. Bogaci klienci płacą horrendalne kwoty, aby na ich posesjach znalazły się okazałe palmy, dęby, lipy, buki, a nawet baobaby.

Za wzrost tej specyficznej branży, która wyjątkowo prężnie rozwija się zwłaszcza w USA, odpowiada dynamicznie powiększająca się grupa tamtejszych miliarderów. Są to głównie giganci z branży technologicznej i finansowej, którzy akumulują w Stanach coraz większy majątek. Na ich zlecenie stare drzewa wykopuje się ze szkółek, ładuje na ciężarówki, po czym rośliny wędrują wiele kilometrów, aby trafić na posesję w jednej z enklaw bogactwa rozsianych po całych Stanach.

Czytaj więcej

Koniec blandyfikacji w świecie mody. Znane marki stawiają na styl „old money”

Trend „old money” nadal świetnie się sprzedaje. Okazuje się, że oprócz sfery mody od pewnego czasu dotyczy on również posiadłości. Klienci firm specjalizujących się w przesadzaniu starych drzew pragną, aby ich rezydencje wyglądały tak, jakby istniały na swoich miejscach od wielu lat.

Ci klienci są dobrze znani z imienia i nazwiska. Wśród krezusów, którzy zainwestowali miliony w obsadzenie swoich prywatnych posiadłości owymi „starodrzewami”, są m.in. Larry Ellison czy Stephen A. Schwarzman.

Stare, rzadkie drzewo kosztuje tyle, ile luksusowe auto

Jak zauważa New York Times, zamożnymi nabywcami starych drzew kieruje nie tylko kapryśna niecierpliwość i pragnienie natychmiastowej gratyfikacji. Często klientami firm zajmujących się przesadzaniem wyjątkowych okazów, a także architektów krajobrazu, są osoby będące w dość zaawansowanym wieku. Ludzie ci zwyczajnie nie mają już wystarczająco dużo czasu na to, aby czekać wiele lat, aż z małego drzewka wyrośnie duży, rozłożysty okaz.

Czytaj więcej

Mają arystokratyczne korzenie – i parcie na szkło. „Old money” podbija social media

Na taki luksus mogą pozwolić sobie oczywiście tylko najbogatsi, a im bardziej unikatowe jest drzewo i im lepsza jego kondycja, tym trzeba za nie więcej zapłacić. Miliarderzy nie szczędzą jednak pieniędzy na nabycie jakiegoś wyjątkowo pięknego, egzotycznego okazu.

Architekt krajobrazu, z którym rozmawiał New York Times, powiedział, że jeden okazały figowiec bengalski, którego ostatnio przesadzał, kosztował 250 tys. dol. Jego klient zażyczył sobie dwa takie drzewa, wydał więc równo pół miliona dolarów. To jednak nie są najdroższe rośliny, jakie wędrują ze szkółek do posiadłości bogaczy. Wspomniane pół miliona dolarów trzeba zapłacić na przykład za baobab. Cena za palmę daktylową – 50 tys. dol. za sztukę – wypada przy afrykańskim gigancie bardzo skromnie.