Utarło się przekonanie, że to głównie przedstawiciele pokolenia Z najbardziej cenią równowagę między życiem prywatnym a zawodowym. Po kolejnych falach takich trendów jak „quiet quitting”, przyszła pora na „job dropping” – zjawisko, które reprezentuje zmianę w podejściu do pracy i życia wśród pracowników w różnym wieku.

Trend „Job-dropping”: Satysfakcja w pracy kosztem awansu zawodowego

Ciężka praca na awans, a potem branie na siebie jeszcze większej liczby obowiązków i odpowiedzialności, aby sięgnąć po jeszcze wyższe stanowisko i wynagrodzenie. Przez wiele dekad tak właśnie wyglądała ścieżka do sukcesu. Wygląda jednak na to, że ten wyścig szczurów zaczyna męczyć pracowników korporacji i niektórzy zupełnie świadomie z niego rezygnują.

Czytaj więcej

„Niewidzialny dzień”. Nowy sposób na wypalenie i stres w pracy

Współcześnie sukces zawodowy nie ma jednej definicji – wysokie wynagrodzenie nie stanowi już jego kluczowego aspektu. Coraz więcej pracowników przedkłada swoje zdrowie psychiczne ponad wspinanie się po drabinie kariery. Pragnienie większego komfortu w życiu przyświeca już nie tylko przedstawicielom pokolenia Z, ale również aktywnych zawodowo osób reprezentujących starsze generacje.

Na fali tej zataczającej coraz szersze kręgi zmiany perspektywy wyłoniły się w ostatnich latach wśród pracowników rozmaite trendy. Wiele z nich opisywaliśmy już na łamach „Sukcesu” – wspomnijmy chociażby głośną „great resignation” („wielka rezygnacja”), „soft quitting” (odchodzenie”), „faux-productivity” („fałszywa produktywność”) czy wreszcie „bare minimum Monday” („poniedziałek na minimum”).

Większość z nich stanowi jakąś formę buntu przeciwko tradycyjnemu, charakterystycznemu dla dojrzałego kapitalizmu modelowi kariery, polegającemu na dawaniu z siebie wszystkiego w pracy, aby dostać awans. Wszystkie te trendy są przejawami tej samej zmiany, jaka dokonuje się właśnie w mentalności pracowników.

Kolejny trend, jaki wpisuje się w tę zmianę, a który omówiły czołowe zachodnie media  jest „job-dropping”. W największym skrócie, zjawisko sprowadza się do unikania awansu w pracy.

Nowa definicja sukcesu. Zmierzch „wyścigu szczurów”?

„Job-dropping” to pokłosie refleksji, czy warto starać się o awans, skoro wiąże się z nim więcej obowiązków i jeszcze większa presja w pracy. Coraz więcej osób dochodzi do wniosku, że jeżeli lubią swoją aktualną pracę, a zarobki są wystarczające, to nie ma sensu decydować się na zmianę status quo.

Efekt? Pracownicy rezygnują z walki o prestiżowe stanowiska, zwłaszcza jeżeli nowe obowiązki obejmowałyby zarządzanie zespołem. Zamiast tego, kontynuują pracę w mniej eksponowanych i wymagających rolach, w których łatwiej im będzie zachować większą równowagę między pracą a życiem prywatnym, a co za tym idzie – utrzymać swój psychiczny dobrostan.

Nowe podejście w budowaniu swojej kariery zawodowej i życia w ogóle dotyczy nie tylko młodych ludzi, nie zawsze chodzi też o zdrowie psychiczne. Obserwatorzy tego trendu zauważają, że redefinicja potrzeb, a także sukcesu, dokonuje się także w gronie osób posiadających dzieci, które nie chcą, aby na ich pracy cierpiało ich życie rodzinne.

Jak podkreślają eksperci cytowani przez zachodnie media opisujący „job-dropping”, ten trend nie oznacza na braku ambicji. Chodzi o zmianę systemu wartości, w którym celem jest dążenie do tego, co rzeczywiście jest ważne w życiu danej osoby, a także refleksję nad tym, czy jest się gotowym poświęcić pewne aspekty na rzecz innych.